Do stworzenia tego wpisu nakłoniła mniej kolejna już historia związana z samodzielnym prowadzeniem sprawy sądowej przez poszkodowanego w wypadku.

Nie wiem jaka jest tego skala (mówi się, że duża), ale co jakiś czas dociera do mnie wiadomość, że ktoś postanowił prowadzić samemu swoją sprawę sądową, nie będąc prawnikiem specjalizującym się w procesie, i to się skończyło bardzo źle.

To mnie wciąż zadziwia, że poszkodowani decydują się na samodzielne, czy wręcz samotne występowanie w sądzie. Uważam, że to jest po prostu szkodliwe dla samych zainteresowanych. I właściwie dotyczy to nie tylko samyc poszkodowanych a

A oto te historie:

1. Pozwany został zły podmiot.

Dlaczego zły? Ponieważ zamiast pozwania zakładu ubezpieczeń pozwano oddział zakładu ubezpieczeń lub jego markę. Niektórzy ubezpieczyciele działają pod markami, tzn. w występują w obrocie pod pewną nazwą, ale nazwa ubezpieczyciela jest tak naprawdę inna. Niby wiadomo o kogo chodzi, a jednak z procesowego punktu widzenia jest to różnica diametralna.

Co się wówczas dzieje?

W najlepszym wypadku – jeśli sąd się zorientuje – sąd wezwie do uzupełnienia braku formalnego, ale to powoduje i tak opóźnienie w rozpoznaniu sprawy.

Jeśli sąd się nie zorientuje, to wówczas postępowanie może się toczyć i nawet może zapaść wyrok zasądzający. Jednak wydanie wyroku przeciwko złemu podmiotowi lub niewłaściwie określonemu może być podstawą nieważności postępowania. Zaskarżenie takiego wyroku powoduje, że wszczęte postępowanie apelacyjne doprowadzi do uchylenia wyroku.

Innym przykładem zawiłości podmiotowych są sprawy, kiedy podmiotów zaangażowanych w sprawę jest kilka, np. w przypadku odpowiedzialności zarządcy drogi. Niedawno czytałem pisma procesowe w sprawie, która była prowadzona bez pełnomocnika.

Podmiot pozwany (miasto) nie poczuwał się do odpowiedzialności, wskazując, że odpowiedzialność powinien ponosić podmiot, któremu podzlecił zajmowanie się zarządem drogi. Do tego doszła kwestia ubezpieczyciela miasta i ubezpieczyciela zarządcy drogi, którzy przystąpili do sprawy. Żaden z podmiotów nie uznał się odpowiedzialnym, a ubezpieczyciele dodatkowo kwestionowali zakres udzielonej ochrony. Jednak najgorsze było to, że pozwany został zły podmiot. To oznacza, że w stosunku do tego podmiotu sprawa będzie przegrana i trzeba będzie ponieść koszty. A to można było ustalić przed złożeniem pozwu.

2. Wysokość kwoty odszkodowania

Niedawno przygotowywałem pozew ws. zadośćuczynienia i odszkodowania. Odszkodowanie miało obejmować również utracone zarobki. Niestety ja nie doszukałem się podstaw w zakresie tego roszczenia, a poszkodowany – mój Klient – twierdził, że miał zmienić pracę na inną, znacznie lepiej płatną (zagraniczną). Uznałem, że to roszczenie jest nie do udowodnienia, a właściwie to ono nawet nie powstało.

Klient odpowiedział mi: „nie szkodzi, najwyżej sąd nie przyzna tej kwoty, ale warto spróbować”.

Nie jestem defetystą jeśli chodzi o kwestię wysokości dochodzonych kwot, jednak moja odpowiedź brzmiała: „ryzyko jest zbyt duże w stosunku do potencjalnych korzyści”.

Przykładowo występując na kwotę realną 20 tys. zł zadośćuczynienia oraz kwotę 60 tys. nierealnego odszkodowania, sąd oddaliłby powództwo co do kwoty 60 tys. zł. Sprawa wygrana byłaby zatem w 25%, a przegrana w 75%. W konsekwencji powód otrzymałby 20 tys. zadośćuczynienia, ale stracił jednocześnie co najmniej 8-9 tys. zł kosztów postępowania (m. in. koszty pełnomocnika drugiej strony, opinie biegłych, opłata od pozwu).

3. Wysokość kwoty – zadośćuczynienie

Dokładnie to samo dotyczy wysokości zadośćuczynienia. Osobiście uważam, że z punktu widzenia strategii procesowej warto zrobić czasem większą kwotę zadośćuczynienia. Jednak niektórzy – wychodząc z podobnego założenia – po prostu ogromnie przeszacowują dochodzone kwoty. Ponieważ z niewiadomych przyczyn optymistycznie zakładają, że nie istnieją koszty postępowania przysługujące drugiej stronie bądź nie zostaną obciążeni kosztami postępowania. W konsekwencji przegrywają na wysokich kosztach procesu, które „przeżerają” dochodzone kwoty główne.

4. Wnioski dowodowe.

Na powodzie, czyli na stronie, która inicjuje proces sądowy, nie tylko spoczywa ciężar dowodu, ale musi również powołać dowody na określone okoliczności, a w dodatku dowody odpowiednie. Czyli nie wystarczy podać twierdzenia w pozwie (opisać sytuację faktyczną), ale odpowiednie twierdzenia wykazać, a w dodatku wykazać odpowiednim dowodem.

Przykładowo, w jednej ze spraw powód powoływał się na utratę zdolności do pracy, jednak na tę okoliczność nie powołał dowodu z opinii biegłego. Powód twierdził, że ma po wypadku problem ze słuchem, ale nie powołał biegłego – laryngologa/foniatry. Powód wreszcie twierdził, że po wypadku wymagał dużej pomocy osób trzecich, jednak na te okoliczności nie powołał np. świadka. To są wszystko błędy procesowe w dowodzeniu.

Oczywiście sąd w pewnych przypadkach może działać z urzędu i z własnej inicjatywy powoływać dowody, jednak jak wskazuje jedna z linii orzeczniczych – tylko pod pewnymi warunkami. Jednym z warunków jest nieporadność życiowa strony.

5. Wybór właściwego sądu

Niedawno otrzymałem komentarz, w którym była informacja, że w końcu, po 14 miesiącach odbyła się pierwsza rozprawa sądowa w sprawie. Czytelnik napisał, że jego sprawę prowadzi młody, „rodzinny” radca prawny. Domyśliłem się, że czytelnik korzysta z pomocy radcy, który nie jest zbyt doświadczony w tego rodzaju sprawach. I tego konsekwencją jest właśnie błąd, że rozprawę przeprowadzono dopiero po tak długim czasie, ponieważ sprawę skierowano do niewłaściwego sądu. I w tym miejscu muszę wyjaśnić, że sąd bada swoją właściwość z urzędu, a jeśli uzna się za niewłaściwy, to  przekieruję sprawę do innego sądu. Takie rozstrzygnięcie sądu można zaskarżyć, jednak jego rozpoznanie zajmie nawet kilka miesięcy. Dlatego właściwość należy ustalić poprawnie i ją uzasadnić, aby uchylić ryzyka.

Jest jeszcze druga ważna kwestia odnośnie wyboru sądu. Ja prowadzę sprawy w całej Polsce i mam pewne porównanie. Część sądów trafiła na moją „czarną listę”, bo uważam, że działają wyjątkowo powoli, a część sądów uważam za wyjątkowo sprawne, szybkie i przewidywalne. Te czynniki też są istotne.

Czas rozpoznawania sprawy ma znaczenie nie tylko z punktu widzenia poczucia sprawiedliwości (zgodnie z zasadą, że spóźniona sprawiedliwość jest zaprzeczeniem sprawiedliwości), ale często się zdarza, że szybko otrzymane środki finansowe w ogóle umożliwiają podjęcie leczenia albo po prostu rekompensują utratę dochodu z powodu niezdolności do pracy.

6. Zabezpieczenie roszczenia.

I teraz historia, z którą styczność miałem zupełnie niedawno. Nawiązuje ona do tego, o czym mówiełem w punkcie 5. Zgłosiła się do mnie osoba, której proces sądowy trwał już ponad dwa lata i nie widać było jego końca.

Osoba byla w trudnej, a właściwie dramatycznej sytuacji – brakowało jej środków pieniężnych na życie, ponieważ z powodu przebywania na zwolnieniu nie pracowała od chwili wypadku i środki finansowe na życie się po prostu wyczerpały. Gdyby o zabezpieczenie zawnioskowano odpowiednio wcześnie, ten problem nigdy by nie powstał. Jednak poszkodowany, który prowadził postępowanie osobiście, nie wiedział o takiej możliwości lub nie chciał z niej skorzystać.

7. Rozprawa

W mojej ocenie jednak największą trudnością praktyczną będzie występowanie na sali sądowej, na rozprawie – ale mam na myśli nie przedstawianie stanowiska w sprawie, ale udział w przesłuchaniu siebie i udział w przesłuchania świadka.

Jak będzie przepytywał świadków? Skąd wie o co zapytać świadków? Skąd będzie wiedział o co zapyta pełnomocnik pozwanego?

Jak będzie przepytywał biegłego?

Jak będzie samemu mówił o swojej sytuacji? Z kartki sąd czytać nie pozwoli, a poza tym jak powód będzie w stanie reagować na pytania pełnomocnika pozwanego i jednocześnie pamiętać co powiedzieć – nawet jeśli będzie teoretycznie wiedział co mówić? Tym bardziej, że występowania na sali sądowej to dla większości stresująca sytuacja…

Podsumowując:

Uważam, ze skorzystanie z profesjonalnego pełnomocnika pozwoli zaoszczędzić Ci pieniądze, czas, zapewni komfort w prowadzeniu sprawy i oczekiwaniu na wyrok. Skorzystaj z profesjonalnego pełnomocnika, tj. adwokata lub radcy prawnego, który ma doświadczenie w sprawach odszkodowawczych. Wybierz osobę, do której masz po prostu zaufanie. Uważam, że da Ci to 90% Twojego sukcesu.

Prawnicy-blogerzy i Web.lex meeting

Wojciech Drapała        13 maja 2017        Komentarze (0)

Jak zapewne się domyślasz (po niektórych banerach na moim blogu) jestem członkiem grupy prawników-blogerów działających w Web.lex, prowadzonego przez Rafała Chmielewskiego. Jest to grupa ponad setki prawników, adwokatów, radców prawnych, doradców podatkowych, działających w całej Polsce, zajmujących się PRZERÓŻNYMI dziedzinami prawa. To praktycy z krwi i kości. Myślę, że nie ma zagadnienia prawnego, którego nie potrafiliby rozwiązać 🙂

Jeśli masz sprawy innej natury niż odszkodowania, poszukujesz prawnika ze swojego miasta albo po prostu nie odpowiadam Ci jako Twój potencjalny doradca lub pełnomocnik, na pewno znajdziesz właściwą osobę w tej grupie: www.lexmonitor.pl (nota bene ktoś użył nawet określenia „rodzina Web-lex” 🙂 )

I jak co roku spotkaliśmy się, aby doskonalić swoje umiejętności w zapewnianiu wsparcia Klientom, wymieniać się doświadczeniami i nawiązywać współprace.

To było trzecia spotkanie, w którym brałem udział, i stwierdzam z całą stanowczością, że każde kolejne jest lepsze od poprzedniego.

To zasługa Rafała Chmielewskiego, podziękowania 🙂

Pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie

Wojciech Drapała        25 kwietnia 2017        4 komentarze

Wielu poszkodowanych zadaje sobie pytanie czy warto wnosić pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę i zakładać sprawę sądową oraz jak przebiega sprawa cywilna o odszkodowanie. W tym materiale staram się omówić to zagadnienie.

Uważam, że w każdej sprawie dotyczącej urazu na zdrowiu spowodowanego przez inną osobę (np. w wypadku komunikacyjnym), powinno się rozważyć wystąpienie na drogę sądową. Według moich szacunków kwoty dobrowolnie wypłacane przez ubezpieczycieli w szkodach osobowych są średnio od czterech do siedmiu razy niższe od kwot, które sądy uznają za adekwatne. Czasem zaniżenia są jeszcze większe. Osobiście prowadziłem sprawę, w której sąd przyznał prawie dwudziestokrotność tego co wypłacił ubezpieczyciel tytułem zadośćuczynienia w postępowaniu przedsądowym.

Warto też podkreślić, że zdarzają się sytuacje, kiedy ubezpieczyciel całkowicie odmawia wypłaty odszkodowania i zadośćuczynienia, stwierdzając brak związku przyczynowego czy brak urazu. Często są to odmowy bezpodstawne.

Na drodze sądowej należy wykazać m. in. związek urazu z wypadkiem, odniesioną krzywdę oraz poniesione koszty leczenia.

Każde postępowanie sądowe tego rodzaju charakteryzuje się pewnymi rutynowi, standardowymi czynnościami.

Pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie inicjuje drogę sądową. W pozwie należy zawrzeć żądanie zasądzenia określonej kwoty, wnioski dowodowe oraz uzasadnienie.

Do pozwu należy załączyć m. in. dokumentację leczenia. W uzasadnieniu należy wskazać okoliczności istotne z punktu widzenia zadośćuczynienia, przedstawić proces leczenia, skutki, jakie wywarł wypadek w życiu i na zdrowiu poszkodowanego, koszty leczenia itp.

Po złożeniu pozwu otrzymujemy zazwyczaj odpis odpowiedzi pozwanego, który ustosunkowuje się do pozwu, a następnie sąd wyznacza termin rozprawy.

W typowych sprawach udział świadka potrzebny jest na jednej rozprawie (z reguły pierwszej), a udział poszkodowanego – na jednej lub dwóch. Sąd przesłuchuje poszkodowanego na okoliczności wypadku, charakteru uszczerbku, dolegliwości zdrowotnych, procesu leczenia. Na te same okoliczności wypowiada się świadek.

Świadkiem powinna być osoba, która zna sytuację powypadkową poszkodowanego, np. któraś z osób bliskich. Ten etap procesu sądowego uważam za bardzo istotny, ponieważ dotyczy istoty sporu i bezpośrednio wpływa na wysokość możliwych do zasądzenia kwot.

Zeznania poszkodowanego i świadka, dokumentacja medycznej załączonej do pozwu stanowią materiał do oceny biegłego lekarza, który ustala związek uszczerbku z wypadkiem, najczęściej również określa procentowy stopień uszczerbku na zdrowiu i konsekwencje jakie wywarł uszczerbek u poszkodowanego. Biegły przeprowadza dodatkowo wywiad z poszkodowanym, co praktycznie nie różni się od zwyczajnego wywiadu z pacjentem na wizycie u lekarza.

Pełne postępowanie, które wszczyna pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie a więc takie, w którym prowadzi się postępowanie dowodowe, w tym dowód z opinii biegłego, trwa w opisywanych sprawach od 12 miesięcy w jednej instancji.

Pewną korzyścią rekompensującą tak długi okres oczekiwania na zakończenie sprawy są odsetki ustawowe, które naliczane są od dochodzonej kwoty przez całe postępowanie.

W mojej praktyce wiele postępowań zdarza się kończyć na drodze ugody, po tym jak pozwany zakład ubezpieczeń zostanie zawiadomiony o złożeniu pozwu. Ubezpieczyciele mają świadomość, że żądana kwota nie jest wygórowana, więc zostałaby przez sąd uwzględniona, co narażałoby pozwanego na dodatkowe koszty postępowania, które poniósłby jako przegrany w sporze. Uważam, że na tym etapie masz znacznie większe szanse na wynegocjowanie wyższej kwoty odszkodowania i zadośćuczynienia niż na etapie przedsądowym.

Do kosztów procesu występujących w każdej sprawie sądowej o odszkodowanie i zadośćuczynienie należy zaliczyć opłatę od pozwu. Wynosi ona 5% dochodzonej kwoty. Należy ją uiścić przed złożeniem pozwu.

Ponadto sąd w toku sprawy wezwie do uiszczenia zaliczki za opinię biegłego. W zależności od złożoności opinii zaliczka wynosi od kilkuset złotych. Uiszczone opłaty są zwracane stronie, która proces wygrała.

Oczywiście należy liczyć się również z kosztami Twojego pełnomocnika (np. adwokata). Jest ono ustalane indywidualnie. Warto jednak korzystać z profesjonalnej pomocy adwokata lub radcy prawnego, ponieważ stronie wygrywającej spór sądowy przysługuje zwrot kosztów pełnomocnika według kwoty ryczałtowej określonej w przepisach (zależnej od wartości przedmiotu sporu).

Należy rozważnie określać żądanie pozwu, ponieważ powód przegrywający spór straci uiszczone opłaty, a ponadto musi zwrócić wydatki stronie wygrywającej (w szczególności wydatki na pełnomocnika).

Jeśli dochodzi do częściowej wygranej, np. dochodzisz kwoty 10.000 zł, a sąd przyzna Ci 8.000 zł, to znaczy, że wygrałeś w 80%, a pozwany w 20%. Zatem przysługuje Ci zwrot 80% kosztów od drugiej strony, a drugiej stronie musisz zwrócić 20% jej kosztów. Oczywiście w tej samej proporcji przepadają uiszczone opłaty.

Jeżeli nie jesteś w stanie ponieść kosztów procesu, możesz wystąpić do sądu o zwolnienie od kosztów w całości lub części.

Wielu poszkodowanych ma świadomość, że ich odszkodowanie lub zadośćuczynienie zostało zaniżone albo bezzasadnie odmówiono im wypłaty, a wyczerpali już polubowne sposoby odzyskania świadczeń. Mimo to nie decydują się na wystąpienie na drogę sądową, bo mają różne obawy. Wynika to obiegowej opinii, że postępowanie sądowe zawsze jest czasochłonne, kosztowne, wymaga wielu stawiennictw w sądzie, a jego wynik jest niepewny. Uważam, że w wielu przypadkach są to obawy na wyrost.

Jest jeszcze jedna bardzo istotna zaleta postępowania sądowego. Poszkodowany w toku sprawy o odszkodowanie lub nawet przed jej wszczęciem może wystąpić do sądu o zabezpieczenie roszczenia o zwrot kosztów leczenia lub o rentę np. w związku z niezdolnością do pracy. Pozwala to uniknąć niekorzystnych konsekwencji wynikających z czasochłonności postępowania sądowego. Dzięki temu poszkodowany stosunkowo szybko może otrzymać środki finansowe, niezbędne do kosztownej operacji lub niezbędne do życia. W postępowaniu zabezpieczającym poszkodowany nie musi udowodnić roszczenia, a jedynie je uprawdopodobnić, co jest łagodniejszym wymogiem.

Jeżeli zastanawiasz się czy w Twojej sprawie lub sprawie osoby Tobie bliskiej warto złożyć pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie i wystąpić na drogę sądową, napisz do mnie lub zadzwoń, a ja postaram się pomóc.

Odpowiedzialność zarządcy drogi – wygrana sprawa sądowa

Wojciech Drapała        13 kwietnia 2017        Komentarze (1)

W materiale omawiam ciekawą sprawę sądową, którą prowadziłem.

Miło mi poinformować o wygranej w sprawie sądowej, którą prowadziłem.

Postanowiłem o tej sprawie powiedzieć, ponieważ uważam, że jest ważna dla opinii publicznej, w szczególności dla osób, które poruszają się samochodami po polskich drogach.

Dwa i pół roku temu na autostradowej obwodnicy Mińska Mazowieckiego zdarzył się wypadek. Do wypadku doszło w ten sposób, że na jezdnię autostrady znienacka wtargnął łoś, czyli dwustukilowe zwierzę, w które uderzył rozpędzony samochód. W wyniku wypadku zginął kierowca – mężczyzna, a jego żona w stanie krytycznym przewieziona została helikopterem do szpitala.

Niespełna dwa lata wcześniej na tej samej autostradzie miał miejsce taki sam wypadek. Kierowca miał dużo więcej szczęścia szkoda sprowadzała się do poważnego uszkodzenia pojazdu. I właśnie ja prowadziłem sprawę, w której poszkodowany był ten kierowca.

W mojej ocenie odpowiedzialność za zdarzenie ponosiła GDDKiA, która pełniła funkcję zarządcy drogi oraz jej ubezpieczyciel.

Pomimo wielu uchybień i kilku wezwań do zapłaty GDDKiA i jej ubezpieczyciel nie przyjęli odpowiedzialności za szkodę.

Do zaniedbań GDDKiA należało:
– naruszenie przepisów ustawy o drogach publicznych,
– nieumieszczenia znaku ostrzegającego o występowaniu zwierząt dzikich,
– naruszenie przepisów rozporządzenia Ministra Infrastruktury o odpowiednim odgrodzeniu drogi.

Podkreślić należy, że GDDKiA znała problem łosi występujących na trasie obwodnicy (GDDKiA dysponowała chociażby informacją pochodząca z raportu środowiskowego i wiedzą o poprzednim wypadku).

Najbardziej bulwersujące było nie to że wypadek się zdarzył, ale to że GDDKiA nie przyjmowała odpowiedzialności.

Na szczęście sąd zasadniczo podzielił moją argumentację i uwzględnił żądanie pozwu w całości, choć wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Trochę śmieszno, trochę straszno: oświadczenie o… otyłości sprawcy

Wojciech Drapała        02 stycznia 2017        2 komentarze

Ponieważ dopiero co zakończył się okres świąteczno-urlopowy (a właściwie: prawie się zakończył), na blogu postanowiłem na spokojnie i humorystycznie wejść w nowy rok.

Poszkodowani na różne, przeróżne i przeróżniaste sposoby próbują wykazywać wobec ubezpieczycieli swoją szkodę i winę innych osób. Często ich sprzymierzeńcami są również sami sprawcy, którzy zdają sobie sprawę ze swojego przewinienia. Niestety często ta pomoc jest również nieskuteczna.

W jednej z moich spraw do kolizji doszło w ten sposób:

Właściciel motocykla zostawił swój pojazd na parkingu przed sklepem i poszedł na zakupy.

Po kilku chwilach usłyszał dochodzący z parkingu charakterystyczny hałas. Okazało się, że jakiś nieostrożny użytkownik parkingu nie zauważył motocykla i cofając swoim samochodem po prostu wjechał w motocykl.

Sytuacja klarowna, sprawca się przyznał, przeprosił i sporządzono oświadczenie.

Mimo że wina była oczywista, ubezpieczyciel sprawcy odmówił przyjęcia odpowiedzialności za wypadek, twierdząc, że jest brak korelacji pomiędzy uszkodzeniami obu pojazdów. Uznał, że do uszkodzenia motocykla doszło w innych okolicznościach.

W sprawie sporządziliśmy nawet prywatną ekspertyzę biegłego z dziedziny rekonstrukcji wypadków, zawierającą bogatą dokumentację fotograficzną. Potwierdziła ona wersję poszkodowanego, a ubezpieczyciel dalej podtrzymywał swoje.

Na nic nie zdało się również pisemne oświadczenie poszkodowanego i sprawcy. W piśmie tym sprawca oficjalnie, niemal uroczyście oświadcza, że w chwili wypadku ważył… 160 kg. I dalej wyjaśnia, że to mogło spowodować obniżenie nadwozia niemłodego już auta o parę centymetrów, przez co uszkodzenia pojazdów na pierwszy rzut oka do siebie nie pasują.

I to oświadczenie również obudowane zostało dokumentacją fotograficzną. Na jednym ze zdjęć widać niewinnie uśmiechającego się pana o całkiem słusznych rozmiarach. Nie trudno się domyślić, kim on jest w tej sprawie 🙂

PS. Sprawa jest już na etapie sądowym, zostanie przeprowadzony dowód z opinii biegłego, będzie to kluczowe dla rozstrzygnięcia w sprawie. Myślę, że opinia będzie korzystna dla poszkodowanego.