Wiadomość od młodego czytelnika bloga i obiegowe opinie o zawodzie adwokata

Wojciech Drapała        23 stycznia 2015        12 komentarzy

Często spotykam się z opinią, że trudno jest się dostać na aplikację adwokacką i że dostają się na nią głównie dzieci prawników. Niedawno otrzymałem wiadomość od młodego czytelnika bloga, który rozważa podjęcie studiów prawniczych i prosi o radę.

Uznałem, że warto przytoczyć (oczywiście za pozwoleniem) treść naszej korespondencji. W ten sposób spróbuję wnieść choćby drobny wkład w obalenie pewnego mitu, stereotypu.

 Oto wiadomość:

Witam Serdecznie,

 

Panie Wojciechu, bardzo się zainteresowałem Pańskim blogiem internetowym. Piszę do Pana w jednej bardzo ważnej dla mnie sprawie.

 

Chodzę do Technikum Ekonomicznego w Krakowie. Jestem w drugiej klasie, mam 18 lat. Od czwartej klasy podstawówki wszystkie moje świadectwa szkolne są z paskiem biało-czerwonym. Bardzo lubię się uczyć, i właśnie w tym roku doszedł mi przedmiot taki jak „Podstawy Prawa”. Przedmiot mnie bardzo interesuje, bardzo lubię się go uczyć, i myślę o studiach właśnie na wydziale Prawa.

 

Niestety, wszyscy mi te studia odradzają, gdyż twierdzą że bez znajomości nie dostane nigdzie aplikacji, i będzie mi bardzo ciężko.

 

Dlatego kieruję się do Pana z zapytaniem, czy Pan do swojej kancelarii przyjąłby studenta prawa? Szkołę kończę za dwa lata i nie wiem co mam robić ze studiami.

 

Bardzo proszę o odpowiedź.

 

Dziękuje Konrad

 

A oto moja odpowiedź:

 

Dzień Dobry, Konradzie,

 

Dziękuję za wiadomość.

 

Podziwiam Twoje rozsądne i przemyślane podejście do wyboru ścieżki zawodowej! Jednocześnie chciałbym rozwiać Twoje obawy i wątpliwości 🙂 .

 

Od kilku lat mamy państwowo-korporacyjny egzamin wstępny na aplikację adwokacką (i radcowską też). Taki sam charakter ma też egzamin końcowy. Są to podstawowe drogi dojścia do zawodu. To te egzaminy decydują, kto zawód będzie wykonywał. Co więcej, są to egzaminy pisemne, a pierwszy z nich jest testem wyboru.

 

Takie uwarunkowania sprawiają, że dostęp do zawodu jest przejrzysty, a kandydaci traktowani są na tych samych warunkach, sprawiedliwie. Świadczą o tym dane, z których wynika diametralny wzrost liczby aplikantów i adwokatów (oraz radców prawnych) w ostatnich latach.

 

Ja sam jestem tego przykładem, gdyż w rodzinie nie mam żadnego prawnika i w żaden sposób nie odczułem z tego powodu trudności przy egzaminie wstępnym na aplikację ani egzaminie końcowym (czy przy szukaniu pracy, praktyk itp.) – i też byłem „straszony”, że nie będę mógł odbywać aplikacji.

 

Biorąc pod uwagę Twoje wyniki w nauce i chęci, myślę, że z łatwością będziesz potrafił przekonać do siebie niejednego pracodawcę – kancelarię. Ze swojej strony mogę zaproponować Ci wakacyjną praktykę w mojej kancelarii – nawet w tym roku, jeszcze przed wyborem studiów. To pozwoli Ci poznać pracę prawnika „od kuchni” i ocenić czy ta praca spełnia Twoje oczekiwania (choć zdaję sobie sprawę, że nie jesteś z Warszawy). Prowadzę dużo sporów sądowych – są to bardzo ciekawe i wciągające tematy.

 

Pozdrawiam,
Wojciech Drapała

{ 12 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Rafał Styczeń 23, 2015 o 15:39

Dzień dobry Wojciechu!

Dla mnie znaczące jest to, że pan Konrad po prostu zapytał u źródła, nie bał się i nie poddał się obiegowej opinii. To samo już świadczy o dojrzałości emocjonalnej. Gratuluję!

Rafał 🙂

Odpowiedz

Wojciech Drapała Styczeń 26, 2015 o 16:23

Rafale, dziękuję za komentarz 🙂 . W pełni się zgadzam!

Odpowiedz

Mikołaj Lech | Znaki Towarowe Blog Styczeń 23, 2015 o 17:05

Myślę, że poza tym stereotypem dużo groźniejszy jest kolejny, że wystarczy uzyskać tytuł zawodowy, aby zarabiać 10 tyś./ miesiąc.

Zawód „prawnika” nie jest zamknięty.

Nie jest to też zawód elitarny. Wydziały prawa są w każdym większym mieście. Jeżeli ktoś nie dostanie się na studia dzienne może iść na zaoczne/ wieczorowe. Tym samym masa osób idzie na prawo a potem je kończy. Studentów teraz tak mocno się nie oblewa, bo jest ich w ogóle coraz mniej, a profesorowie muszą mieć kogo uczyć. Około 50% podchodzących do egzaminu dostaje się na aplikację. A egzamin końcowy zalicza 70%.

Tym samym obecnie na rynku jest masa młodych prawników. W tym Pan Panie Wojtku a już niedługo mam nadzieję i ja (jestem aplikantem rzecznikowskim).

Niestety jest to też moment kiedy wiele osób uświadamia sobie, że nie ma pracy dla prawników. W ostatnich 5-ciu latach liczba radców/ adwokatów się podwoiła. Sytuacja wygląda tak, że nie ma pracy w kancelariach dla nowych prawników. Aplikanci pracują tam po kosztach. Alternatywą jest założenie własnej kancelarii. Jest to jednak takie samo wyzwanie jak założenie każdej innej firmy. Choć jest to truizm, to dla wielu osób to szok. No bo myśleli, że wystarczy zdobyć tytuł, założyć kancelarię, zrobić stronę www i wywiesić szyld, aby klienci przyszli.

Nie mówię, że pójście na prawo to błąd. Należy mieć jednak pomysł na siebie i być przedsiębiorczym. Pomysł na miejsce pracy czy pozyskiwanie klientów. A te „układy” o których się mówi oznaczają kontakty biznesowe zdobyte na studiach, praktykach, konferencjach naukowych, kołach naukowych itp. Mam wrażenie, że o „układach” mówią zawistni koledzy, którzy na studiach kompletnie nic nie robili. Zazdroszczą swoim aktywnym kolegom.

Wielu, wielu moich znajomych jest rozgoryczonych sytuacją na rynku. Otoczenie i rodzina wmawiała im, że dobrze robią idąc na prawo. Tymczasem mając tytuł w ręku i nie idą za tym godne pieniądze. I nie chodzi o kwotę „godne 10 tys./m-c” a kwotę za którą da się skromnie, ale żyć.

Pod jednym z artykułów w internecie rozgorzała na ten temat dyskusja. Doświadczeni prawnicy mówili, że na rynku jest ciężko. Na to studenci ripostowali, że „starzy” boją się „młodych” i próbują ich zniechęcać. Czyli nie przyjmowali do wiadomości tego co się na prawdę dzieje. W końcu „dowód społeczny” jest ogromną siłą. Skoro każdy idzie na prawo, to musi się to opłacać…

Pozdrawiam

Odpowiedz

Wojciech Drapała Styczeń 26, 2015 o 16:14

Dziękuję za komentarz. Pełna racja, Panie Mikołaju, choć ja na studiach jakoś specjalnie nie zabiegałem o kontakty. Po prostu w miarę przykładałem się do nauki i starałem się trochę praktykować – w organizacjach pozarządowych, poradniach studenckich, a potem w kancelariach. Jak doskonale wiemy, sposób nauczania na naszych studiach raczej zniechęca do samej dziedziny. Czymś zupełnie innym dla młodej osoby jest praktyka i zmierzenie się z konkretnym, prawdziwym przypadkiem. Tego brakuje na studiach prawniczych, więc lukę muszą uzupełniać praktyki.

Prawdą jest oczywiście, że nasz zawód podlega obecnie takim samym zasadom rynku jak inne zawody. Oprócz tego wspomnę jeszcze, że przecież musimy kilka dobrych lat poświęcić na kształcenie i zapłacić tzw. frycowe. Ale najważniejsze to lubić, co się robi.

Odpowiedz

ola Luty 9, 2015 o 13:36

To frycowe bywa czasem wygórowane… Dając radę młodej osobie w kwestii wyboru studiów dodałabym od siebie – idź na prawo jeśli jesteś w stanie utrzymać się (przy życiu), praktykując w kilka dni w tygodniu na studiach za darmo, a i później najczęściej dość długo czekać na pierwszą wypłatę…
Jestem ze „średniego” miasta z WPiA na dość dobrej pozycji we wszelkich rankingach, studentów prawa są setki, absolwentów corocznie niewiele mniej, aplikantów co prawda w tym roku <100 ale przy tej ilości kancelarii i braku możliwości zmiany miasta z przeróżnych względów o pracę jest ciężko. Staż z UP (850zł) o który trzeba się nastarać jest już odzwierciedleniem niezwykle korzystnych warunków. Rzadko który mecenas za pracę przez cały tydzień (również zajęcia na aplikacji często się odrabia) dorzuci jakieś kieszonkowe. I jak czerpać radość z takiej pracy? Motywacja po trzecim miesiącu życia za mniej niż miskę ryżu dziennie się ulatnia… Ja w tym momencie jestem na skraju załamania nerwowego przez to poczucie braku stabilności. Oczywiście piszę o sytuacji swojej (odbyte kilkakrotnie praktyki na studiach + udzielanie się w poradni + praca na etat poza branżą /burczało w brzuchu/) ale też swoich znajomych, którzy byli w stanie odbywać praktyki np. od III, IV roku studiów nieustannie i mają spore doświadczenie. Ode mnie rada – idź na prawo jeśli Cię pociąga, ale pod warunkiem, że długo po studiach będziesz miał szansę na wsparcie np. rodziców. Bo samą pasją człowiek się nie najada, a wraz z puchnącym od głodu brzuszkiem ulatuje motywacja.

Odpowiedz

Wojciech Drapała Luty 11, 2015 o 11:35

Pani Olo, dziękuję za komentarz.

Odpowiedz

ola Luty 11, 2015 o 20:26

„Olo”, no tego jeszcze nie grali (no, może w „Psach” u Pasikowskiego). Pozdrawiam!

Marek Styczeń 26, 2015 o 13:14

Zawód z pewnością ciekawy. Nie ma się co zastanawiać, tylko trzeba wziąć się do roboty i zacząc spełniać marzenia!

Odpowiedz

Wojciech Drapała Styczeń 26, 2015 o 16:19

Zdecydowanie, przede wszystkim trzeba lubić tę pracę.

Odpowiedz

Wojciech Drapała Luty 11, 2015 o 22:11

Przepraszam, Pani Olu. Dobrze, że chociaż poczucie humoru nas nie opuszcza 🙂 . Pozdrawiam!

Odpowiedz

ola Luty 12, 2015 o 09:24

Ależ! Mnie poczucie humoru nie opuści nigdy. Wiem, że z mojego powyższego komentarza bije gorycz, ale mimo wszystko jakieś promyki nadziei na lepsze jutro nadal mam i wierzę, że za jakiś czas zapłacę swoją ostatnią ratę „frycowego” i satysfakcja z wykonywanej pracy wzrośnie. 😀

Odpowiedz

Wojciech Drapała Luty 12, 2015 o 20:00

Tak trzymać! 🙂

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: