Byłem świadkiem wypadku.

Wojciech Drapała        05 sierpnia 2014        Komentarze (0)

Kilka dni temu pierwszy raz w życiu byłem świadkiem kolizji drogowej. Na pierwszy rzut oka wyglądającej poważnie.

Było to na skrzyżowaniu z sygnalizacją skrętu w lewo. Jeden z kierowców jechał z naprzeciwka mnie, drugi z mojej lewej strony. Któryś z kierowców próbował „prześliznąć się” na czerwonym. Drugi kierowca dał gazu jak tylko zapaliło się jego zielone. Ich drogi przecinały się, więc musiało dojść do wypadku.

Nie widziałem samego zdarzenia. Wzrok miałem w tej chwili odwrócony w inną stronę. Usłyszałem głośny huk i po chwili wiedziałem, co się stało.

Rozejrzałam się wokół, włączyłem awaryjne. Jeden z kierowców (prawdopodobnie ten, który zawinił) trzymał już w ręku telefon. Podszedłem do kierowcy (kobiety) i spytałem, czy wszystko w porządku i czy potrzebna jest jakaś pomoc. Powiedziała, że nie potrzebuje pomocy i że nic się jej nie stało.

Odjechałem. Za chwilę coś mnie tknęło. Pomyślałem, że może źle zrobiłem i trzeba było chociaż zadzwonić po karetkę, gdyż uczestnik kolizji bezpośrednio po zdarzeniu nie zawsze właściwie ocenia swoją sytuację. Zawróciłem i pojechałem w miejsce wypadku.

Karetka już tam była. Za chwilę przyjechał radiowóz, a potem następny. Zauważyłem, że zrobiło się spore zamieszanie wśród policjantów. Pomyślałem, że może mają problem z ustaleniem, który kierowca zawinił.

Podszedłem do policjantki i powiedziałem, że byłem przy wypadku i że nie widziałem samego momentu zdarzenia i nie wiem dokładnie, jaki manewr wykonywał kierowca (czy chciał pojechać prosto czy skręcić). Natomiast pewny byłem tego, że sekundę przed wypadkiem włączyło się moje zielone.

Sygnalizacja świetlna działa powtarzalnie według określonego schematu. Wiedząc, że uderzenie nastąpiło sekundę po włączeniu się mojego zielonego, można łatwo ustalić, jakie światła mieli pozostali kierowcy, i który z uczestników wypadku miał pierwszeństwo na skrzyżowaniu. W mojej ocenie taki dowód jest bardzo dobry. Nie ma w nim elementu ocennego, daje jednoznaczny wynik i trudno go podważyć.

Ciekawi mnie, jak zostanie ustalone, kto zawinił. Nie chcę przeceniać swojej roli dowodowej w tej sprawie, ale chyba byłem jedyną bezstronną osobą, która może coś powiedzieć. Pozostaje mi tylko czekać na wezwanie na komendę.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: