Wpis pourlopowy i połamana przerzutka roweru

Wojciech Drapała        06 maja 2016        Komentarze (2)

1Drogi Czytelniku bloga,

Przez kilka ostatnich dni nie byłem dostępny ze względu na parodniowy majowy urlop. Stąd moja nieobecność na blogu i opóźnienia w udzielaniu odpowiedzi na komentarze.

Wkrótce nadrobię te zaległości 🙂

Postanowiłem też dać odpoczynek blogowi i zrobić ten oto krótki wpis niemerytoryczny.

Od pewnego czasu preferuję urlopy z daleka od typowych kurortów.

Po raz kolejny, razem z przyjaciółmi, wyjechałem z rowerem w góry. Tym razem w polskie i czeskie Góry Izerskie.

Strome, wąskie, kamieniste ścieżki rowerowe po naturalnych stokach zapewniają dużą dawkę wysiłku fizycznego, adrenaliny i… przygód. Już pierwszego dnia połamałem przerzutkę w połowie trasy i niemal 10 km musiałem targać rower na piechotę…

Niemniej jednak polecam taką formę wypoczynku, podczas którego można się nieźle namęczyć 🙂

Odwołanie do sądu od decyzji ZUS, czyli ZUS jak ubezpieczyciel prywatny

Wojciech Drapała        13 kwietnia 2016        Komentarze (0)

Niedawno zajmowałem się sprawą, w której przygotowywałem odwołanie do sądu od decyzji ZUS.

Pewnie nie poświęciłbym temu tematowi wpisu, ale po prawomocnym, korzystnym zakończeniu sprawy w sądzie problem się odnowił, a postępowanie ZUS-u zaczęło przypominać postępowanie charakterystyczne dla ubezpieczycieli prywatnych. Czyli: odmówić, jakoś uzasadnić i liczyć, że uprawniony się nie pozna.

Zacznę od początku.

ZUS odmówił ubezpieczonej prawa do świadczenia rehabilitacyjnego. Umotywował to „brakiem okoliczności uzasadniających ustalenie uprawnień do świadczenia rehabilitacyjnego” 🙂 Dokładnie tak brzmiało lakoniczne uzasadnienie decyzji (jeśli w ogóle można nazwać to uzasadnieniem). Równie dobrze mogli napisać „nie należy się, ponieważ się nie należy”.

W imieniu ubezpieczonej złożyłem odwołanie do sądu od decyzji ZUS, wniosłem o uchylenie decyzji i przyznanie kwestionowanego prawa. Wskazałem, że organ rentowy oparł się na orzeczeniu komisji lekarskiej, która błędnie ustaliła, że skarżąca jest zdolna do pracy. Organ nie zmienił swojej decyzji w trybie autokontroli i podtrzymał stanowisko.

Skarżąca była zatrudniona w żłobku, we wrześniu 2014 roku uległa wypadkowi w pracy, w wyniku którego doznała urazu kręgosłupa i była hospitalizowana. Z tytułu niezdolności do pracy pobierała zasiłek chorobowy do marca 2015 roku, a w lutym 2015 roku złożyła wniosek o świadczenie rehabilitacyjne, gdyż dalej była niezdolna do pracy.

Lekarz orzecznik ZUS wskazał, że w związku z rokowaniem odzyskania zdolności do pracy, istnieją okoliczności uzasadniające ustalenie uprawnień do świadczenia rehabilitacyjnego na okres 5 miesięcy licząc od dnia wyczerpania zasiłku chorobowego.

ZUS zgłosił zarzuty i przekazał sprawę do komisji lekarskiej. Komisja lekarska odmówiła prawa do zasiłku. W związku z tym ZUS wydał decyzję odmowną.

W odwołaniu zawnioskowałem o opinię biegłego lekarza neurologa, który miał ustalić, czy skarżąca jest nadal niezdolna do pracy i czy rokuje odzyskaniem tej zdolności.

Sąd oczywiście dopuścił ten dowód i rozszerzył tezę: jak długo powinna trwać dalsze leczenie lub rehabilitacja i czy niezdolność do pracy była spowodowana wypadkiem przy pracy – choć tej okoliczności nie podnosiliśmy, gdyż skarżąca już wcześniej cierpiała na schorzenia kręgosłupa, zatem nie był to wypadek przy pracy.

Powołana biegła lekarz neurolog stwierdziła, że zdarzenie z września 2014 roku nasiliło i wyzwoliło zespół bólowy, którego przyczyna istniała od dawna. Dolegliwości utrzymywały się również po marcu 2015 roku. W związku z tym biegła uznała, że w marcu 2015 roku nadal istniała niezdolność do pracy – do dnia ponownej hospitalizacji i wykonania zabiegu operacyjnego w sierpniu 2015 roku. Natomiast samo zdarzenie nie miało cech wypadku przy pracy.

Sąd zaaprobował opinię biegłej, gdyż została wydana w oparciu o badania i pełną dokumentację z leczenia.

Tym sposobem odwołanie do sądu od decyzji ZUS okazało się skuteczne – sąd zmienił decyzję ZUS i przyznał uprawnienie do świadczenia rehabilitacyjnego. Orzeczenie uprawomocniło się.

Wydawało się, że ze strony ZUS-u nie napotkamy już żadnego problemu… do czasu.

Po wspomnianej operacji do chwili obecnej ubezpieczona jest nadal niezdolna do pracy i przechodzi rehabilitację. Dlatego wystąpiła o przyznanie świadczenia rehabilitacyjnego za kolejny okres.

Zusowska komisja lekarska uznała, że niezdolność do pracy trwa nadal… ale nie określiła, czy ubezpieczona rokuje odzyskaniem zdolności do pracy czy nie… Z tego powodu odmówiono jej prawa do świadczenia rehabilitacyjnego i wskazano na możliwość… ubiegania się rentę lub złożenia odwołania do sądu.

Uważam, że zdecydowanie istnieją podstawy do dalszego świadczenia rehabilitacyjnego

Wszystko jednak wskazuje na to, że będę szykował kolejne odwołanie do sądu od decyzji ZUS. Tylko do czego to zmierza?

Odszkodowanie za smagnięcie biczem

Wojciech Drapała        07 marca 2016        Komentarze (2)

odszkodowanie za smagnięcie biczemPoszkodowani w wypadkach komunikacyjnych często zadają pytanie jakie przysługuje odszkodowanie za smagnięcie biczem (zwane również urazem typu whiplash).

Do tego urazu często dochodzi u kierowców i pasażerów pojazdów uderzonych przez inny pojazd w tył ich pojazdu. W wyniku urazu dochodzi do skręcenia i/lub  naderwania odcinka szyjnego kręgosłupa oraz innych uszczerbków.

Na marginesie należy zaznaczyć (co zawsze przypominam), że odszkodowanie odnosi się do szkody majątkowej (np. wydatki na leczenie, utracony zarobek), natomiast samej krzywdy (ból i cierpienie) dotyczy zadośćuczynienie. I właśnie zadośćuczynienie jest omawiane w tym wpisie.

Zadośćuczynienie i odszkodowanie za smagnięcie biczem w postępowaniu polubownym przed ubezpieczycielem

Z moich obserwacji wynika, że na etapie postępowania likwidacyjnego ubezpieczyciele przyznają różne kwoty – od 500 zł do 2.000 zł tytułem zadośćuczynienia.

Co znamienne, w mojej ocenie kwoty te nie są uzależnione od okoliczności konkretnego przypadku – poważniejsze szkody bywają „wyceniana” gorzej niż szkody mniejsze. Dlatego wnioskuję, że taka wycena krzywdy odbywa się w sposób raczej przypadkowy, bez uwzględnienia całokształtu okoliczności danej sprawy, bez jej indywidualizacji.

Zdarzają się również przypadki, że ubezpieczyciel nie uznaje związku przyczynowego i odmawia zapłaty jakiejkolwiek kwoty (uważam, że sytuacja jest dosyć częsta). Ubezpieczyciele wykorzystują fakt, że tego rodzaju obrażenie nie jest uwidocznione w badaniach RTG i MRI (zazwyczaj) i twierdzą, że uszczerbek nie został udowodniony.  Oczywiście jeśli w konkretnym przypadku istnieje taki związek, to stanowisko ubezpieczyciela jest nieprawidłowe.

Ubezpieczyciel jednak raczej nie zmieni swojego zdania nawet po odwołaniu. Natomiast na drodze sądowej zadośćuczynienie i odszkodowanie jest możliwe do odzyskania. Zadośćuczynienie za skręcenie kręgosłupa w aspekcie sprawy sądowej i opinii biegłego było omawiane na blogu, więc zachęcam do lektury. Jak tylko znajdę trochę wolnego czasu, opiszę inne przypadki sądowe, abyś miał porównanie.

Zadośćuczynienie i odszkodowanie za smagnięcie biczem w sądzie

Natomiast w sprawie sądowej poszkodowany jest w otyle korzystnej sytuacji, że uszczerbek jest oceniany przez biegłego lekarza, obiektywnego i niezależnego, a sąd ma obowiązek uwzględnić całokształt okoliczności sprawy.

Co będzie miało wpływ na krzywdę i zadośćuczynienie za smagnięcie biczem? W szczególności:

  • czas leczenia i trwania dolegliwości bólowych,
  • czy występują inne dolegliwości i powikłania – ograniczenia w poruszaniu głową, kończynami, drętwienie kończyn, niedowład kończyn, zaburzenia równowagi itp,
  • czy uszczerbek rozwija się w kierunku zespołu bólowego,
  • konieczność i czas noszenia kołnierza ortopedycznego,
  • czy była rehabilitacja i ile trwała, czy w przyszłości będzie potrzeba ponawiania rehabilitacji, czy rehabilitacja była bolesna,
  • wykluczenie lub ograniczenie w wykonywaniu ról społecznych i zawodowych oraz możliwości dotychczasowego spędzania czasu czy wykonywania czynności (np. bóle po wysiłku, bóle po pozostawaniu przez dłuższy czas w określonej pozycji) oraz konieczność korzystania z pomocy osób trzecich, ograniczenia w realizowaniu planów życiowych,
  • efekty uboczne leczenia – np. problemy żołądkowe po dłuższym okresie przyjmowania silnych leków przeciwbólowych,
  • ilość wizyt u lekarzy.

Uważam, że praktyce zadośćuczynienie za smagnięcie biczem w przypadku, kiedy leczenie trwa kilka miesięcy, może wynieść kilka, kilkanaście tysięcy złotych (jednak wyraźnie podkreślam, że należy oceniać okoliczności konkretnego wypadku).

Natomiast odszkodowanie za smagnięcie biczem będzie obejmowało m. in. wydatki na badania MRI, lekarstwa, wizyty lekarskie, dojazdy do placówek medycznych, utracony zarobek.

Jeśli ciekawi Cię, ile może wynieść zadośćuczynienie i odszkodowanie za smagnięcie biczem w konkretnej sprawie sądowej, zajrzyj do tego wpisu.

Jak mój Klient sprytnie rozwiązał problem swojego odszkodowania

Wojciech Drapała        15 lutego 2016        Komentarze (6)

Dzisiaj opowiem Ci historię mojego Klienta, który bardzo rozsądnie i sprytnie rozwiązał problem swojego odszkodowania.

Zacznę od początku.

Miał szkodę w swoim pojeździe Renault Megane z 2004 roku. Ubezpieczyciel (Ergo Hestia) wycenił koszty naprawy pojazdu na kwotę 10.870,19 zł. Wartość pojazdu przed szkodą na kwotę 10.500 zł, a wartość pozostałości na kwotę 6.700 zł. Uznał nieopłacalność naprawy i na tej podstawie wypłacił 3.800 zł odszkodowania za szkodę całkowitą (różnica pomiędzy wartością auta sprzed szkody a pozostałością).

Poszkodowany nie zgodził się z tym stanowiskiem. Poprosił ASO Renault o wycenę konkretnych części i dostał na nie taki rabat, aby łączny koszt naprawy był poniżej wartości pojazdu sprzed szkody, którą uznała Hestia.

Następnie przedstawił kosztorys, który opiewał na kwotę 10.345,07 zł, a więc na kwotę poniżej wartości pojazdu sprzed szkody uznanej przez Hestię. W ten sposób udowodnił, że naprawa jednak jest opłacalna, nie ma szkody całkowitej i zażądał dopłaty.

Ubezpieczyciel „zweryfikował” ten kosztorys, uznał te koszty naprawy, ale… zastrzegł wypłatę dopiero po przedstawieniu faktury ASO zakupu części zamiennych, a jej brak spowoduje ujęcie 50% tej kwoty wraz z zastosowanie zamienników typu.

W związku z tą „akceptacją” Poszkodowany ponownie wystąpił o dopłatę kwoty 6.545,07 zł, zwracając uwagę, że stanowisko ubezpieczyciela jest sprzeczne z orzecznictwem, które mówi, że poszkodowany nie ma obowiązku przedstawiania faktur za naprawę.

Otrzymał odpowiedź:
w związku z faktem, że nie udokumentowano źródła zakupu i rodzaju części zamiennych użytych do naprawy, do ustalenia odszkodowania przyjęto przeciętne ceny dostępnych na rynku części zamiennych. Po przedłożeniu faktury za naprawę oraz faktur źródłowych nabycia części – w przypadku naprawy przez zakład nie posiadający autoryzacji producenta – wysokość odszkodowania zostanie niezwłocznie zweryfikowana.

Wobec tego w imieniu Poszkodowanego złożyłem pozew na całą żądaną kwotę, w uzasadnieniu opierając się na wyliczeniu Hestii dotyczącym wartości auta sprzed szkody i kalkulacji ASO.

Po niecałych dwóch miesiącach otrzymałem propozycję ugodową od radcy prawnego, pełnomocnik Hestii.

Proponowano kwotę 4.000 zł, zwrot połowowy opłaty od pozwu – 164 zł (drugą połowę zwraca wówczas sąd) oraz połowę kosztów reprezentacji sądowej, czyli 600 zł. Po konsultacji z Klientem rozpoczęliśmy negocjacje ugodowe. Ostatecznie wynegocjowaliśmy kwotę 5.000 zł roszczenia głównego i 1.200 zł zwrotu kosztów reprezentacji sądowej oraz połowę opłaty od pozwu.

Klient ostatecznie poszedł na ustępstwa co do żądanej kwoty, ale otrzymał ją zaledwie dwa miesiące po złożeniu pozwu. Różnica jest natomiast diametralna: odzyskał kwotę nie 3.800 zł, tylko 8.800 zł.

Z tej historii wynika 3 wnioski, z których Ty również możesz skorzystać.

Po pierwsze, ubezpieczyciel musi zwrócić koszty, nawet jeśli poszkodowany nie dokonał naprawy pojazdu.

Po drugie, możliwe jest skuteczne podważenie kwalifikacji szkody z całkowitej na opłacalność naprawy.

Po trzecie, Poszkodowany postąpił bardzo rozsądnie i sprytnie, nie dając się przechytrzyć ubezpieczycielowi i zapewniając sobie „podkładkę” w postaci wiarygodnej wyceny. Dzięki temu mieliśmy pewność, że sprawa będzie wygrana. Ja mu w tym trochę pomogłem poprzez złożenie pozwu, reprezentację w sądzie i negocjacje.

Po trzecie, Ubezpieczyciel postąpił również słusznie, ponieważ proces ten i tak by przegrał – i o tym doskonale wiedział. Wówczas nie tylko jego pełnomocnik musiałby być zaangażowany w spór, ale zyskał na redukcji roszczenia przez Poszkodowanego, uniknął kosztów w postaci wydatków na opinii biegłego (które musiałby ponieść jako przegrany) oraz opłatę od pozwu w wysokości 5% spornej kwoty.

Właśnie z tych przyczyn złożenie pozwu w „magiczny” sposób potrafi ubezpieczyciela do wypłaty.

Ile odszkodowania za złamany nadgarstek?

Wojciech Drapała        18 stycznia 2016        Komentarze (0)

Właśnie analizowałem sprawę mojego Klienta i jego zapytanie: ile odszkodowania za złamany nadgarstek mogę otrzymać? Oczywiście Klient miał na myśli zadośćuczynienie za krzywdę w związku z tym urazem. Przestudiowałem kilka wyroków, aby wyrobić sobie pogląd, jakiego odszkodowania i zadośćuczynienia można się spodziewać w tego rodzaju sprawie.

Oto opis stanu faktycznego:

Poszkodowana poślizgnęła się na nieodśnieżonym chodniku, na którym zalegała gruba warstwa lodu i upadła na prawą rękę.

Bezpośrednio po wypadku udała się do szpitala, gdzie zdiagnozowano oraz zaopatrzono u niej złamanie z przemieszczeniem nadgarstka prawej ręki.

Poszkodowana nosiła gips od dnia wypadku przez półtora miesiąca.

Ból w złamanej ręce był tak silny, że uniemożliwiał wykonywanie najprostszych czynności życia codziennego oraz uniemożliwiał spokojny sen.

Dolegliwości powstałe w wyniku wypadku mają charakter przewlekły, przez co konieczne było podjęcie rehabilitacji, która trwała dwa tygodnie.

Poszkodowana była praworęczna i mieszkała sama, dlatego przy czynnościach życia codziennego korzystała z pomocy innej osoby.

Pomimo zastosowanego leczenia ręka nie jest w dalszym ciągu sprawna (w chwili orzekania). Poszkodowana nie odzyskała w pełni zdrowia, złamana ręka nie zrosła się dobrze i odczuwa w dalszym ciągu bóle.

Powołany biegły z zakresu traumatologii i narządu ruchu ustalił, iż poszkodowana doznała 20% trwałego uszczerbku na zdrowiu. Biegły stwierdził, że poszkodowana doznała złamania dalszej nasady kości promieniowej prawej. Potwierdził, że w okresie zrostu kostnego poszkodowana mogła odczuwać silne bóle w miejscu złamania. Wynik leczenia uznał za zły z powodu istniejącego przykurczu o dużym stopniu.

Obecnie zgłaszane dolegliwości bólowe utrudniają codzienne funkcjonowanie poszkodowanej. Następstwa pourazowe mają charakter utrwalony i nie rokują powrotu do stanu pierwotnego.

Pomimo wniesienia odwołania ubezpieczyciel ostatecznie podtrzymał odmowę wypłaty świadczenia.

Natomiast sąd przyznał poszkodowanej tytułem zadośćuczynienia za krzywdę kwotę 12.000 zł.

Opisany wyrok powinien dać Ci ogląd, jeśli zadajesz sobie pytanie ile odszkodowania za złamany nadgarstek możesz otrzymać.