O błędach w prowadzeniu procesu i strategii procesowej

Wojciech Drapała        26 stycznia 2018        Komentarze (0)

Po kilku miesiącach nieobecności na blogu powracam do pisania. Mam nadzieję, że wpisy uda mi się publikować częściej.

Mój ostatni wpis dotyczył zagadnienia prowadzenia spraw sądowych bezpośrednio przez strony zamiast korzystania z pomocy profesjonalnego pełnomocnika (tj. adwokata lub radcy prawnego). Opisywałem jakie z tego mogą wynikać problemy.

Natomiast historia tej sprawy, skłania mnie do uściślenia wniosków: poszkodowany powinien powierzyć prowadzenie sprawy adwokatowi lub radcy prawnemu, który specjalizuje się w sporach sądowych (to po pierwsze) z danego obszaru prawnego (a to po drugie). Sądzę tak dlatego, że w opisywanej sprawie to profesjonalny pełnomocnik popełnił błąd procesowy (i przez to strona przegrała sprawę). Twierdzę, że wynikło z tego, że ów pełnomocnik nie zajmował się na co dzień dziedziną, której sprawa dotyczyła .

Inne wnioski jakie wynikają z historii dotyczą „strategii procesowej”… ale o tym powiem na końcu.

W sprawie powód domagał się od drugiej strony kwoty 15.000 zł tytułem obniżenia ceny kupionego pojazdu oraz 5.000 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. Powód zamówił wraz z żoną u pozwanego prowadzącego autoryzowaną sprzedaż samochodów samochód osobowy w cenie 115.000 zł, uwzględniającej wyposażenie dodatkowe oraz upust za jazdę testową. Przed złożeniem zamówienia powód wraz z żoną oglądał w salonie pozwanego ten sam model samochodu w niższej wersji wyposażenia w której jednak zagłówki i pokrycia siedzeń były identyczne jak w zamówionej wersji, choć z inną skrzynią biegów.

Przed zakupem samochodu powód odbył też jazdę próbną samochodem tego modelu ale z manualną skrzynią biegów, silnikiem benzynowym i bez napędu na cztery koła. W trakcie jazdy próbnej samochodem nie ujawnił się problem z zagłówkiem pasażera. Małżonkowie z uwagi na porę zimową byli grubo ubrani, a żona powoda siedziała na tylnym siedzeniu, na miejscu pasażera siedziała sprzedawca. Stosownie do specyfikacji producenta samochodów zamówionego przez powoda w wersji zamówionej posiadał w wyposażeniu aktywne zagłówki oraz tapicerkę siedzeń materiałowo-skórzaną. Spośród czterech dostępnych wersji tego modelu samochodu taka tapicerka siedzeń występowała jeszcze w niższej wersji tego modelu, a tapicerka skórzana w wersji najwyższej, natomiast zagłówki aktywne występowały we wszystkich wersjach tego modelu.

W czasie pierwszej wizyty w salonie małżonków obsługiwał sprzedawca, która na ich pytanie, czy tapicerka jest ze skóry naturalnej, odpowiadał, że jest wykonana z materiału i ze skóry. W dniu zakupu pojazdu powód odebrał przedmiotowy samochód po uprzednim uiszczeniu ceny i dostarczeniu tablic rejestracyjnych.

Po kilku dniach używania i bliższych oględzinach pojazdu powód stwierdził, że wbrew specyfikacji i zamówieniu, samochód nie posiada skórzanych obić siedzeń, ale są one wykonane miejscami z materiału a miejscami z tworzywa sztucznego, zaś zagłówki przednich siedzeń, w szczególności pasażera są pochylone za mocno do przodu, co powoduje konieczność pochylania głowy do przodu w czasie jazdy, przy tym zagłówków tych nie można prawidłowo wyregulować w poziomie ani ich zdemontować. Stwierdziła, że zagłówki pojazdu zamontowane są nieergonomicznie a możliwość ich regulacji jest ograniczona tylko do kierunku ukośnego do pionowego, co nie pozwala przyjąć wygodnej pozycji pasażerowi na przednim siedzeniu (tylko fotel kierowcy posiada regulację na odcinku lędźwiowym, co osłabia ten negatywny efekt zagłówka). Korzystanie z pojazdu jest przez to niewygodne, ponieważ głowa i plecy są nienaturalnie wychylone i nie znajdują oparcia w fotelu. Działanie aktywne zagłówków ma natomiast miejsce w razie uderzenia w tył pojazdu, kiedy maksymalnie wychylają się do przodu, zapobiegając nagłemu przemieszczeniu się głowy do tyłu.

Powód żądał obniżenia ceny (zwrotu różnicy w cenie) za wyżej opisane „wady”. Roszczenia były oparte o ustawę o tzw. ustawą o sprzedaży konsumenckiej (już nie obowiązującą).

Stanowisko mojego mocodawcy (który był pozwanym) było następujące: zgadza się, że siedzenie nie są pokryte prawdziwą skóra, tylko tzw. skórą ekologiczną, natomiast nie ma mowy o nieergonomiczności siedzeń, które wedle naszej oceny niczym nie różniły się od siedzeń w pojazdach innych marek. Roszczenie o zadośćuczynienie dóbr osobistych również kwestionowaliśmy (m. in. z uwagi na brak naruszenia, brak krzywdy, brak bezprawności).

Świadomi byliśmy tego, że stanowisko co do materiału pokrywającego siedzenia nie do końca znajduje oparcie w faktach i materiale dowodowym, jednak w tym zakresie zastosowaliśmy się do zaleceń producenta samochodu, bo wynikało ze zobowiązań biznesowych i kontraktowych mojego mocodawcy.

Być może nie było to do końca fair, ale mieliśmy czyste sumienie, bo żądanie powoda (dotyczące „nieergonomicznych” zagłówków oraz żądanie zadośćuczynienia) uznaliśmy nie tylko za całkowicie bezzasadne, ale i pieniacze, tym bardziej, że w pozwie znalazło się wiele krytycznych a bezpodstawnych opinii nt. usług mojego mocodawcy, dlatego nie wyraził gestu pojednawczego.

Sprawa trwała ponad 2 lata, strona powodowa złożyła wiele pism, wniosków, w sprawie wypowiadał się biegły, ale jednak jednego istnego wniosku zabrakło, z czego bardzo się cieszyłem i na ostatniej rozprawie na koniec to stronie wytknąłem.

Sąd przyznał rację powodowi, że rzeczywiście fotele samochodu w części w jakiej stykają się z ciałem kierowcy, nie są pokryte skórą naturalną, ale sztuczną skórą (to znaczy jej syntetyczną imitacją) oraz tkaniną. W tym zakresie sąd oparł się na opinii biegłego, co do której ja i mój mocodawca się w rzeczywistości zgadzaliśmy (bo wiedzieliśmy z jakiego materiału są siedzenia). Sąd oparł się na opinii biegłego również w pozostałym zakresie. Jednak ku mojemu zdziwieniu i pomimo składanych przeze mnie zastrzeżeń biegły uznał, że siedzenia (zagłówki) są nieergonomiczne. Przyznaję, że było to dużym zaskoczeniem, bo zagłówki były zupełnie typowe.

Sąd również dał wiarę w całości zeznaniom powoda oraz uzupełniającym je zeznaniom jego żony, co do których zasadna jest łączna ocena, zważywszy, że stanowią one uzupełniającą się relację okoliczności dotyczących zawierania umowy sprzedaży przedmiotowego samochodu pochodzącą od osób bezpośrednio w niej uczestniczących.

Jednakże pomimo sprzyjającej w tym zakresie oceny dowodowej sąd uznał powództwo za niezasadne, ponieważ żądanie powództwa nie zostało jednak udowodnione co do swojej wysokości.

W ocenie sądu kwestia wartości, o którą powód żądał obniżenia ceny przedmiotowego pojazdu, wymagała skorzystania z wiadomości specjalnych (czyli krótko mówiąc z opinii biegłego). Powód był reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika, wcześniej zaś był pouczany o ciężarze dowodu oraz o tym, że okoliczności sprawy wymagają wiadomości specjalnych. Powód ostatecznie stosownego wniosku nie złożył, nie przedstawił też jakiegokolwiek dowodu np. dokumentu, z którego kwota żądania (15.000 zł obniżenia ceny) wynika, a który pozwalałby choćby na ocenę jej zasadności.

Z wydanym wyrokiem nie zgodził się powód, który zaskarżył wyrok w całości, podnosząc m. in., że sąd pierwszej instancji powinien był z urzędu przeprowadzić dowód z opinii biegłego w zakresie obniżenia wartości, skoro sam powód nie złożył takiego wniosku. Jednak wyrok sądu drugiej instancji również był niekorzystny dla powoda.

Sąd wskazał, że działalność sądu z urzędu, powinna być podejmowana tylko w uzasadnionych sytuacjach, na przykład m. in. wystąpienia w procesie nieporadnej strony, działającej bez adwokata lub radcy prawnego, która bez własnej winy nie potrafi realizować przysługujących jej uprawień procesowych. W realiach niniejszej sprawy żadna z tego typu sytuacji, uzasadniających dopuszczenie dowodu z urzędu, nie wystąpiła.

Nieprzeprowadzenie dowodu co do należytej wysokości obniżenia ceny, uniemożliwiło wyjaśnienie jednej z przesłanek odpowiedzialności pozwanego, co bezpośrednio przełożyło się na oddalenie powództwa z powodu nieudowodnienia wysokości roszczenia. Przyczyną tej sytuacji było jednak wyłącznie zaniedbanie proceduralne strony powodowej, która nie zgłosiła na odpowiednim etapie procesu stosownego wniosku dowodowego. Aktywność dowodowa sądu nie może zaś służyć konwalidacji uchybień popełnionych przez kwalifikowanych pełnomocników, choćby rodziły one negatywne konsekwencje procesowe dla strony i prowadziły do przegrania przez nią sprawy wyłącznie z przyczyn formalnych. W takiej konfiguracji dopuszczenie przez sąd z urzędu dowodu byłoby niedopuszczalne i stanowiłoby rażące naruszenie zasady kontradyktoryjności oraz równości w traktowaniu stron procesu.

Odnośnie zadośćuczynienia: W pozostałym zakresie żądanie powoda również nie zasługiwało na uwzględnienie. Zdaniem sądu pozwanemu nie można przypisać dopuszczenia się naruszenia dóbr osobistych Powoda w związku z częściowym nienależytym wykonaniem umowy ponieważ strona pozwana nie dopuściła się wobec strony powodowej czynu niedozwolonego w postaci naruszenia jakichkolwiek dóbr osobistych powoda. Samo niewykonanie umowy nie stanowi o takim naruszeniu. Dlatego oddalono to żądanie. Pewien dobrostan, stan równowagi psychicznej, komfort zawsze ulegają naruszeniu wskutek niezrealizowania zakładanego stanu rzeczy, nieosiągnięcia zamierzonego skutku umowy, ale powyższe nie rodzi krzywdy w rozumieniu przepisów regulujących instytucję zadośćuczynienia – art. 445 k.c. i n., w każdym razie nie zrodziło jej w niniejszej sprawie.

Wyroki sądów I i II instancji dla mnie nie były zaskoczeniem. Powiedziałbym wręcz, że to wyrok zasądzający przyjąłbym ze zdziwieniem. Bo na czym sąd wówczas musiałby oprzeć wyrok? Na gołosłownym stwierdzeniu powoda, że wycenia szkodę na 15 tys. zł??!! Sad nie mógł też tego dowodu dopuścić z urzędu, bo oznaczałoby to naruszenie zasady równości stron procesu.

Tytułem podsumowania dodam jeszcze, że historia jest godna uwagi również z innych względów. Mianowicie przeczy ona pewnemu obiegowemu poglądowi (powiedzmy: stereotypowi), że jeśli stronie postępowania cywilnego co do zasady przysługuje racja w sensie ogólnego poczucia sprawiedliwości, a nawet w świetle prawa, to wystarczy po prostu złożyć pozew, działać w procesie, a sąd „zrobi swoje”, czyli wyda sprawiedliwy wyrok i przyzna np. odszkodowanie. Nic bardziej mylnego, tak to nie działa! Strona w procesie (powodowa, jak i pozwana) musi podjąć pewne działania procesowe w sposób odpowiedni (w szczególności, dowodowe), dzięki którym jej prawo/żądanie będzie mogło zostać uznane przez sąd.

Wreszcie, ważne jest też to, aby na spór sądowy w jego początkowej fazie spojrzeć jakby z dalszej perspektywy i „nie wystrzelać” się ze wszystkich zarzutów procesowych od razu. Co mam na myśli? Gdybym na samym początku sporu zwrócił uwagę na braki powoda we wnioskach dowodowych, to by je prawdopodobnie uzupełnił, skutecznie natomiast ja je przemilczałem – z premedytacją – aż do mowy końcowej. Jak to się mówi „strategia procesowa”.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Wojciech Drapała Kancelaria Adwokacka Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Wojciech Drapała Kancelaria Adwokacka z siedzibą w Warszawie.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem sekretariat@wdrapala.pl.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: