Pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie

Wojciech Drapała        25 kwietnia 2017        Komentarze (0)

Wielu poszkodowanych zadaje sobie pytanie czy warto wnosić pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę i zakładać sprawę sądową oraz jak przebiega sprawa cywilna o odszkodowanie. W tym materiale staram się omówić to zagadnienie.

Uważam, że w każdej sprawie dotyczącej urazu na zdrowiu spowodowanego przez inną osobę (np. w wypadku komunikacyjnym), powinno się rozważyć wystąpienie na drogę sądową. Według moich szacunków kwoty dobrowolnie wypłacane przez ubezpieczycieli w szkodach osobowych są średnio od czterech do siedmiu razy niższe od kwot, które sądy uznają za adekwatne. Czasem zaniżenia są jeszcze większe. Osobiście prowadziłem sprawę, w której sąd przyznał prawie dwudziestokrotność tego co wypłacił ubezpieczyciel tytułem zadośćuczynienia w postępowaniu przedsądowym.

Warto też podkreślić, że zdarzają się sytuacje, kiedy ubezpieczyciel całkowicie odmawia wypłaty odszkodowania i zadośćuczynienia, stwierdzając brak związku przyczynowego czy brak urazu. Często są to odmowy bezpodstawne.

Na drodze sądowej należy wykazać m. in. związek urazu z wypadkiem, odniesioną krzywdę oraz poniesione koszty leczenia.

Każde postępowanie sądowe tego rodzaju charakteryzuje się pewnymi rutynowi, standardowymi czynnościami.

Pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie inicjuje drogę sądową. W pozwie należy zawrzeć żądanie zasądzenia określonej kwoty, wnioski dowodowe oraz uzasadnienie.

Do pozwu należy załączyć m. in. dokumentację leczenia. W uzasadnieniu należy wskazać okoliczności istotne z punktu widzenia zadośćuczynienia, przedstawić proces leczenia, skutki, jakie wywarł wypadek w życiu i na zdrowiu poszkodowanego, koszty leczenia itp.

Po złożeniu pozwu otrzymujemy zazwyczaj odpis odpowiedzi pozwanego, który ustosunkowuje się do pozwu, a następnie sąd wyznacza termin rozprawy.

W typowych sprawach udział świadka potrzebny jest na jednej rozprawie (z reguły pierwszej), a udział poszkodowanego – na jednej lub dwóch. Sąd przesłuchuje poszkodowanego na okoliczności wypadku, charakteru uszczerbku, dolegliwości zdrowotnych, procesu leczenia. Na te same okoliczności wypowiada się świadek.

Świadkiem powinna być osoba, która zna sytuację powypadkową poszkodowanego, np. któraś z osób bliskich. Ten etap procesu sądowego uważam za bardzo istotny, ponieważ dotyczy istoty sporu i bezpośrednio wpływa na wysokość możliwych do zasądzenia kwot.

Zeznania poszkodowanego i świadka, dokumentacja medycznej załączonej do pozwu stanowią materiał do oceny biegłego lekarza, który ustala związek uszczerbku z wypadkiem, najczęściej również określa procentowy stopień uszczerbku na zdrowiu i konsekwencje jakie wywarł uszczerbek u poszkodowanego. Biegły przeprowadza dodatkowo wywiad z poszkodowanym, co praktycznie nie różni się od zwyczajnego wywiadu z pacjentem na wizycie u lekarza.

Pełne postępowanie, które wszczyna pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie a więc takie, w którym prowadzi się postępowanie dowodowe, w tym dowód z opinii biegłego, trwa w opisywanych sprawach od 12 miesięcy w jednej instancji.

Pewną korzyścią rekompensującą tak długi okres oczekiwania na zakończenie sprawy są odsetki ustawowe, które naliczane są od dochodzonej kwoty przez całe postępowanie.

W mojej praktyce wiele postępowań zdarza się kończyć na drodze ugody, po tym jak pozwany zakład ubezpieczeń zostanie zawiadomiony o złożeniu pozwu. Ubezpieczyciele mają świadomość, że żądana kwota nie jest wygórowana, więc zostałaby przez sąd uwzględniona, co narażałoby pozwanego na dodatkowe koszty postępowania, które poniósłby jako przegrany w sporze. Uważam, że na tym etapie masz znacznie większe szanse na wynegocjowanie wyższej kwoty odszkodowania i zadośćuczynienia niż na etapie przedsądowym.

Do kosztów procesu występujących w każdej sprawie sądowej o odszkodowanie i zadośćuczynienie należy zaliczyć opłatę od pozwu. Wynosi ona 5% dochodzonej kwoty. Należy ją uiścić przed złożeniem pozwu.

Ponadto sąd w toku sprawy wezwie do uiszczenia zaliczki za opinię biegłego. W zależności od złożoności opinii zaliczka wynosi od kilkuset złotych. Uiszczone opłaty są zwracane stronie, która proces wygrała.

Oczywiście należy liczyć się również z kosztami Twojego pełnomocnika (np. adwokata). Jest ono ustalane indywidualnie. Warto jednak korzystać z profesjonalnej pomocy adwokata lub radcy prawnego, ponieważ stronie wygrywającej spór sądowy przysługuje zwrot kosztów pełnomocnika według kwoty ryczałtowej określonej w przepisach (zależnej od wartości przedmiotu sporu).

Należy rozważnie określać żądanie pozwu, ponieważ powód przegrywający spór straci uiszczone opłaty, a ponadto musi zwrócić wydatki stronie wygrywającej (w szczególności wydatki na pełnomocnika).

Jeśli dochodzi do częściowej wygranej, np. dochodzisz kwoty 10.000 zł, a sąd przyzna Ci 8.000 zł, to znaczy, że wygrałeś w 80%, a pozwany w 20%. Zatem przysługuje Ci zwrot 80% kosztów od drugiej strony, a drugiej stronie musisz zwrócić 20% jej kosztów. Oczywiście w tej samej proporcji przepadają uiszczone opłaty.

Jeżeli nie jesteś w stanie ponieść kosztów procesu, możesz wystąpić do sądu o zwolnienie od kosztów w całości lub części.

Wielu poszkodowanych ma świadomość, że ich odszkodowanie lub zadośćuczynienie zostało zaniżone albo bezzasadnie odmówiono im wypłaty, a wyczerpali już polubowne sposoby odzyskania świadczeń. Mimo to nie decydują się na wystąpienie na drogę sądową, bo mają różne obawy. Wynika to obiegowej opinii, że postępowanie sądowe zawsze jest czasochłonne, kosztowne, wymaga wielu stawiennictw w sądzie, a jego wynik jest niepewny. Uważam, że w wielu przypadkach są to obawy na wyrost.

Jest jeszcze jedna bardzo istotna zaleta postępowania sądowego. Poszkodowany w toku sprawy o odszkodowanie lub nawet przed jej wszczęciem może wystąpić do sądu o zabezpieczenie roszczenia o zwrot kosztów leczenia lub o rentę np. w związku z niezdolnością do pracy. Pozwala to uniknąć niekorzystnych konsekwencji wynikających z czasochłonności postępowania sądowego. Dzięki temu poszkodowany stosunkowo szybko może otrzymać środki finansowe, niezbędne do kosztownej operacji lub niezbędne do życia. W postępowaniu zabezpieczającym poszkodowany nie musi udowodnić roszczenia, a jedynie je uprawdopodobnić, co jest łagodniejszym wymogiem.

Jeżeli zastanawiasz się czy w Twojej sprawie lub sprawie osoby Tobie bliskiej warto złożyć pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie i wystąpić na drogę sądową, napisz do mnie lub zadzwoń, a ja postaram się pomóc.

Odpowiedzialność zarządcy drogi – wygrana sprawa sądowa

Wojciech Drapała        13 kwietnia 2017        Komentarze (1)

W materiale omawiam ciekawą sprawę sądową, którą prowadziłem.

Miło mi poinformować o wygranej w sprawie sądowej, którą prowadziłem.

Postanowiłem o tej sprawie powiedzieć, ponieważ uważam, że jest ważna dla opinii publicznej, w szczególności dla osób, które poruszają się samochodami po polskich drogach.

Dwa i pół roku temu na autostradowej obwodnicy Mińska Mazowieckiego zdarzył się wypadek. Do wypadku doszło w ten sposób, że na jezdnię autostrady znienacka wtargnął łoś, czyli dwustukilowe zwierzę, w które uderzył rozpędzony samochód. W wyniku wypadku zginął kierowca – mężczyzna, a jego żona w stanie krytycznym przewieziona została helikopterem do szpitala.

Niespełna dwa lata wcześniej na tej samej autostradzie miał miejsce taki sam wypadek. Kierowca miał dużo więcej szczęścia szkoda sprowadzała się do poważnego uszkodzenia pojazdu. I właśnie ja prowadziłem sprawę, w której poszkodowany był ten kierowca.

W mojej ocenie odpowiedzialność za zdarzenie ponosiła GDDKiA, która pełniła funkcję zarządcy drogi oraz jej ubezpieczyciel.

Pomimo wielu uchybień i kilku wezwań do zapłaty GDDKiA i jej ubezpieczyciel nie przyjęli odpowiedzialności za szkodę.

Do zaniedbań GDDKiA należało:
– naruszenie przepisów ustawy o drogach publicznych,
– nieumieszczenia znaku ostrzegającego o występowaniu zwierząt dzikich,
– naruszenie przepisów rozporządzenia Ministra Infrastruktury o odpowiednim odgrodzeniu drogi.

Podkreślić należy, że GDDKiA znała problem łosi występujących na trasie obwodnicy (GDDKiA dysponowała chociażby informacją pochodząca z raportu środowiskowego i wiedzą o poprzednim wypadku).

Najbardziej bulwersujące było nie to że wypadek się zdarzył, ale to że GDDKiA nie przyjmowała odpowiedzialności.

Na szczęście sąd zasadniczo podzielił moją argumentację i uwzględnił żądanie pozwu w całości, choć wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Trochę śmieszno, trochę straszno: oświadczenie o… otyłości sprawcy

Wojciech Drapała        02 stycznia 2017        2 komentarze

Ponieważ dopiero co zakończył się okres świąteczno-urlopowy (a właściwie: prawie się zakończył), na blogu postanowiłem na spokojnie i humorystycznie wejść w nowy rok.

Poszkodowani na różne, przeróżne i przeróżniaste sposoby próbują wykazywać wobec ubezpieczycieli swoją szkodę i winę innych osób. Często ich sprzymierzeńcami są również sami sprawcy, którzy zdają sobie sprawę ze swojego przewinienia. Niestety często ta pomoc jest również nieskuteczna.

W jednej z moich spraw do kolizji doszło w ten sposób:

Właściciel motocykla zostawił swój pojazd na parkingu przed sklepem i poszedł na zakupy.

Po kilku chwilach usłyszał dochodzący z parkingu charakterystyczny hałas. Okazało się, że jakiś nieostrożny użytkownik parkingu nie zauważył motocykla i cofając swoim samochodem po prostu wjechał w motocykl.

Sytuacja klarowna, sprawca się przyznał, przeprosił i sporządzono oświadczenie.

Mimo że wina była oczywista, ubezpieczyciel sprawcy odmówił przyjęcia odpowiedzialności za wypadek, twierdząc, że jest brak korelacji pomiędzy uszkodzeniami obu pojazdów. Uznał, że do uszkodzenia motocykla doszło w innych okolicznościach.

W sprawie sporządziliśmy nawet prywatną ekspertyzę biegłego z dziedziny rekonstrukcji wypadków, zawierającą bogatą dokumentację fotograficzną. Potwierdziła ona wersję poszkodowanego, a ubezpieczyciel dalej podtrzymywał swoje.

Na nic nie zdało się również pisemne oświadczenie poszkodowanego i sprawcy. W piśmie tym sprawca oficjalnie, niemal uroczyście oświadcza, że w chwili wypadku ważył… 160 kg. I dalej wyjaśnia, że to mogło spowodować obniżenie nadwozia niemłodego już auta o parę centymetrów, przez co uszkodzenia pojazdów na pierwszy rzut oka do siebie nie pasują.

I to oświadczenie również obudowane zostało dokumentacją fotograficzną. Na jednym ze zdjęć widać niewinnie uśmiechającego się pana o całkiem słusznych rozmiarach. Nie trudno się domyślić, kim on jest w tej sprawie 🙂

PS. Sprawa jest już na etapie sądowym, zostanie przeprowadzony dowód z opinii biegłego, będzie to kluczowe dla rozstrzygnięcia w sprawie. Myślę, że opinia będzie korzystna dla poszkodowanego.

Wyrok sądu: Zaniżenie odszkodowania przez zakład ubezpieczeń – podstępne

Wojciech Drapała        15 grudnia 2016        Komentarze (1)

Niedawno zakończył prowadzić interesującą sprawę sądową (choć wyrok nie jest jeszcze prawomocny), w której sąd uznał, że działanie ubezpieczyciela miało charakter podstępny.

Właściciel doznał szkody w swoim samochodzie. Kolizję spowodował inny kierowca, dlatego szkoda likwidowana była z polisy OC posiadacza (sprawcy).

Ubezpieczyciel początkowo wypłacił skromną „bezsporną” kwotę odszkodowania.

Po jakimś czasie poszkodowany odbył telefoniczną rozmowę z pracownikiem ubezpieczyciela, w której był nakłaniany do zawarcia ugody. Poszkodowany ostatecznie zgodził się na zaproponowane warunki – wypłatę 3.700 zł bez dalszych roszczeń. Po kilku dniach kwota została poszkodowanemu wypłacona.

Samochód nie został do czasu rozpoznawania sprawy naprawiony, ponieważ wypłacona przez ubezpieczyciela kwota była niewystarczająca. Mimo że naprawa nie została wykonana, pojazd był przez nadal użytkowany (uszkodzenie nie powodowało wyłączenia pojazdu z ruchu).

Wobec braku możliwości odzyskania pełnej kwoty odszkodowania poszkodowany „sprzedał” swoje prawa do odszkodowania z tytułu polisy OC.

Nabywca prawa do odszkodowania zlecił rzeczoznawcy dokonanie kalkulacji kosztów naprawy przedmiotowego pojazdu. Okazało się, że naprawa powinna kosztować nie 3.700 zł, tylko 9.200 zł.

Na podstawie opinii rzeczoznawcy uprawniony nabywca wezwał zakład ubezpieczeń do zapłaty kwoty pozostałej kwoty i kosztów opinii. Jak można się domyślać, ubezpieczyciel podtrzymał swoje wcześniejsze stanowisko.

Wystąpiliśmy z pozwem. Pełnomocnik pozwanego ubezpieczyciela podnosił, że żądania zawarte w pozwie nie mogą być dochodzone z powodu ugody zawartej pomiędzy poszkodowanym a ubezpieczycielem w rozmowie telefonicznej.

Niemniej jednak, argumentowaliśmy, że poszkodowany w chwili zawierania ugody pozostawał w błędzie co do wysokości szkody wyrządzonej w jego pojeździe. Świadczy o tym choćby fakt, iż próbował po wypłacie odszkodowania bezskutecznie dokonać naprawy auta za uzyskaną od ubezpieczyciela kwotę oraz znacząca rozbieżność w wycenach naprawy (znaczące zaniżenie kosztów naprawy przez ubezpieczyciela).

Co więcej, podnosiliśmy, że poszkodowany został celowo wprowadzony w błąd przez ubezpieczyciela, który jako profesjonalista musiał zdawać sobie sprawę z rzeczywistych kosztów przywrócenia auta do stanu poprzedniego. Świadczy o tym zarówno fakt, iż kwota pieniężna niezbędna do przywrócenia pojazdu do stanu poprzedniego wyliczona ostatecznie przez biegłego okazała się wielokrotnie wyższa od wskazanej w ugodzie jak.

W związku z tym w trakcie procesu poszkodowany złożył odpowiednie oświadczenie o uchyleniu się od skutków swojego oświadczenia woli o ugodzie.

Wyrok zapadł na korzyść mojego mocodawcy.

Sąd stwierdził, że ugoda została skutecznie zawarta.

W pozostałej części sąd uznał moją argumentację za trafną i stwierdził, że poszkodowany skutecznie uchylił się od skutków złożonego przez siebie oświadczenia woli w skierowanym do pozwanego oświadczeniu złożonym w piśmie.

Sąd uzasadniał, że zgodnie z treścią art. 84 § 1 kc w razie błędu co do treści czynności prawnej można uchylić się od skutków prawnych swego oświadczenia woli. Jeżeli jednak oświadczenie woli było złożone innej osobie, uchylenie się od jego skutków prawnych dopuszczalne jest tylko wtedy, gdy błąd został wywołany przez tę osobę, chociażby bez jej winy, albo gdy wiedziała ona o błędzie lub mogła z łatwością błąd zauważyć; ograniczenie to nie dotyczy czynności prawnej nieodpłatnej. W świetle art. 84 § 2 kc można powoływać się tylko na błąd uzasadniający przypuszczenie, że gdyby składający oświadczenie woli nie działał pod wpływem błędu i oceniał sprawę rozsądnie, nie złożyłby oświadczenia tej treści (błąd istotny).

Na mocy art. 86 § 1 kc jeżeli błąd wywołała druga strona podstępnie, uchylenie się od skutków prawnych oświadczenia woli złożonego pod wpływem błędu może nastąpić także wtedy, gdy błąd nie był istotny, jak również wtedy, gdy nie dotyczył treści czynności prawnej.

Sąd wyjaśnił, że dążenie ubezpieczyciela w warunkach niniejszej sprawy do zawarcia ugody na zaproponowanych przez siebie warunkach, świadczy o tym, iż miał on świadomość, że jej treść jest znacznie korzystniejsza dla niego niż dla poszkodowanego.

Warto jeszcze dodać, że w sprawie przeprowadzono dowód z opinii biegłego. Opinia wykazała, że koszt naprawy tak naprawdę powinien wynieść 12.500 zł, a nie jak szacowaliśmy początkowo – 9.200 zł. Dlatego na ostatniej rozprawie rozszerzyłem żądanie o pozostałą kwotę. Nota bene, jest to zabieg dopuszczalny i warto o nim wiedzieć.

Tak więc sąd przyznał podwyższoną kwotę odszkodowania (do 12.500 zł) wraz z odsetkami i kosztami postępowania (w tym kosztami biegłego, opłaty od pozwu i kosztami pełnomocnika). Jak zatem widać, ugoda nie zawsze zamyka drogę do odzyskania całego odszkodowania.

Przy golach Ronaldo wybudził się ze śpiączki

Wojciech Drapała        07 listopada 2016        Komentarze (0)

Dawid Pawlaczyk to młody człowiek, którego ciekawy i cudowny przypadek niedawno opisywały polskie i zagraniczne gazety.

Trzy lata temu miał wypadek na rowerze. Wracając od kolegi, potrącił go kierowca samochodu. W konsekwencji 13-letni wówczas chłopiec doznał poważnego urazu i zapadł w śpiączkę.

Rodzice chłopaka nie poddawali się. Postarali się o pobyt w specjalizującej się w tego rodzaju sprawach warszawskiej klinice Budzik i stwarzali mu warunki do wybudzenia.

Istotne w tej historii jest, że Dawid był fanem Realu Madryt, a jego idolem – Cristiano Ronaldo. W ramach terapii rodzice puszczali chłopcu przez słuchawki transmisje meczów z udziałem Ronaldo. W trakcie jednego z nich Dawid się obudził. Miesiąc po wybudzeniu mógł już powrócić do domu.

To nie koniec historii.

Z gazet informacja trafiła do sprawcy całego zamieszania, czyli Cristiano Ronaldo 🙂 Cristiano za pośrednictwem swojego agenta zaprosił chłopca z rodzicami do Madrytu na jeden z meczów Ligi Mistrzów i zaaranżował z nim spotkanie.

Sympatyczny gest gwiazdora 🙂

Przy okazji ubiegłotygodniowego meczu Realu z Legią w Warszawie w hotelu Bristol Ronaldo ponownie spotkał się z Dawidem. Starzy znajomi porozmawiali, zrobili sobie pamiątkowe zdjęcia.

Wymaga podkreślenia, że – jak donoszą media – lekarze nie dawali Dawidowi szans na wybudzenie.

Dlatego chyba warto mieć nadzieje, wierzyć w cuda i nie załamywać się. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach.