Przedawnienie odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu

Wojciech Drapała        28 sierpnia 2018        5 komentarzy

Tym razem chciałbym poruszyć niezwykle istotny temat, jakim jest przedawnienie odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu (przedawnienia roszczenia o odszkodowanie i zadośćuczynienie) oraz ogólnie kwestia przedawnienia odszkodowania. Przedawnienie w stosunku do odszkodowania z czynów niedozwolonych (deliktów) kieruje się specyficznymi zasadami. Dodatkowo odmienne reguły dotyczą odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń. Stąd konieczność omówienia.

Zauważyłem, że wielu poszkodowanych pozostaje w przekonaniu, że termin ten wynosi 3 lata od zdarzenia szkodowego, tymczasem może on wynieść nawet 20 lat, a czasem nawet nigdy nie zacznie biec

Jak to się dzieje? Nim przytoczę ciekawy stan faktyczny, odwołam się do podstawowego w tej materii art. 442[1] K.c.

§ 1.Roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Jednakże termin ten nie może być dłuższy niż dziesięć lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę.

§ 2. Jeżeli szkoda wynikła ze zbrodni lub występku, roszczenie o naprawienie szkody ulega przedawnieniu z upływem lat dwudziestu od dnia popełnienia przestępstwa bez względu na to, kiedy poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.

§ 3. W razie wyrządzenia szkody na osobie, przedawnienie nie może skończyć się wcześniej niż z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.

§ 4. Przedawnienie roszczeń osoby małoletniej o naprawienie szkody na osobie nie może skończyć się wcześniej niż z upływem lat dwóch od uzyskania przez nią pełnoletności.

Natomiast art. 819 § 3 kc., który mówi, że w wypadku ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej roszczenie poszkodowanego do ubezpieczyciela o odszkodowanie lub zadośćuczynienie przedawnia się z upływem terminu przewidzianego dla tego roszczenia w przepisach o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną czynem niedozwolonym lub wynikłą z niewykonania bądź nienależytego wykonania zobowiązania. Zatem w przypadku polisy OC (posiadacza pojazdu komunikacyjnego lub innej polisy OC, np. przedsiębiorcy) obowiązuje te same terminy co w stosunku do sprawcy czynu.

Wydawałoby się, że kwestia jest prosta, ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

Bieg przedawnienia nigdy się nie rozpoczął…

Interesujący stan faktyczny był przedmiotem oceny wyroku Sądu Najwyższego z Dnia 21 maja 2009 r. (sygn. akt V CSK 444/08). W omawianej sprawie do szkody doszło w dniu 19.06.1999 roku, pozew wniesiono 9.01.2006 roku, a więc po upływie 6,5 roku od zdarzenia. Sąd Najwyższy wskazał, że skoro więc powód zgłosił zdarzenie ubezpieczycielowi w dniu 29 sierpnia 2000 r., natomiast dostał świadczenie jedynie z NW [z uzasadnienia orzeczenia wynika, że była polisa z NNW i OC wystawiona przez ten sam zakład ubezpieczeń] w dniu 1 września 2000 r., nie otrzymując negatywnej pisemnej decyzji odnośnie świadczenia z OC, więc przerwany bieg przedawnienia zgłoszeniem zdarzenia ubezpieczeniowego nie rozpoczął się na nowo wobec dochodzonego w procesie zadośćuczynienia.

Jak to się stało, że sąd nie uznał, że doszło do przedawnienia pomimo upływu 3 lat od dnia szkody?

Wynika to z art. 819 § 4 k.c., który mówi, że bieg przedawnienia roszczenia o świadczenie do ubezpieczyciela przerywa się także przez zgłoszenie ubezpieczycielowi tego roszczenia lub przez zgłoszenie zdarzenia objętego ubezpieczeniem. Bieg przedawnienia rozpoczyna się na nowo od dnia, w którym zgłaszający roszczenie lub zdarzenie otrzymał na piśmie oświadczenie ubezpieczyciela o przyznaniu lub odmowie świadczenia.

Zatem bieg przedawnienia w niektórych przypadkach może w ogóle się nie rozpocząć. Ma to miejsce w sytuacji, gdy zgłaszający nie otrzymał na piśmie oświadczenie ubezpieczyciela o przyznaniu lub odmowie świadczenia (czyli po prostu decyzji).

W mojej ocenie sąd słusznie zwrócił uwagę, że art. 819 § 4 k.p.c. rozróżnia materialną czynność, jaką jest zgłoszenie zakładowi ubezpieczeń roszczenia, od czynności faktycznej jaką jest zgłoszenie zdarzenia objętego ubezpieczeniem. Dokonanie tej drugiej czynności w świetle nie budzącego wątpliwości brzmienia tego przepisu także przerywa bieg przedawnienia roszczeń wynikających ze zgłoszonego zdarzenia (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 9 sierpnia 2005 r., IV CK 157/05, LEX 34081). Jaki jest z tego wniosek? Wystarczające jest zgłoszenie zdarzenia szkodowego, a nie podniesienie konkretnych, szczegółowych roszczeń.

Nawet oświadczenie ubezpieczyciela nie zawsze spowoduje, że bieg przedawnienia się rozpocznie…

Warto wspomnieć również wyrok Sądu Najwyższego z dnia 20 listopada 2014 r. (sygn. akt V CSK 5/14).

W tym stanie faktycznym ubezpieczyciel wprawdzie wystosował do poszkodowanego oświadczenie, jednak było ono zbyt lakoniczne, nie zawierało wszystkich elementów wymaganych prawem. Dlatego pomimo wysłania go poszkodowanemu nie doszło do rozpoczęcia biegu przedawnienia.

Sąd wskazał, że zgodnie z art. 16 ust. 3 ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o działalności ubezpieczeniowej (Dz. U. z 2010, nr 11 poz. 66) [przy czym dzisiejszym odpowiednikiem tego przepisu jest art. 29 ust. 4 i 5 ustawy z dnia 11 września 2015 r. o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej (Dz.U. 2015 poz. 1844 ze zm.)] pisemne oświadczenie ubezpieczyciela musi zawierać wskazanie okoliczności i podstawę prawną uzasadniającą całkowitą lub częściową odmowę wypłaty świadczenia oraz pouczenie o możliwości dochodzenia roszczeń na drodze sądowej. Przepis ten ma charakter imperatywny, a więc oświadczenie ubezpieczyciela nie spełniające tych wymogów jest pozbawione skuteczności prawnej.

Oświadczenie, o którym mowa w tym przepisie (tj. art 819 par. 4 kc.) jest tym samym oświadczeniem, które składa ubezpieczyciel w postępowaniu likwidacyjnym i które podlega rygorom określonym w art. 16 ust. 3 ustawy [obecnie art. 29 ust. 4 i 5 ustawy z dnia 11 września 2015 r. o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej (Dz.U. 2015 poz. 1844 ze zm.)].

W związku z tym kolejny wniosek: oświadczenie ubezpieczyciela – by ponownie biegł od niego termin – musi odpowiadać wymaganiom ustawowym. W przeciwnym razie bieg przedawnienia może się nie rozpocząć na nowo, a poszkodowany będzie miał zasadniczo nieograniczony czas na podniesienie swoich roszczeń.

20-letni termin – przedawnienie odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu

Ustawodawca przewidział wydłużony, 20-letni termin przedawnienia, jeżeli szkoda wynikał ze zbrodni lub występku, czyli w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z przestępstwem. W kontekście wypadków komunikacyjnych należy mieć tu na względzie głównie art. 177  § 1 i 2 kk. Dotyczy on szkód na osobie.

Mamy tym razem taki stan faktyczny: w 1999 roku, a więc prawie 20 lat po wypadku. Ciężko poszkodowany w wypadku komunikacyjnym, zdecydował się na dochodzenie roszczeń o zadośćuczynienie. W 2000 roku po wypadku sąd karny umorzył postępowanie, ponieważ sprawca wypadku – małoletni pijany kierowca – nie podlegał odpowiedzialności karnej i nie został skazany. Gdyby tylko miał odpowiedni wiek (ukończony 17 rok życia) sprawa zakończyłaby się wyrokiem sądowym.

Czy do sprawy ma zastosowanie 20-letni termin przedawnienia?

Tak!

Trzeba podkreślić, że przepis dotyczy spraw, które zakończyły się prawomocnym wyrokiem sądu karnego, ale nie tylko. Do tej kategorii zaliczymy również te czyny, które obiektywnie są przestępstwem (właściwie to wypełniają znamiona czynu zabronionego, wspomnianego art. 177 § 1 i 2 kk), ale nie prowadzone było co do nich postępowanie karne (np. dlatego, że nie zawiadomiono odpowiednich organów). Wynika to z tego, że sąd cywilny ma kompetencję do ustalenia, czy był to czyn zabroniony karnie.

Grupa ta obejmie również te czyny, w przedmiocie których doszło do umorzenia postępowania karnego z uwagi na małoletniość sprawcy lub jego niepoczytalność.

Wyraźnie to wynika to z uchwały Sądu Najwyższego z dnia 25 maja 2017 roku (sygn. III CZP 108/17 oraz III CZP 116/17):

Przepis art. 442[1] § 2 k.c. ma zastosowanie także wtedy, gdy wobec sprawcy czynu niedozwolonego, ponoszącego odpowiedzialność na podstawie art. 436 § 1 k.c., zachodzą okoliczności wskazane w art. 31 § 1 k.k., które stanowiły podstawę umorzenia postępowania karnego na podstawie art. 17 § 1 pkt 2 k.p.k.

Zatem orzeczenie sądu karnego umarzające postępowanie karne ze względu na niepoczytalność sprawcy lub małoletność nie stoi na przeszkodzie, aby sąd cywilny uznał, iż szkoda wynikła ze zbrodni lub z występku, dlatego termin przedawnienia roszczenia wynikającego z czynu niedozwolonego wynosi dwadzieścia lat od popełnienia czynu, który w świetle prawa karnego jest przestępstwem.

Podsumowując:

  • istnieje 3- lub 20-letni termin przedawnienia,
  • w przypadku roszczeń do ubezpieczyciela termin jest liczony od zgłoszenia,
  • brak odpowiedzi ubezpieczyciela może spowodować, że termin przedawnienia nie rozpocznie biegu,
  • lakoniczna odpowiedź ubezpieczyciela może spowodować, że termin przedawnienia nie rozpocznie biegu,
  • nie musi dojść do skazania sprawcy, aby istniała możliwość skorzystania z 20-letniego terminu,
  • sąd cywilny ma kompetencję do oceny, czy czyn miał charakter przestępstwa,
  • umorzenie postępowania karnego w niektórych wypadkach nie wyklucza 20-letniego terminu przedawnienia.

Jak zatem wynika z powyższego przedawnienie odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu wymaga każdorazowej dokładnej oceny. Poszkodowany może się w różny sposób chronić się przed zarzutem przedawnienia.

Wysokość odszkodowania za uraz kręgosłupa szyjnego

Wojciech Drapała        24 sierpnia 2018        3 komentarze

Tak jak wspomniałem w ostatnim wpisie, kontynuuję cykl dotyczący odszkodowania za uraz kręgosłupa (skręcenie kręgów). Tym razem sprawa pana Andrzeja.

Tak jak w poprzednim wpisie, poszkodowany w wypadku doznał urazu smagnięcia biczem, czego rezultatem było skręcenie kręgosłupa. Miało to miejsce w październiku 2015 roku.

Na SOR założono mu kołnierz ortopedyczny i zalecono odpoczynek oraz stosowanie leków przeciwbólowych (z czasem coraz mocniejszych). Wypadek spowodował czasową niezdolność do pracy Poszkodowanego na okres 4 tygodni. Konsekwencją zdarzenia były konsultacje chirurgiczne oraz liczne konsultacje ortopedyczne, poprzedzone badaniem RTG.

U poszkodowanego wystąpiły trudności z zasypianiem na okres ok. 2 tygodni, wybudzał się z lękiem, wracały wspomnienia z wypadku, co powodowało obniżenie nastroju. W celu poprawienia swojego samopoczucia i uzyskania stabilizacji psychicznej uczęszczał na wizyty do psychiatry. Ponadto, cierpiał na lęki podczas jazdy samochodem, nagłe poty i drżenia ciała. Z tego względu zaczął unikać jazdy samochodem, co trwało prawie 2 lata od wypadku. Przepisano mu leki uspokajające, których zażywanie spowodowało nudności. Rozpoznano u niego zaburzenia stresowe pourazowe.

Nieodłącznym elementem tego typu urazów jest długotrwała i niejednokrotnie bardzo bolesna rehabilitacja – tak jak to było w tym przypadku. Poszkodowany jeszcze 2 lata po wypadku nadal odczuwał ból karku. Ze względu na brak rezultatów wcześniej przebytej rehabilitacji był zmuszony do jej wznowienia.

Pozwane towarzystwo ubezpieczeń na etapie przedsądowym uznało własną odpowiedzialność i wypłaciło kwotę 500 zł tytułem zadośćuczynienia za krzywdę, stwierdzając, że stanowi to wystarczające, odpowiednie zadośćuczynienie, a „przedłużające się” leczenie nie pozostaje w adekwatnym związku przyczynowo-skutkowym z kolizją, w której doszło do „powierzchownych” uszkodzeń zderzaka pojazdu poszkodowanego. Ubezpieczyciel powołał się na opinię medyczną lekarza pracującego na jego zlecenie, jednak samej opinii nie przedstawił. Z opinii tej miało wynikać, że dolegliwości poszkodowanego mają charakter „subiektywny”. Co więcej w decyzji, ubezpieczyciela znalazła się informacja, że „literatura fachowa zaleca sposób leczenia polegający na podawaniu popularnych leków przeciwbólowych i powrót do pracy w okresie 7 dni od zdarzenia”.

Ubezpieczyciel zaproponował ugodę polegającą na dopłacie 1.000 zł (czyli poszkodowany otrzymałby łącznie 1.500 zł). Oczywiście odradziłem przyjęcie ugody.

Strona pozwana negowała długość okresu rekonwalescencji poszkodowanego, wskazując, że przebyty przez niego uraz nie wymagał dłuższego leczenia, a po okresie 7 dni jest możliwy powrót do pracy.

Pozew sądowy opiewał na kwotę 9.500 zł zadośćuczynienia, sprawa rozstrzygnęła się w styczniu 2017 roku. Sąd przeprowadził dowód z opinii ortopedy – traumatologa. Wnosiliśmy również o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego lekarza psychiatry, sąd jednak oddalił ten wniosek. Swoje rozstrzygniecie uzasadnił tym, że pojawienie się urazu psychicznego i zaburzeń lękowych pozostaje w związku z niemal każdym wypadkiem drogowym, nawet o niewielkich skutkach, a załączona dokumentacja medyczna (której nie kwestionował pozwany) wystarczająco potwierdziła fakt takich zaburzeń, jak i przyjmowania leków.

Biegły sądowy wskazał, że u poszkodowanego występował przewlekły zespół bólowy z ograniczeniem zakresu ruchów karku, a na odczuwane dolegliwości miał wpływ charakter pracy, który przebywał w wymuszonych pozycjach niekiedy godzinami. Biegły zwrócił uwagę, że dokumentacja lekarska nie potwierdza, że poszkodowany leczył się przed wypadkiem w związku z dolegliwościami karku, a poza tym poszkodowany zanegował te dolegliwości w okresie przed wypadkiem. Poza tym dokumentacja medyczna oraz przebieg leczenia wskazują na bezpośredni związek pomiędzy wypadkiem a obecnym stanem zdrowia. Zastosowane leczenie było typowe, prawidłowe i wystarczające. Zanegował tym samym ocenę ubezpieczyciela i jego lekarza (o ile w ogóle taka była).

W ocenie sądu kwota 10.000 zł, jakiej się domagaliśmy dla poszkodowanego (wliczając w to wypłacone zadośćuczynienie) jest adekwatna do przeżytych przez niego skutków wypadku. Swoją decyzję oparł na fakcie, że następstwa wypadku już niemal przeminęły (4 lata po wypadku), a biorąc pod uwagę stosunkowo niewielką skalę wypadku (mierzoną m.in. uszkodzeniami pojazdów) nie były zbyt wielkie, ponieważ nie wystąpiły żadne dramatyczne zdarzenia związane z trwałym uszkodzeniem kręgosłupa, nie pojawiły się również żadne złamania ani urazy wewnętrzne. W uzasadnieniu wyroku wskazano, że leczenie psychiatryczne (nawet bez zdiagnozowanej konkretnej choroby psychicznej) ani rehabilitacja nie są podejmowane bez potrzeby, a wymagają czasu, samozaparcia i środków finansowych. Nie budziło wątpliwości sądu także to, że poszkodowany borykał się przez pierwszy miesiąc z dość dużymi dolegliwościami bólowymi, nieco mniejszymi przez miesiąc drugi i okresowo – przez dalsze 3 lata (kierując się opinią biegłego).

Wyrok był zaskarżony przez pełnomocnika pozwanego co do kwoty 5.000 zł (zarzucono zawyżenie zadośćuczynienia).

Podsumowanie i moje uwagi:

Ciekawostką było uzasadnienie wyroku: liczyło zaledwie 3 strony i w dosyć osobliwy sposób argumentowało wysokość zadośćuczynienia za uraz kręgosłupa szyjnego: Kwota 10.000 zł odpowiada więc sumie zadośćuczynień za najboleśniejszy pierwszy miesiąc (3.000 zł), za drugi (2.000 zł) oraz skumulowanej kwocie za okresowe dolegliwości przez pozostały okres do dnia zamknięcia rozprawy. (5.000 zł).

Szczerze mówiąc, gdybym miał dzisiaj rekomendować wysokość zadośćuczynienia do dochodzenia w procesie w podobnej sprawie, to byłaby ona na pewno wyższa.

Najważniejszy aspekt orzeczenia to dysproporcja pomiędzy kwotą uznana przez sąd za adekwatną a kwotą wypłacona dobrowolnie – 10.000 – 500 zł.

Odszkodowanie za uraz kręgosłupa szyjnego

Wojciech Drapała        21 sierpnia 2018        Komentarze (0)

Uraz przeciążeniowy kręgosłupa szyjnego (skręcenie kręgosłupa szyjnego, skręcenie kręgów szyjnych, zwichnięcie, naderwanie kręgów itp.) należy do niezwykle częstych obrażeń doznawanych w wypadkach komunikacyjnych. Uraz ten powstaje najczęściej w mechanizmie typu whiplash (smagnięcie biczem), o którym wspominałem już na swoim blogu – zapraszam do lektury.

Dolegliwości tego obrażenia, to zazwyczaj uporczywy ból szyi oraz głowy, a także z trudnościami w poruszaniu głową.

Coraz więcej poszkodowanych występuje na drogę sądową w tych sprawach i coraz więcej spraw tego rodzaju prowadzę ja sam. Mogę wręcz powiedzieć, że sprawy dotyczące urazów kręgosłupa stały się od pewnego czasu swoistą specjalnością mojej kancelarii, ponieważ przeprowadziłem ich już kilkadziesiąt. Czas podzielić się własnymi doświadczeniami. Postanowiłem przedstawić cykl wpisów, w którym omówię kilka korzystnych wyroków sądowych, jakie uzyskałem. Da to rozeznanie jakie zadośćuczynienie i odszkodowanie za uraz kręgosłupa szyjnego jest możliwe do otrzymania na drodze sądowej. Na początek wyrok z tego roku. Opis poniższej sprawy pomoże dać pogląd na wysokość świadczeń przyznawanych przez sądy w związku z omawianym urazem.

Do wypadku komunikacyjnego doszło w lutym 2015 roku. Sprawca zdarzenia doprowadził do tylnego zderzenia z pojazdem, którym poruszał się powód. Na skutek wypadku powód doznał urazu kręgosłupa szyjnego oraz obręczy barkowej. Uraz kręgosłupa został zaopatrzony w SOR przy pomocy kołnierza ortopedycznego na okres 3 tygodni. Powód kontynuował leczenie w poradni ortopedycznej oraz neurologicznej. Przeszedł leczenie usprawniające w postaci rehabilitacji oraz leczenia uzdrowiskowego. Ponadto odbywał wizyty u psychologa i psychiatry wobec problemów ze snem, bólem głowy, zmianami nastroju i lękiem komunikacyjnym. Przed wypadkiem powód był osobą sprawną, nie cierpiącą na choroby przewlekłe, w tym na dolegliwości kręgosłupa i barku. Pomimo leczenia do połowy 2018 roku (kiedy wydano wyrok) utrzymywały się u powoda dolegliwości bólowe kręgosłupa i barku w związku z czym zażywał regularnie leki przeciwbólowe. Powód zażywał także lek Ketrel, który został przepisany przez psychiatrę w związku z problemami ze snem oraz chwiejnością emocjonalną. Poszkodowany ponadto odczuwał dolegliwości bólowe podczas zajmowania długotrwale wymuszonej pozycji ciała. Powód wobec utrzymujących się dolegliwości bólowych ograniczył swoją aktywność fizyczną, a w szczególności jazdę na rowerze, która przed wypadkiem stanowiła jego hobby.

W imieniu klienta skierowaliśmy przeciwko ubezpieczycielowi pozew o zasądzenia kwoty 10.000 złotych zadośćuczynienia oraz 1.585 złotych z tytułu kosztów leczenia, wraz z odsetkami.

Strona pozwana wniosła o oddalenie powództwa w całości. Strona pozwana po przeprowadzeniu postępowania likwidacyjnego odmówiła jednak przyjęcia odpowiedzialności odszkodowawczej co do zasady, wskazując iż na skutek wypadku u powoda nie wystąpiły żadne trwałe obrażenia ciała czy rozstrój zdrowia. Strona pozwana argumentowała, że podczas wypadku na ciało powoda działały nieznaczne siły bezwładnościowe, a nadto uszkodzenia pojazdów powstałe w skutek kolizji były niewielkie wobec czego zgłaszane przez poszkodowanego dolegliwości bólowe nie przystają do okoliczności zdarzenia szkodowego. Wypada zaznaczyć, że jest to częsta argumentacja w podobnych sprawach.

W trakcie postępowania, po otrzymaniu opinii biegłych, które uznaliśmy za korzystne, rozszerzyliśmy powództwo o dodatkową kwotę 15.000 złotych tytułem zadośćuczynienia, wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie.

Opinie biegłych przeprowadzone w sprawie wykazały, że powód na skutek wypadku doznał 5% długotrwałego uszczerbku na zdrowiu z przyczyn psychiatrycznych (stan zejściowy po stresie i zaburzeniach adaptacyjnych) oraz 10% uszczerbku na zdrowiu z przyczyn ortopedycznych. U powoda utrzymywało się ograniczenie ruchów kręgosłupa w odcinku szyjnym o 1/3, napięcie mięśni przykręgosłupowych oraz ograniczony zakres ruchów w obrębie stawu barkowego w zakresie ruchu rotacji wewnętrznej i odwodzenia o 1/3, a także osłabienie uścisku prawej dłoni. Rokowania co do stanu zdrowia powoda były pomyślne, funkcjonował on prawidłowo w życiu codziennym, zawodowym i rodzinnym.

Sąd uwzględnił powództwo w części – przyznał kwotę 20.000 zł zadośćuczynienia wraz z odsetkami. Sąd uznał, że z materiału dowodowego wynika, że powód wskutek kolizji drogowej 2015 roku doznał urazu kręgosłupa oraz barku, a urazy wiązały się z dokuczliwymi dolegliwościami bólowymi w okolicy kręgosłupa szyjnego, wymagającymi stosowania środków przeciwbólowych, noszenia kołnierza ortopedycznego, konsultacji lekarskich specjalistów z zakresu ortopedii i neurologii oraz poddania się zabiegom rehabilitacyjnym, w tym leczeniu uzdrowiskowemu.

Ustalając wysokość należnego zadośćuczynienia sąd miał na uwadze, że powód w procesie leczenia pozostawał również pod opieką poradni ortopedycznej i neurologicznej oraz wymagał kilkukrotnej rehabilitacji, przechodząc cykle zabiegów fizjoterapeutycznych oraz leczenie sanatoryjne. Pomimo leczenia i rehabilitacji bóle kręgosłupa szyjnego oraz barku nadal utrzymują się, a nadto u powoda utrzymują się dolegliwości.

Biegły sądowy z zakresu psychiatrii wskazał, że obecnie nie utrzymują się u powoda zaawansowane problemy psychiczne, jednak zauważył, iż bezpośrednio po nim poszkodowany doznał stanu zejściowego po stresie i zaburzeniach adaptacyjnych. Dolegliwości mają charakter przemijający, dlatego biegły sądowy wskazał na 5% długotrwały. Biegły sądowy z zakresu ortopedii natomiast wyjaśnił, że 10% uszczerbek na zdrowiu powoda wynika z ograniczonej ruchomości kręgosłupa i barku. Uszczerbek ten również ma charakter długotrwały wobec pomyślnych rokowań powoda, co do stanu zdrowia w przyszłości.

Wobec tego sąd nie miał wątpliwości, że urazy zgłaszane przez powoda pozostają w związku przyczynowo – skutkowym ze zdarzeniem szkodowym, ponieważ to wyczerpująco wyjaśniła opinia.

Sąd oddalił powództwo o zapłatę zadośćuczynienia ponad ww. kwotę, ponieważ wypadek w którym uczestniczył powód miał charakter typowy, jak na tego rodzaju zdarzenie drogowe, leczenie powoda i dolegliwości bólowe nie były długotrwałe, a nadto poszkodowany doznał długotrwałego, a nie trwałego uszczerbku na zdrowiu, co rokuje pozytywnie w zakresie jego stanu zdrowia w przyszłości. Ponadto z przesłuchania powoda wynikało, że towarzyszące mu obecnie dolegliwości bólowe w dużym stopniu ustąpiły na skutek podjętego leczenia, a nadto powód zażywa mniejszą ilość środków farmakologicznych.

Sąd uwzględnił żądanie o odszkodowanie za uraz kręgosłupa szyjnego – koszty leczenia (w tym dojazdy do placówek medycznych) w łącznej wysokości 1.585 złotych. W ocenie sądu zważywszy na długi czas oczekiwania na leczenie w ramach NFZ powód był uprawniony do korzystania z prywatnej opieki medycznej, tym bardziej iż w procesie leczenia minimalizował szkodę i korzystał w dużej mierze z wizyt lekarskich zagwarantowanych na podstawie własnego ubezpieczenia pracowniczego.

W mojej ocenie ważne w sprawie były następujące aspekty:

– zadośćuczynienie przyznane przez sąd nie było szczególnie wysokie biorąc pod uwagę procent uszczerbku ustalony przez biegłych (15%), jednak sąd, jak mi się wydaje, bardziej wziął pod uwagę część opisową opinii niż konkluzję co do procentowego uszczerbku na zdrowiu,

– najważniejsze jest jednak, że zakład ubezpieczeń całkowicie odmówił przyjęcia odpowiedzialności za szkodę i nie wypłacił w ogóle zadośćuczynienia, tymczasem biegły właściwie nie miał wątpliwości do do ustalenia związku przyczynowego,

– warto dodać ciekawostkę, że powód był ubezpieczony u pozwanego w zakresie NNW, z tej polisy Pozwany uznał swoją odpowiedzialność za przedmiotowy wypadek (w tym związek przyczynowy pomiędzy wypadkiem a urazem na zdrowiu i uszczerbkiem), ustalając 3% uszczerbek na zdrowiu i wypłacają odszkodowanie z tej polisy dobrowolnie. Dodam, że nie jest to pierwszy przypadek tego rodzaju, z którym miałem do czynienia.

Wyrok daję obraz tego, jakie zadośćuczynienie i odszkodowanie za uraz kręgosłupa szyjnego jest możliwe w praktyce sądowej oraz w oparciu o jakie okoliczności i argumenty orzekają sądy.

Sędzia – sfinks, czyli czego brakuje mi u polskich sędziów.

Wojciech Drapała        06 lutego 2018        3 komentarze

Kilka dni temu sąd wydał wyrok w sprawie mojej klientki. Sprawa dotyczyła zadośćuczynienia i odszkodowanie za urazu odniesiony w wypadku komunikacyjnym.

Klientka jest zadowolona z orzeczenia. Nie dziwi mnie to. W postępowanie przedsądowym zakład ubezpieczeń nie przyjął odpowiedzialności. Stwierdził brak związku przyczynowego pomiędzy wypadkiem a urazem i że poniesiony uszczerbek nie jest normalnym następstwem wypadku.

Nie muszę dodawać, że ubezpieczyciel tym samym nie wypłacił odszkodowania i zadośćuczynienia mojej klientce. Natomiast sama sprawa sądowa potrwała zaledwie 10 miesięcy od złożenia pozwu do wydania wyroku. Dlatego ogólnie jest się z czego cieszyć (nota bene jest to chyba rekord pod względem szybkości – jeśli chodzi o moje sprawy urazów wypadkowych, w których przeprowadzano dowód z opinii biegłego lekarza).

Wydawałoby się, że to również mi powinno wystarczyć do szczęścia.

Jednak mimo że sprawa zakończyła się korzystnie – sąd przyznał całe dochodzone zadośćuczynienie, zwrot wydatków na leczenie, zwrot części utraconych dochodów, to ja odczuwam pewien niedosyt, ponieważ jednak pozostałej części utraconych dochodów sąd nie przyznał. Po prostu nie pozwala mi na to moja zawodowa ambicja.

Czekam na pisemne uzasadnienie wyroku, ale z ustnych motywów rozstrzygnięcia wynika, że sądu nie przekonały wszystkie dowody.

A jakie to były dowody i inne okoliczności, na postawie których sąd mógł według mnie przyznać cały żądany utracony dochód?

Po pierwsze, pisemne zlecenia od klientów, że powódka – moja klientka w danym terminie (po wypadku) miała wykonać dane rękodzieło.

Po drugie, zwolnienia lekarskie.

Po trzecie, opinia biegłego o niezdolności do pracy.

Po czwarte, przesłuchanie strony,

Po piąte, dowód ze świadka.

Po szóste, strona przeciwna nie kwestionowała przesłuchania i zeznań, a wręcz w ogóle pełnomocnik nie stawił się na rozprawie.

Po siódme, pełnomocnik strony przeciwnej nie kwestionował twierdzeń i dokumentów, ograniczając się do ogólnego kwestionowania wszystkiego, czyli w rzeczywistości nie zanegował in concreto niczego, ponieważ nie odniósł się do poszczególnych twierdzeń pozwu i nie podał żadnych argumentów na swoją rzecz. Dlatego taka negacja stanowiska mojej klientki była pozorna.

Patrząc na te wszystkie dowody i stanowisko strony przeciwnej uznałem, że sąd przyzna cały utracony dochód.

Ale jednak nie…

Od razu zaznaczę, że ten wpis nie ma na celu wylewanie żali, a wyrażenie własnych przemyśleń i krytycznych uwag na temat specyfiki procesu cywilnego – a właściwie jego praktyki.

A w czym rzecz?

Uważam, że nie jest sztuką wykazać pewne okoliczności, ale zrobić to w taki sposób, aby proces trwał możliwie krótko. Dlatego w praktyce każda sprawa sądowa to dla pełnomocnika powoda pewne wyzwanie:

Co udowodnić i jakie wnioski dowodowe złożyć, aby sprostać ciężarowi dowodowemu, a jednocześnie zapewnić, aby proces przebiegł sprawnie i szybko. Często są to przeciwne i trudne do pogodzenia cele – ale nie niemożliwe.

W praktyce oznacza to, że często trzeba balansować pomiędzy tymi dwoma przeciwnymi kierunkami i znaleźć TEN złoty środek, powiedzmy humorystycznie „święty graal” procesu sądowego.

I tu wreszcie doszedłem do tego bardzo doniosłego aspektu procesu sądowego, bo ma on znaczenie dla obu stron konkretnego procesu, jak i znaczenie ogólnosystemowe, dla całego wymiaru sprawiedliwości.

…ale o tym opowiem już w następnym wpisie, aby ten nie był za długi i się Tobie przyjemniej czytało 🙂

O błędach w prowadzeniu procesu i strategii procesowej

Wojciech Drapała        26 stycznia 2018        Komentarze (0)

Po kilku miesiącach nieobecności na blogu powracam do pisania. Mam nadzieję, że wpisy uda mi się publikować częściej.

Mój ostatni wpis dotyczył zagadnienia prowadzenia spraw sądowych bezpośrednio przez strony zamiast korzystania z pomocy profesjonalnego pełnomocnika (tj. adwokata lub radcy prawnego). Opisywałem jakie z tego mogą wynikać problemy.

Natomiast historia tej sprawy, skłania mnie do uściślenia wniosków: poszkodowany powinien powierzyć prowadzenie sprawy adwokatowi lub radcy prawnemu, który specjalizuje się w sporach sądowych (to po pierwsze) z danego obszaru prawnego (a to po drugie). Sądzę tak dlatego, że w opisywanej sprawie to profesjonalny pełnomocnik popełnił błąd procesowy (i przez to strona przegrała sprawę). Twierdzę, że wynikło z tego, że ów pełnomocnik nie zajmował się na co dzień dziedziną, której sprawa dotyczyła .

Inne wnioski jakie wynikają z historii dotyczą „strategii procesowej”… ale o tym powiem na końcu.

W sprawie powód domagał się od drugiej strony kwoty 15.000 zł tytułem obniżenia ceny kupionego pojazdu oraz 5.000 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. Powód zamówił wraz z żoną u pozwanego prowadzącego autoryzowaną sprzedaż samochodów samochód osobowy w cenie 115.000 zł, uwzględniającej wyposażenie dodatkowe oraz upust za jazdę testową. Przed złożeniem zamówienia powód wraz z żoną oglądał w salonie pozwanego ten sam model samochodu w niższej wersji wyposażenia w której jednak zagłówki i pokrycia siedzeń były identyczne jak w zamówionej wersji, choć z inną skrzynią biegów.

Przed zakupem samochodu powód odbył też jazdę próbną samochodem tego modelu ale z manualną skrzynią biegów, silnikiem benzynowym i bez napędu na cztery koła. W trakcie jazdy próbnej samochodem nie ujawnił się problem z zagłówkiem pasażera. Małżonkowie z uwagi na porę zimową byli grubo ubrani, a żona powoda siedziała na tylnym siedzeniu, na miejscu pasażera siedziała sprzedawca. Stosownie do specyfikacji producenta samochodów zamówionego przez powoda w wersji zamówionej posiadał w wyposażeniu aktywne zagłówki oraz tapicerkę siedzeń materiałowo-skórzaną. Spośród czterech dostępnych wersji tego modelu samochodu taka tapicerka siedzeń występowała jeszcze w niższej wersji tego modelu, a tapicerka skórzana w wersji najwyższej, natomiast zagłówki aktywne występowały we wszystkich wersjach tego modelu.

W czasie pierwszej wizyty w salonie małżonków obsługiwał sprzedawca, która na ich pytanie, czy tapicerka jest ze skóry naturalnej, odpowiadał, że jest wykonana z materiału i ze skóry. W dniu zakupu pojazdu powód odebrał przedmiotowy samochód po uprzednim uiszczeniu ceny i dostarczeniu tablic rejestracyjnych.

Po kilku dniach używania i bliższych oględzinach pojazdu powód stwierdził, że wbrew specyfikacji i zamówieniu, samochód nie posiada skórzanych obić siedzeń, ale są one wykonane miejscami z materiału a miejscami z tworzywa sztucznego, zaś zagłówki przednich siedzeń, w szczególności pasażera są pochylone za mocno do przodu, co powoduje konieczność pochylania głowy do przodu w czasie jazdy, przy tym zagłówków tych nie można prawidłowo wyregulować w poziomie ani ich zdemontować. Stwierdziła, że zagłówki pojazdu zamontowane są nieergonomicznie a możliwość ich regulacji jest ograniczona tylko do kierunku ukośnego do pionowego, co nie pozwala przyjąć wygodnej pozycji pasażerowi na przednim siedzeniu (tylko fotel kierowcy posiada regulację na odcinku lędźwiowym, co osłabia ten negatywny efekt zagłówka). Korzystanie z pojazdu jest przez to niewygodne, ponieważ głowa i plecy są nienaturalnie wychylone i nie znajdują oparcia w fotelu. Działanie aktywne zagłówków ma natomiast miejsce w razie uderzenia w tył pojazdu, kiedy maksymalnie wychylają się do przodu, zapobiegając nagłemu przemieszczeniu się głowy do tyłu.

Powód żądał obniżenia ceny (zwrotu różnicy w cenie) za wyżej opisane „wady”. Roszczenia były oparte o ustawę o tzw. ustawą o sprzedaży konsumenckiej (już nie obowiązującą).

Stanowisko mojego mocodawcy (który był pozwanym) było następujące: zgadza się, że siedzenie nie są pokryte prawdziwą skóra, tylko tzw. skórą ekologiczną, natomiast nie ma mowy o nieergonomiczności siedzeń, które wedle naszej oceny niczym nie różniły się od siedzeń w pojazdach innych marek. Roszczenie o zadośćuczynienie dóbr osobistych również kwestionowaliśmy (m. in. z uwagi na brak naruszenia, brak krzywdy, brak bezprawności).

Świadomi byliśmy tego, że stanowisko co do materiału pokrywającego siedzenia nie do końca znajduje oparcie w faktach i materiale dowodowym, jednak w tym zakresie zastosowaliśmy się do zaleceń producenta samochodu, bo wynikało ze zobowiązań biznesowych i kontraktowych mojego mocodawcy.

Być może nie było to do końca fair, ale mieliśmy czyste sumienie, bo żądanie powoda (dotyczące „nieergonomicznych” zagłówków oraz żądanie zadośćuczynienia) uznaliśmy nie tylko za całkowicie bezzasadne, ale i pieniacze, tym bardziej, że w pozwie znalazło się wiele krytycznych a bezpodstawnych opinii nt. usług mojego mocodawcy, dlatego nie wyraził gestu pojednawczego.

Sprawa trwała ponad 2 lata, strona powodowa złożyła wiele pism, wniosków, w sprawie wypowiadał się biegły, ale jednak jednego istnego wniosku zabrakło, z czego bardzo się cieszyłem i na ostatniej rozprawie na koniec to stronie wytknąłem.

Sąd przyznał rację powodowi, że rzeczywiście fotele samochodu w części w jakiej stykają się z ciałem kierowcy, nie są pokryte skórą naturalną, ale sztuczną skórą (to znaczy jej syntetyczną imitacją) oraz tkaniną. W tym zakresie sąd oparł się na opinii biegłego, co do której ja i mój mocodawca się w rzeczywistości zgadzaliśmy (bo wiedzieliśmy z jakiego materiału są siedzenia). Sąd oparł się na opinii biegłego również w pozostałym zakresie. Jednak ku mojemu zdziwieniu i pomimo składanych przeze mnie zastrzeżeń biegły uznał, że siedzenia (zagłówki) są nieergonomiczne. Przyznaję, że było to dużym zaskoczeniem, bo zagłówki były zupełnie typowe.

Sąd również dał wiarę w całości zeznaniom powoda oraz uzupełniającym je zeznaniom jego żony, co do których zasadna jest łączna ocena, zważywszy, że stanowią one uzupełniającą się relację okoliczności dotyczących zawierania umowy sprzedaży przedmiotowego samochodu pochodzącą od osób bezpośrednio w niej uczestniczących.

Jednakże pomimo sprzyjającej w tym zakresie oceny dowodowej sąd uznał powództwo za niezasadne, ponieważ żądanie powództwa nie zostało jednak udowodnione co do swojej wysokości.

W ocenie sądu kwestia wartości, o którą powód żądał obniżenia ceny przedmiotowego pojazdu, wymagała skorzystania z wiadomości specjalnych (czyli krótko mówiąc z opinii biegłego). Powód był reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika, wcześniej zaś był pouczany o ciężarze dowodu oraz o tym, że okoliczności sprawy wymagają wiadomości specjalnych. Powód ostatecznie stosownego wniosku nie złożył, nie przedstawił też jakiegokolwiek dowodu np. dokumentu, z którego kwota żądania (15.000 zł obniżenia ceny) wynika, a który pozwalałby choćby na ocenę jej zasadności.

Z wydanym wyrokiem nie zgodził się powód, który zaskarżył wyrok w całości, podnosząc m. in., że sąd pierwszej instancji powinien był z urzędu przeprowadzić dowód z opinii biegłego w zakresie obniżenia wartości, skoro sam powód nie złożył takiego wniosku. Jednak wyrok sądu drugiej instancji również był niekorzystny dla powoda.

Sąd wskazał, że działalność sądu z urzędu, powinna być podejmowana tylko w uzasadnionych sytuacjach, na przykład m. in. wystąpienia w procesie nieporadnej strony, działającej bez adwokata lub radcy prawnego, która bez własnej winy nie potrafi realizować przysługujących jej uprawień procesowych. W realiach niniejszej sprawy żadna z tego typu sytuacji, uzasadniających dopuszczenie dowodu z urzędu, nie wystąpiła.

Nieprzeprowadzenie dowodu co do należytej wysokości obniżenia ceny, uniemożliwiło wyjaśnienie jednej z przesłanek odpowiedzialności pozwanego, co bezpośrednio przełożyło się na oddalenie powództwa z powodu nieudowodnienia wysokości roszczenia. Przyczyną tej sytuacji było jednak wyłącznie zaniedbanie proceduralne strony powodowej, która nie zgłosiła na odpowiednim etapie procesu stosownego wniosku dowodowego. Aktywność dowodowa sądu nie może zaś służyć konwalidacji uchybień popełnionych przez kwalifikowanych pełnomocników, choćby rodziły one negatywne konsekwencje procesowe dla strony i prowadziły do przegrania przez nią sprawy wyłącznie z przyczyn formalnych. W takiej konfiguracji dopuszczenie przez sąd z urzędu dowodu byłoby niedopuszczalne i stanowiłoby rażące naruszenie zasady kontradyktoryjności oraz równości w traktowaniu stron procesu.

Odnośnie zadośćuczynienia: W pozostałym zakresie żądanie powoda również nie zasługiwało na uwzględnienie. Zdaniem sądu pozwanemu nie można przypisać dopuszczenia się naruszenia dóbr osobistych Powoda w związku z częściowym nienależytym wykonaniem umowy ponieważ strona pozwana nie dopuściła się wobec strony powodowej czynu niedozwolonego w postaci naruszenia jakichkolwiek dóbr osobistych powoda. Samo niewykonanie umowy nie stanowi o takim naruszeniu. Dlatego oddalono to żądanie. Pewien dobrostan, stan równowagi psychicznej, komfort zawsze ulegają naruszeniu wskutek niezrealizowania zakładanego stanu rzeczy, nieosiągnięcia zamierzonego skutku umowy, ale powyższe nie rodzi krzywdy w rozumieniu przepisów regulujących instytucję zadośćuczynienia – art. 445 k.c. i n., w każdym razie nie zrodziło jej w niniejszej sprawie.

Wyroki sądów I i II instancji dla mnie nie były zaskoczeniem. Powiedziałbym wręcz, że to wyrok zasądzający przyjąłbym ze zdziwieniem. Bo na czym sąd wówczas musiałby oprzeć wyrok? Na gołosłownym stwierdzeniu powoda, że wycenia szkodę na 15 tys. zł??!! Sad nie mógł też tego dowodu dopuścić z urzędu, bo oznaczałoby to naruszenie zasady równości stron procesu.

Tytułem podsumowania dodam jeszcze, że historia jest godna uwagi również z innych względów. Mianowicie przeczy ona pewnemu obiegowemu poglądowi (powiedzmy: stereotypowi), że jeśli stronie postępowania cywilnego co do zasady przysługuje racja w sensie ogólnego poczucia sprawiedliwości, a nawet w świetle prawa, to wystarczy po prostu złożyć pozew, działać w procesie, a sąd „zrobi swoje”, czyli wyda sprawiedliwy wyrok i przyzna np. odszkodowanie. Nic bardziej mylnego, tak to nie działa! Strona w procesie (powodowa, jak i pozwana) musi podjąć pewne działania procesowe w sposób odpowiedni (w szczególności, dowodowe), dzięki którym jej prawo/żądanie będzie mogło zostać uznane przez sąd.

Wreszcie, ważne jest też to, aby na spór sądowy w jego początkowej fazie spojrzeć jakby z dalszej perspektywy i „nie wystrzelać” się ze wszystkich zarzutów procesowych od razu. Co mam na myśli? Gdybym na samym początku sporu zwrócił uwagę na braki powoda we wnioskach dowodowych, to by je prawdopodobnie uzupełnił, skutecznie natomiast ja je przemilczałem – z premedytacją – aż do mowy końcowej. Jak to się mówi „strategia procesowa”.