Czy trzeba się bać sądów, rozpraw i sędziów?

Wojciech Drapała        09 lipca 2015        3 komentarze

Po rozprawie, poza protokołem podziękowałem sędziemu za pewien akt wyrozumiałości wobec mojej klientki.

O co chodziło?

Sędzia przed rozprawą samemu zaproponował, aby na sali przebywało małe dziecko mojej klientki, bo ona nie mogła zostawić go na korytarzu.

Mały gest, ale jakże znaczący!

Tutaj wyjaśniam, że jeśli chodzi o kwestię formalną, to nie jest zgodne z przepisami, aby na sali przebywał małoletni.

Oczywiście nie zdradzę, który to był sąd, aby nikt nie miał niepotrzebnych nieprzyjemności z powodu swojej dobrej woli.

Od klientki później usłyszałem: „Panie mecenasie, tak się denerwowałam i bałam sędziego, a okazało się, że to bardzo spokojny i miły człowiek” 🙂

Rzeczywiście po rozprawach słyszę podobne opinie od innych klientów. Zazwyczaj są pozytywnie zaskoczeni postawą sądu. Nie chodzi tutaj o jakieś szczególne traktowanie, ale zwyczajne cierpliwe wypytanie się o okoliczności związane z ich dolegliwościami powypadkowymi.

Z własnych obserwacji i rozmów z klientami wiem, że bardzo wiele osób odczuwa stres w związku z koniecznością stawienia się w sądzie.

Osobom tym wydaje się, że będą indagowane na każdy najdrobniejszy szczegół sprawy, a sąd nie będzie dowierzał ich relacji.

Oczywiście zawsze staram się wyjaśniać, że nie ma się czego obawiać i zawsze uprzedzam o co sąd będzie pytał.

Dlaczego osoby stawające w sądzie tak się boją?

Przyznaję szczerze, że nie wiem. Prawdopodobnie należy winić przekaz medialny, który skupia się głównie na negatywnych przykładach z „dorobku” sądownictwa.

Ja natomiast uważam, że w sprawach odszkodowawczych sędziowie często wykazują empatię, gdyż – mówiąc kolokwialnie – sędzia też człowiek i zdają sobie sprawę z autentycznej ludzkiej krzywdy.

I tu właśnie chyba trzeba szukać przyczyny, że poszkodowani często bywają zaskoczeni „pozytywną” postawą sądu, a podany przykład pokazuje, że bać się nie trzeba 🙂

{ 3 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Karolina Rokicka | zakonczeniedzialalnosci.pl Lipiec 10, 2015 o 16:01

Żeby trafić na takiego sędziego, to trzeba jednak mieć trochę szczęścia 🙂 w moim odczuciu co do zasady trzymają się oni protokołu i zasad formalnych – co oczywiście nie znaczy, że to źle.

Odpowiedz

Wojciech Drapała Lipiec 14, 2015 o 14:51

Ma Pani sporo racji 🙂 Rzeczywiście do sędziów trzeba mieć trochę szczęścia.
Ostatnio kiedy sędzia wyznaczała kolejny termin rozprawy, a ja poprosiłem o inny termin z uwagi na kolizję z drugą sprawą, Pani sędzia powiedziała „to Pan mecenas załatwi sobie substytucję”. Jedna i druga rozprawa była bardzo ważna, ale nie miało to znaczenia. Nigdy wcześniej mi się coś takiego nie zdarzyło, nawet w o wiele prostszych sprawach.

Odpowiedz

Magda Bojaryn Wrzesień 30, 2015 o 14:34

Każdy z nas kto ma już jakąś praktykę procesową wie, że na sali sądowej może być różnie. Zastanawiałam się jakiś czas temu czy to dobrze, że rozprawy będą nagrywane. I dochodzę do wniosku, że w sumie, powinno to wpłynąć na zwiększenie profesjonalizmu po każdej ze stron – pełnomocników stron i sądu. Za stołem sędziowskim siedzi człowiek, ze swoimi frustracjami, złym dniem, kłopotami osobistymi, ale i z poczuciem władzy, która jak wiadomo potrafi deprawować. I niestety – takie reakcje jak „Pan mecenas załatwi sobie substytucje” są przejawme okazywania władzy. Niestety pokazują też małość człowieka.
Mnie na sali sądowej zdziwiło wiele zachowań, jedna która mnie najbardziej zdziwiła, to była sytuacja gdzie sędzia argumentował w ustnym uzasadnieniu wyroku II instancji, jakie zeznania Sąd Rejonowy by uzyskał po przesłuchaniu pozwanego i czego by się dowiedział i to miało dowodzić tego, że niesłuszny był zarzut pominięcia wniosku dowodowego z zeznań strony na okoliczności zawarcia umowy. Oczywiście w pisemnym uzasadnieniu wyroku już taka argumentacja nie miała miejsca.:)

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: