Sędzia – sfinks, czyli czego brakuje mi u polskich sędziów.

Wojciech Drapała        06 lutego 2018        3 komentarze

Kilka dni temu sąd wydał wyrok w sprawie mojej klientki. Sprawa dotyczyła zadośćuczynienia i odszkodowanie za urazu odniesiony w wypadku komunikacyjnym.

Klientka jest zadowolona z orzeczenia. Nie dziwi mnie to. W postępowanie przedsądowym zakład ubezpieczeń nie przyjął odpowiedzialności. Stwierdził brak związku przyczynowego pomiędzy wypadkiem a urazem i że poniesiony uszczerbek nie jest normalnym następstwem wypadku.

Nie muszę dodawać, że ubezpieczyciel tym samym nie wypłacił odszkodowania i zadośćuczynienia mojej klientce. Natomiast sama sprawa sądowa potrwała zaledwie 10 miesięcy od złożenia pozwu do wydania wyroku. Dlatego ogólnie jest się z czego cieszyć (nota bene jest to chyba rekord pod względem szybkości – jeśli chodzi o moje sprawy urazów wypadkowych, w których przeprowadzano dowód z opinii biegłego lekarza).

Wydawałoby się, że to również mi powinno wystarczyć do szczęścia.

Jednak mimo że sprawa zakończyła się korzystnie – sąd przyznał całe dochodzone zadośćuczynienie, zwrot wydatków na leczenie, zwrot części utraconych dochodów, to ja odczuwam pewien niedosyt, ponieważ jednak pozostałej części utraconych dochodów sąd nie przyznał. Po prostu nie pozwala mi na to moja zawodowa ambicja.

Czekam na pisemne uzasadnienie wyroku, ale z ustnych motywów rozstrzygnięcia wynika, że sądu nie przekonały wszystkie dowody.

A jakie to były dowody i inne okoliczności, na postawie których sąd mógł według mnie przyznać cały żądany utracony dochód?

Po pierwsze, pisemne zlecenia od klientów, że powódka – moja klientka w danym terminie (po wypadku) miała wykonać dane rękodzieło.

Po drugie, zwolnienia lekarskie.

Po trzecie, opinia biegłego o niezdolności do pracy.

Po czwarte, przesłuchanie strony,

Po piąte, dowód ze świadka.

Po szóste, strona przeciwna nie kwestionowała przesłuchania i zeznań, a wręcz w ogóle pełnomocnik nie stawił się na rozprawie.

Po siódme, pełnomocnik strony przeciwnej nie kwestionował twierdzeń i dokumentów, ograniczając się do ogólnego kwestionowania wszystkiego, czyli w rzeczywistości nie zanegował in concreto niczego, ponieważ nie odniósł się do poszczególnych twierdzeń pozwu i nie podał żadnych argumentów na swoją rzecz. Dlatego taka negacja stanowiska mojej klientki była pozorna.

Patrząc na te wszystkie dowody i stanowisko strony przeciwnej uznałem, że sąd przyzna cały utracony dochód.

Ale jednak nie…

Od razu zaznaczę, że ten wpis nie ma na celu wylewanie żali, a wyrażenie własnych przemyśleń i krytycznych uwag na temat specyfiki procesu cywilnego – a właściwie jego praktyki.

A w czym rzecz?

Uważam, że nie jest sztuką wykazać pewne okoliczności, ale zrobić to w taki sposób, aby proces trwał możliwie krótko. Dlatego w praktyce każda sprawa sądowa to dla pełnomocnika powoda pewne wyzwanie:

Co udowodnić i jakie wnioski dowodowe złożyć, aby sprostać ciężarowi dowodowemu, a jednocześnie zapewnić, aby proces przebiegł sprawnie i szybko. Często są to przeciwne i trudne do pogodzenia cele – ale nie niemożliwe.

W praktyce oznacza to, że często trzeba balansować pomiędzy tymi dwoma przeciwnymi kierunkami i znaleźć TEN złoty środek, powiedzmy humorystycznie „święty graal” procesu sądowego.

I tu wreszcie doszedłem do tego bardzo doniosłego aspektu procesu sądowego, bo ma on znaczenie dla obu stron konkretnego procesu, jak i znaczenie ogólnosystemowe, dla całego wymiaru sprawiedliwości.

…ale o tym opowiem już w następnym wpisie, aby ten nie był za długi i się Tobie przyjemniej czytało 🙂

O błędach w prowadzeniu procesu i strategii procesowej

Wojciech Drapała        26 stycznia 2018        Komentarze (0)

Po kilku miesiącach nieobecności na blogu powracam do pisania. Mam nadzieję, że wpisy uda mi się publikować częściej.

Mój ostatni wpis dotyczył zagadnienia prowadzenia spraw sądowych bezpośrednio przez strony zamiast korzystania z pomocy profesjonalnego pełnomocnika (tj. adwokata lub radcy prawnego). Opisywałem jakie z tego mogą wynikać problemy.

Natomiast historia tej sprawy, skłania mnie do uściślenia wniosków: poszkodowany powinien powierzyć prowadzenie sprawy adwokatowi lub radcy prawnemu, który specjalizuje się w sporach sądowych (to po pierwsze) z danego obszaru prawnego (a to po drugie). Sądzę tak dlatego, że w opisywanej sprawie to profesjonalny pełnomocnik popełnił błąd procesowy (i przez to strona przegrała sprawę). Twierdzę, że wynikło z tego, że ów pełnomocnik nie zajmował się na co dzień dziedziną, której sprawa dotyczyła .

Inne wnioski jakie wynikają z historii dotyczą „strategii procesowej”… ale o tym powiem na końcu.

W sprawie powód domagał się od drugiej strony kwoty 15.000 zł tytułem obniżenia ceny kupionego pojazdu oraz 5.000 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. Powód zamówił wraz z żoną u pozwanego prowadzącego autoryzowaną sprzedaż samochodów samochód osobowy w cenie 115.000 zł, uwzględniającej wyposażenie dodatkowe oraz upust za jazdę testową. Przed złożeniem zamówienia powód wraz z żoną oglądał w salonie pozwanego ten sam model samochodu w niższej wersji wyposażenia w której jednak zagłówki i pokrycia siedzeń były identyczne jak w zamówionej wersji, choć z inną skrzynią biegów.

Przed zakupem samochodu powód odbył też jazdę próbną samochodem tego modelu ale z manualną skrzynią biegów, silnikiem benzynowym i bez napędu na cztery koła. W trakcie jazdy próbnej samochodem nie ujawnił się problem z zagłówkiem pasażera. Małżonkowie z uwagi na porę zimową byli grubo ubrani, a żona powoda siedziała na tylnym siedzeniu, na miejscu pasażera siedziała sprzedawca. Stosownie do specyfikacji producenta samochodów zamówionego przez powoda w wersji zamówionej posiadał w wyposażeniu aktywne zagłówki oraz tapicerkę siedzeń materiałowo-skórzaną. Spośród czterech dostępnych wersji tego modelu samochodu taka tapicerka siedzeń występowała jeszcze w niższej wersji tego modelu, a tapicerka skórzana w wersji najwyższej, natomiast zagłówki aktywne występowały we wszystkich wersjach tego modelu.

W czasie pierwszej wizyty w salonie małżonków obsługiwał sprzedawca, która na ich pytanie, czy tapicerka jest ze skóry naturalnej, odpowiadał, że jest wykonana z materiału i ze skóry. W dniu zakupu pojazdu powód odebrał przedmiotowy samochód po uprzednim uiszczeniu ceny i dostarczeniu tablic rejestracyjnych.

Po kilku dniach używania i bliższych oględzinach pojazdu powód stwierdził, że wbrew specyfikacji i zamówieniu, samochód nie posiada skórzanych obić siedzeń, ale są one wykonane miejscami z materiału a miejscami z tworzywa sztucznego, zaś zagłówki przednich siedzeń, w szczególności pasażera są pochylone za mocno do przodu, co powoduje konieczność pochylania głowy do przodu w czasie jazdy, przy tym zagłówków tych nie można prawidłowo wyregulować w poziomie ani ich zdemontować. Stwierdziła, że zagłówki pojazdu zamontowane są nieergonomicznie a możliwość ich regulacji jest ograniczona tylko do kierunku ukośnego do pionowego, co nie pozwala przyjąć wygodnej pozycji pasażerowi na przednim siedzeniu (tylko fotel kierowcy posiada regulację na odcinku lędźwiowym, co osłabia ten negatywny efekt zagłówka). Korzystanie z pojazdu jest przez to niewygodne, ponieważ głowa i plecy są nienaturalnie wychylone i nie znajdują oparcia w fotelu. Działanie aktywne zagłówków ma natomiast miejsce w razie uderzenia w tył pojazdu, kiedy maksymalnie wychylają się do przodu, zapobiegając nagłemu przemieszczeniu się głowy do tyłu.

Powód żądał obniżenia ceny (zwrotu różnicy w cenie) za wyżej opisane „wady”. Roszczenia były oparte o ustawę o tzw. ustawą o sprzedaży konsumenckiej (już nie obowiązującą).

Stanowisko mojego mocodawcy (który był pozwanym) było następujące: zgadza się, że siedzenie nie są pokryte prawdziwą skóra, tylko tzw. skórą ekologiczną, natomiast nie ma mowy o nieergonomiczności siedzeń, które wedle naszej oceny niczym nie różniły się od siedzeń w pojazdach innych marek. Roszczenie o zadośćuczynienie dóbr osobistych również kwestionowaliśmy (m. in. z uwagi na brak naruszenia, brak krzywdy, brak bezprawności).

Świadomi byliśmy tego, że stanowisko co do materiału pokrywającego siedzenia nie do końca znajduje oparcie w faktach i materiale dowodowym, jednak w tym zakresie zastosowaliśmy się do zaleceń producenta samochodu, bo wynikało ze zobowiązań biznesowych i kontraktowych mojego mocodawcy.

Być może nie było to do końca fair, ale mieliśmy czyste sumienie, bo żądanie powoda (dotyczące „nieergonomicznych” zagłówków oraz żądanie zadośćuczynienia) uznaliśmy nie tylko za całkowicie bezzasadne, ale i pieniacze, tym bardziej, że w pozwie znalazło się wiele krytycznych a bezpodstawnych opinii nt. usług mojego mocodawcy, dlatego nie wyraził gestu pojednawczego.

Sprawa trwała ponad 2 lata, strona powodowa złożyła wiele pism, wniosków, w sprawie wypowiadał się biegły, ale jednak jednego istnego wniosku zabrakło, z czego bardzo się cieszyłem i na ostatniej rozprawie na koniec to stronie wytknąłem.

Sąd przyznał rację powodowi, że rzeczywiście fotele samochodu w części w jakiej stykają się z ciałem kierowcy, nie są pokryte skórą naturalną, ale sztuczną skórą (to znaczy jej syntetyczną imitacją) oraz tkaniną. W tym zakresie sąd oparł się na opinii biegłego, co do której ja i mój mocodawca się w rzeczywistości zgadzaliśmy (bo wiedzieliśmy z jakiego materiału są siedzenia). Sąd oparł się na opinii biegłego również w pozostałym zakresie. Jednak ku mojemu zdziwieniu i pomimo składanych przeze mnie zastrzeżeń biegły uznał, że siedzenia (zagłówki) są nieergonomiczne. Przyznaję, że było to dużym zaskoczeniem, bo zagłówki były zupełnie typowe.

Sąd również dał wiarę w całości zeznaniom powoda oraz uzupełniającym je zeznaniom jego żony, co do których zasadna jest łączna ocena, zważywszy, że stanowią one uzupełniającą się relację okoliczności dotyczących zawierania umowy sprzedaży przedmiotowego samochodu pochodzącą od osób bezpośrednio w niej uczestniczących.

Jednakże pomimo sprzyjającej w tym zakresie oceny dowodowej sąd uznał powództwo za niezasadne, ponieważ żądanie powództwa nie zostało jednak udowodnione co do swojej wysokości.

W ocenie sądu kwestia wartości, o którą powód żądał obniżenia ceny przedmiotowego pojazdu, wymagała skorzystania z wiadomości specjalnych (czyli krótko mówiąc z opinii biegłego). Powód był reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika, wcześniej zaś był pouczany o ciężarze dowodu oraz o tym, że okoliczności sprawy wymagają wiadomości specjalnych. Powód ostatecznie stosownego wniosku nie złożył, nie przedstawił też jakiegokolwiek dowodu np. dokumentu, z którego kwota żądania (15.000 zł obniżenia ceny) wynika, a który pozwalałby choćby na ocenę jej zasadności.

Z wydanym wyrokiem nie zgodził się powód, który zaskarżył wyrok w całości, podnosząc m. in., że sąd pierwszej instancji powinien był z urzędu przeprowadzić dowód z opinii biegłego w zakresie obniżenia wartości, skoro sam powód nie złożył takiego wniosku. Jednak wyrok sądu drugiej instancji również był niekorzystny dla powoda.

Sąd wskazał, że działalność sądu z urzędu, powinna być podejmowana tylko w uzasadnionych sytuacjach, na przykład m. in. wystąpienia w procesie nieporadnej strony, działającej bez adwokata lub radcy prawnego, która bez własnej winy nie potrafi realizować przysługujących jej uprawień procesowych. W realiach niniejszej sprawy żadna z tego typu sytuacji, uzasadniających dopuszczenie dowodu z urzędu, nie wystąpiła.

Nieprzeprowadzenie dowodu co do należytej wysokości obniżenia ceny, uniemożliwiło wyjaśnienie jednej z przesłanek odpowiedzialności pozwanego, co bezpośrednio przełożyło się na oddalenie powództwa z powodu nieudowodnienia wysokości roszczenia. Przyczyną tej sytuacji było jednak wyłącznie zaniedbanie proceduralne strony powodowej, która nie zgłosiła na odpowiednim etapie procesu stosownego wniosku dowodowego. Aktywność dowodowa sądu nie może zaś służyć konwalidacji uchybień popełnionych przez kwalifikowanych pełnomocników, choćby rodziły one negatywne konsekwencje procesowe dla strony i prowadziły do przegrania przez nią sprawy wyłącznie z przyczyn formalnych. W takiej konfiguracji dopuszczenie przez sąd z urzędu dowodu byłoby niedopuszczalne i stanowiłoby rażące naruszenie zasady kontradyktoryjności oraz równości w traktowaniu stron procesu.

Odnośnie zadośćuczynienia: W pozostałym zakresie żądanie powoda również nie zasługiwało na uwzględnienie. Zdaniem sądu pozwanemu nie można przypisać dopuszczenia się naruszenia dóbr osobistych Powoda w związku z częściowym nienależytym wykonaniem umowy ponieważ strona pozwana nie dopuściła się wobec strony powodowej czynu niedozwolonego w postaci naruszenia jakichkolwiek dóbr osobistych powoda. Samo niewykonanie umowy nie stanowi o takim naruszeniu. Dlatego oddalono to żądanie. Pewien dobrostan, stan równowagi psychicznej, komfort zawsze ulegają naruszeniu wskutek niezrealizowania zakładanego stanu rzeczy, nieosiągnięcia zamierzonego skutku umowy, ale powyższe nie rodzi krzywdy w rozumieniu przepisów regulujących instytucję zadośćuczynienia – art. 445 k.c. i n., w każdym razie nie zrodziło jej w niniejszej sprawie.

Wyroki sądów I i II instancji dla mnie nie były zaskoczeniem. Powiedziałbym wręcz, że to wyrok zasądzający przyjąłbym ze zdziwieniem. Bo na czym sąd wówczas musiałby oprzeć wyrok? Na gołosłownym stwierdzeniu powoda, że wycenia szkodę na 15 tys. zł??!! Sad nie mógł też tego dowodu dopuścić z urzędu, bo oznaczałoby to naruszenie zasady równości stron procesu.

Tytułem podsumowania dodam jeszcze, że historia jest godna uwagi również z innych względów. Mianowicie przeczy ona pewnemu obiegowemu poglądowi (powiedzmy: stereotypowi), że jeśli stronie postępowania cywilnego co do zasady przysługuje racja w sensie ogólnego poczucia sprawiedliwości, a nawet w świetle prawa, to wystarczy po prostu złożyć pozew, działać w procesie, a sąd „zrobi swoje”, czyli wyda sprawiedliwy wyrok i przyzna np. odszkodowanie. Nic bardziej mylnego, tak to nie działa! Strona w procesie (powodowa, jak i pozwana) musi podjąć pewne działania procesowe w sposób odpowiedni (w szczególności, dowodowe), dzięki którym jej prawo/żądanie będzie mogło zostać uznane przez sąd.

Wreszcie, ważne jest też to, aby na spór sądowy w jego początkowej fazie spojrzeć jakby z dalszej perspektywy i „nie wystrzelać” się ze wszystkich zarzutów procesowych od razu. Co mam na myśli? Gdybym na samym początku sporu zwrócił uwagę na braki powoda we wnioskach dowodowych, to by je prawdopodobnie uzupełnił, skutecznie natomiast ja je przemilczałem – z premedytacją – aż do mowy końcowej. Jak to się mówi „strategia procesowa”.

Do stworzenia tego wpisu nakłoniła mniej kolejna już historia związana z samodzielnym prowadzeniem sprawy sądowej przez poszkodowanego w wypadku.

Nie wiem jaka jest tego skala (mówi się, że duża), ale co jakiś czas dociera do mnie wiadomość, że ktoś postanowił prowadzić samemu swoją sprawę sądową, nie będąc prawnikiem specjalizującym się w procesie, i to się skończyło bardzo źle.

To mnie wciąż zadziwia, że poszkodowani decydują się na samodzielne, czy wręcz samotne występowanie w sądzie. Uważam, że to jest po prostu szkodliwe dla samych zainteresowanych. I właściwie dotyczy to nie tylko samyc poszkodowanych a

A oto te historie:

1. Pozwany został zły podmiot.

Dlaczego zły? Ponieważ zamiast pozwania zakładu ubezpieczeń pozwano oddział zakładu ubezpieczeń lub jego markę. Niektórzy ubezpieczyciele działają pod markami, tzn. w występują w obrocie pod pewną nazwą, ale nazwa ubezpieczyciela jest tak naprawdę inna. Niby wiadomo o kogo chodzi, a jednak z procesowego punktu widzenia jest to różnica diametralna.

Co się wówczas dzieje?

W najlepszym wypadku – jeśli sąd się zorientuje – sąd wezwie do uzupełnienia braku formalnego, ale to powoduje i tak opóźnienie w rozpoznaniu sprawy.

Jeśli sąd się nie zorientuje, to wówczas postępowanie może się toczyć i nawet może zapaść wyrok zasądzający. Jednak wydanie wyroku przeciwko złemu podmiotowi lub niewłaściwie określonemu może być podstawą nieważności postępowania. Zaskarżenie takiego wyroku powoduje, że wszczęte postępowanie apelacyjne doprowadzi do uchylenia wyroku.

Innym przykładem zawiłości podmiotowych są sprawy, kiedy podmiotów zaangażowanych w sprawę jest kilka, np. w przypadku odpowiedzialności zarządcy drogi. Niedawno czytałem pisma procesowe w sprawie, która była prowadzona bez pełnomocnika.

Podmiot pozwany (miasto) nie poczuwał się do odpowiedzialności, wskazując, że odpowiedzialność powinien ponosić podmiot, któremu podzlecił zajmowanie się zarządem drogi. Do tego doszła kwestia ubezpieczyciela miasta i ubezpieczyciela zarządcy drogi, którzy przystąpili do sprawy. Żaden z podmiotów nie uznał się odpowiedzialnym, a ubezpieczyciele dodatkowo kwestionowali zakres udzielonej ochrony. Jednak najgorsze było to, że pozwany został zły podmiot. To oznacza, że w stosunku do tego podmiotu sprawa będzie przegrana i trzeba będzie ponieść koszty. A to można było ustalić przed złożeniem pozwu.

2. Wysokość kwoty odszkodowania

Niedawno przygotowywałem pozew ws. zadośćuczynienia i odszkodowania. Odszkodowanie miało obejmować również utracone zarobki. Niestety ja nie doszukałem się podstaw w zakresie tego roszczenia, a poszkodowany – mój Klient – twierdził, że miał zmienić pracę na inną, znacznie lepiej płatną (zagraniczną). Uznałem, że to roszczenie jest nie do udowodnienia, a właściwie to ono nawet nie powstało.

Klient odpowiedział mi: „nie szkodzi, najwyżej sąd nie przyzna tej kwoty, ale warto spróbować”.

Nie jestem defetystą jeśli chodzi o kwestię wysokości dochodzonych kwot, jednak moja odpowiedź brzmiała: „ryzyko jest zbyt duże w stosunku do potencjalnych korzyści”.

Przykładowo występując na kwotę realną 20 tys. zł zadośćuczynienia oraz kwotę 60 tys. nierealnego odszkodowania, sąd oddaliłby powództwo co do kwoty 60 tys. zł. Sprawa wygrana byłaby zatem w 25%, a przegrana w 75%. W konsekwencji powód otrzymałby 20 tys. zadośćuczynienia, ale stracił jednocześnie co najmniej 8-9 tys. zł kosztów postępowania (m. in. koszty pełnomocnika drugiej strony, opinie biegłych, opłata od pozwu).

3. Wysokość kwoty – zadośćuczynienie

Dokładnie to samo dotyczy wysokości zadośćuczynienia. Osobiście uważam, że z punktu widzenia strategii procesowej warto zrobić czasem większą kwotę zadośćuczynienia. Jednak niektórzy – wychodząc z podobnego założenia – po prostu ogromnie przeszacowują dochodzone kwoty. Ponieważ z niewiadomych przyczyn optymistycznie zakładają, że nie istnieją koszty postępowania przysługujące drugiej stronie bądź nie zostaną obciążeni kosztami postępowania. W konsekwencji przegrywają na wysokich kosztach procesu, które „przeżerają” dochodzone kwoty główne.

4. Wnioski dowodowe.

Na powodzie, czyli na stronie, która inicjuje proces sądowy, nie tylko spoczywa ciężar dowodu, ale musi również powołać dowody na określone okoliczności, a w dodatku dowody odpowiednie. Czyli nie wystarczy podać twierdzenia w pozwie (opisać sytuację faktyczną), ale odpowiednie twierdzenia wykazać, a w dodatku wykazać odpowiednim dowodem.

Przykładowo, w jednej ze spraw powód powoływał się na utratę zdolności do pracy, jednak na tę okoliczność nie powołał dowodu z opinii biegłego. Powód twierdził, że ma po wypadku problem ze słuchem, ale nie powołał biegłego – laryngologa/foniatry. Powód wreszcie twierdził, że po wypadku wymagał dużej pomocy osób trzecich, jednak na te okoliczności nie powołał np. świadka. To są wszystko błędy procesowe w dowodzeniu.

Oczywiście sąd w pewnych przypadkach może działać z urzędu i z własnej inicjatywy powoływać dowody, jednak jak wskazuje jedna z linii orzeczniczych – tylko pod pewnymi warunkami. Jednym z warunków jest nieporadność życiowa strony.

5. Wybór właściwego sądu

Niedawno otrzymałem komentarz, w którym była informacja, że w końcu, po 14 miesiącach odbyła się pierwsza rozprawa sądowa w sprawie. Czytelnik napisał, że jego sprawę prowadzi młody, „rodzinny” radca prawny. Domyśliłem się, że czytelnik korzysta z pomocy radcy, który nie jest zbyt doświadczony w tego rodzaju sprawach. I tego konsekwencją jest właśnie błąd, że rozprawę przeprowadzono dopiero po tak długim czasie, ponieważ sprawę skierowano do niewłaściwego sądu. I w tym miejscu muszę wyjaśnić, że sąd bada swoją właściwość z urzędu, a jeśli uzna się za niewłaściwy, to  przekieruję sprawę do innego sądu. Takie rozstrzygnięcie sądu można zaskarżyć, jednak jego rozpoznanie zajmie nawet kilka miesięcy. Dlatego właściwość należy ustalić poprawnie i ją uzasadnić, aby uchylić ryzyka.

Jest jeszcze druga ważna kwestia odnośnie wyboru sądu. Ja prowadzę sprawy w całej Polsce i mam pewne porównanie. Część sądów trafiła na moją „czarną listę”, bo uważam, że działają wyjątkowo powoli, a część sądów uważam za wyjątkowo sprawne, szybkie i przewidywalne. Te czynniki też są istotne.

Czas rozpoznawania sprawy ma znaczenie nie tylko z punktu widzenia poczucia sprawiedliwości (zgodnie z zasadą, że spóźniona sprawiedliwość jest zaprzeczeniem sprawiedliwości), ale często się zdarza, że szybko otrzymane środki finansowe w ogóle umożliwiają podjęcie leczenia albo po prostu rekompensują utratę dochodu z powodu niezdolności do pracy.

6. Zabezpieczenie roszczenia.

I teraz historia, z którą styczność miałem zupełnie niedawno. Nawiązuje ona do tego, o czym mówiełem w punkcie 5. Zgłosiła się do mnie osoba, której proces sądowy trwał już ponad dwa lata i nie widać było jego końca.

Osoba byla w trudnej, a właściwie dramatycznej sytuacji – brakowało jej środków pieniężnych na życie, ponieważ z powodu przebywania na zwolnieniu nie pracowała od chwili wypadku i środki finansowe na życie się po prostu wyczerpały. Gdyby o zabezpieczenie zawnioskowano odpowiednio wcześnie, ten problem nigdy by nie powstał. Jednak poszkodowany, który prowadził postępowanie osobiście, nie wiedział o takiej możliwości lub nie chciał z niej skorzystać.

7. Rozprawa

W mojej ocenie jednak największą trudnością praktyczną będzie występowanie na sali sądowej, na rozprawie – ale mam na myśli nie przedstawianie stanowiska w sprawie, ale udział w przesłuchaniu siebie i udział w przesłuchania świadka.

Jak będzie przepytywał świadków? Skąd wie o co zapytać świadków? Skąd będzie wiedział o co zapyta pełnomocnik pozwanego?

Jak będzie przepytywał biegłego?

Jak będzie samemu mówił o swojej sytuacji? Z kartki sąd czytać nie pozwoli, a poza tym jak powód będzie w stanie reagować na pytania pełnomocnika pozwanego i jednocześnie pamiętać co powiedzieć – nawet jeśli będzie teoretycznie wiedział co mówić? Tym bardziej, że występowania na sali sądowej to dla większości stresująca sytuacja…

Podsumowując:

Uważam, ze skorzystanie z profesjonalnego pełnomocnika pozwoli zaoszczędzić Ci pieniądze, czas, zapewni komfort w prowadzeniu sprawy i oczekiwaniu na wyrok. Skorzystaj z profesjonalnego pełnomocnika, tj. adwokata lub radcy prawnego, który ma doświadczenie w sprawach odszkodowawczych. Wybierz osobę, do której masz po prostu zaufanie. Uważam, że da Ci to 90% Twojego sukcesu.

Prawnicy-blogerzy i Web.lex meeting

Wojciech Drapała        13 maja 2017        Komentarze (0)

Jak zapewne się domyślasz (po niektórych banerach na moim blogu) jestem członkiem grupy prawników-blogerów działających w Web.lex, prowadzonego przez Rafała Chmielewskiego. Jest to grupa ponad setki prawników, adwokatów, radców prawnych, doradców podatkowych, działających w całej Polsce, zajmujących się PRZERÓŻNYMI dziedzinami prawa. To praktycy z krwi i kości. Myślę, że nie ma zagadnienia prawnego, którego nie potrafiliby rozwiązać 🙂

Jeśli masz sprawy innej natury niż odszkodowania, poszukujesz prawnika ze swojego miasta albo po prostu nie odpowiadam Ci jako Twój potencjalny doradca lub pełnomocnik, na pewno znajdziesz właściwą osobę w tej grupie: www.lexmonitor.pl (nota bene ktoś użył nawet określenia „rodzina Web-lex” 🙂 )

I jak co roku spotkaliśmy się, aby doskonalić swoje umiejętności w zapewnianiu wsparcia Klientom, wymieniać się doświadczeniami i nawiązywać współprace.

To było trzecia spotkanie, w którym brałem udział, i stwierdzam z całą stanowczością, że każde kolejne jest lepsze od poprzedniego.

To zasługa Rafała Chmielewskiego, podziękowania 🙂

Pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie

Wojciech Drapała        25 kwietnia 2017        11 komentarzy

Wielu poszkodowanych zadaje sobie pytanie czy warto wnosić pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę i zakładać sprawę sądową oraz jak przebiega sprawa cywilna o odszkodowanie. W tym materiale staram się omówić to zagadnienie.

Uważam, że w każdej sprawie dotyczącej urazu na zdrowiu spowodowanego przez inną osobę (np. w wypadku komunikacyjnym), powinno się rozważyć wystąpienie na drogę sądową. Według moich szacunków kwoty dobrowolnie wypłacane przez ubezpieczycieli w szkodach osobowych są średnio od czterech do siedmiu razy niższe od kwot, które sądy uznają za adekwatne. Czasem zaniżenia są jeszcze większe. Osobiście prowadziłem sprawę, w której sąd przyznał prawie dwudziestokrotność tego co wypłacił ubezpieczyciel tytułem zadośćuczynienia w postępowaniu przedsądowym.

Warto też podkreślić, że zdarzają się sytuacje, kiedy ubezpieczyciel całkowicie odmawia wypłaty odszkodowania i zadośćuczynienia, stwierdzając brak związku przyczynowego czy brak urazu. Często są to odmowy bezpodstawne.

Na drodze sądowej należy wykazać m. in. związek urazu z wypadkiem, odniesioną krzywdę oraz poniesione koszty leczenia.

Każde postępowanie sądowe tego rodzaju charakteryzuje się pewnymi rutynowi, standardowymi czynnościami.

Pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie inicjuje drogę sądową. W pozwie należy zawrzeć żądanie zasądzenia określonej kwoty, wnioski dowodowe oraz uzasadnienie.

Do pozwu należy załączyć m. in. dokumentację leczenia. W uzasadnieniu należy wskazać okoliczności istotne z punktu widzenia zadośćuczynienia, przedstawić proces leczenia, skutki, jakie wywarł wypadek w życiu i na zdrowiu poszkodowanego, koszty leczenia itp.

Po złożeniu pozwu otrzymujemy zazwyczaj odpis odpowiedzi pozwanego, który ustosunkowuje się do pozwu, a następnie sąd wyznacza termin rozprawy.

W typowych sprawach udział świadka potrzebny jest na jednej rozprawie (z reguły pierwszej), a udział poszkodowanego – na jednej lub dwóch. Sąd przesłuchuje poszkodowanego na okoliczności wypadku, charakteru uszczerbku, dolegliwości zdrowotnych, procesu leczenia. Na te same okoliczności wypowiada się świadek.

Świadkiem powinna być osoba, która zna sytuację powypadkową poszkodowanego, np. któraś z osób bliskich. Ten etap procesu sądowego uważam za bardzo istotny, ponieważ dotyczy istoty sporu i bezpośrednio wpływa na wysokość możliwych do zasądzenia kwot.

Zeznania poszkodowanego i świadka, dokumentacja medycznej załączonej do pozwu stanowią materiał do oceny biegłego lekarza, który ustala związek uszczerbku z wypadkiem, najczęściej również określa procentowy stopień uszczerbku na zdrowiu i konsekwencje jakie wywarł uszczerbek u poszkodowanego. Biegły przeprowadza dodatkowo wywiad z poszkodowanym, co praktycznie nie różni się od zwyczajnego wywiadu z pacjentem na wizycie u lekarza.

Pełne postępowanie, które wszczyna pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie a więc takie, w którym prowadzi się postępowanie dowodowe, w tym dowód z opinii biegłego, trwa w opisywanych sprawach od 12 miesięcy w jednej instancji.

Pewną korzyścią rekompensującą tak długi okres oczekiwania na zakończenie sprawy są odsetki ustawowe, które naliczane są od dochodzonej kwoty przez całe postępowanie.

W mojej praktyce wiele postępowań zdarza się kończyć na drodze ugody, po tym jak pozwany zakład ubezpieczeń zostanie zawiadomiony o złożeniu pozwu. Ubezpieczyciele mają świadomość, że żądana kwota nie jest wygórowana, więc zostałaby przez sąd uwzględniona, co narażałoby pozwanego na dodatkowe koszty postępowania, które poniósłby jako przegrany w sporze. Uważam, że na tym etapie masz znacznie większe szanse na wynegocjowanie wyższej kwoty odszkodowania i zadośćuczynienia niż na etapie przedsądowym.

Do kosztów procesu występujących w każdej sprawie sądowej o odszkodowanie i zadośćuczynienie należy zaliczyć opłatę od pozwu. Wynosi ona 5% dochodzonej kwoty. Należy ją uiścić przed złożeniem pozwu.

Ponadto sąd w toku sprawy wezwie do uiszczenia zaliczki za opinię biegłego. W zależności od złożoności opinii zaliczka wynosi od kilkuset złotych. Uiszczone opłaty są zwracane stronie, która proces wygrała.

Oczywiście należy liczyć się również z kosztami Twojego pełnomocnika (np. adwokata). Jest ono ustalane indywidualnie. Warto jednak korzystać z profesjonalnej pomocy adwokata lub radcy prawnego, ponieważ stronie wygrywającej spór sądowy przysługuje zwrot kosztów pełnomocnika według kwoty ryczałtowej określonej w przepisach (zależnej od wartości przedmiotu sporu).

Należy rozważnie określać żądanie pozwu, ponieważ powód przegrywający spór straci uiszczone opłaty, a ponadto musi zwrócić wydatki stronie wygrywającej (w szczególności wydatki na pełnomocnika).

Jeśli dochodzi do częściowej wygranej, np. dochodzisz kwoty 10.000 zł, a sąd przyzna Ci 8.000 zł, to znaczy, że wygrałeś w 80%, a pozwany w 20%. Zatem przysługuje Ci zwrot 80% kosztów od drugiej strony, a drugiej stronie musisz zwrócić 20% jej kosztów. Oczywiście w tej samej proporcji przepadają uiszczone opłaty.

Jeżeli nie jesteś w stanie ponieść kosztów procesu, możesz wystąpić do sądu o zwolnienie od kosztów w całości lub części.

Wielu poszkodowanych ma świadomość, że ich odszkodowanie lub zadośćuczynienie zostało zaniżone albo bezzasadnie odmówiono im wypłaty, a wyczerpali już polubowne sposoby odzyskania świadczeń. Mimo to nie decydują się na wystąpienie na drogę sądową, bo mają różne obawy. Wynika to obiegowej opinii, że postępowanie sądowe zawsze jest czasochłonne, kosztowne, wymaga wielu stawiennictw w sądzie, a jego wynik jest niepewny. Uważam, że w wielu przypadkach są to obawy na wyrost.

Jest jeszcze jedna bardzo istotna zaleta postępowania sądowego. Poszkodowany w toku sprawy o odszkodowanie lub nawet przed jej wszczęciem może wystąpić do sądu o zabezpieczenie roszczenia o zwrot kosztów leczenia lub o rentę np. w związku z niezdolnością do pracy. Pozwala to uniknąć niekorzystnych konsekwencji wynikających z czasochłonności postępowania sądowego. Dzięki temu poszkodowany stosunkowo szybko może otrzymać środki finansowe, niezbędne do kosztownej operacji lub niezbędne do życia. W postępowaniu zabezpieczającym poszkodowany nie musi udowodnić roszczenia, a jedynie je uprawdopodobnić, co jest łagodniejszym wymogiem.

Jeżeli zastanawiasz się czy w Twojej sprawie lub sprawie osoby Tobie bliskiej warto złożyć pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie i wystąpić na drogę sądową, napisz do mnie lub zadzwoń, a ja postaram się pomóc.