Wojciech Drapała

adwokat

Specjalizuję się w prawie ubezpieczeń, odszkodowań i postępowaniu cywilnym. Reprezentuję ubezpieczonych i poszkodowanych przed ubezpieczycielami i sądami. Stawanie przeciwko dużym i czasami tylko na pozór dobrze przygotowanym do obrony swojego stanowiska przedsiębiorstwom, do jakich należą ubezpieczyciele, jest dla mnie przyjemnością i pasją (tym większą, jeśli robię to skutecznie).
[Więcej >>>]

Bezpłatne sprawdzenie sprawy

Życie adwokata zajmującego się procesami sądowymi nieustannie dostarcza nowych wrażeń.

Zwłaszcza w czasach licznych zawirowań politycznych wokół sądów, zmian procedur czy przepisów szczególnych podyktowanych pandemią COVID-19.

Niedawno w jednej z moich spraw sąd podjął decyzję o przesłuchaniu jednej ze stron strony.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale sąd podał, że przesłuchanie w charakterze strony nastąpi… na piśmie. Sąd uzasadnił to pandemią COVID-19. Jednocześnie wezwał mnie jako pełnomocnika do złożenia listy pytań na przesłuchanie.

Przyznam, że delikatnie mówiąc złapałem się za głowę.

Wprawdzie jestem entuzjastą metod usprawniających i przyspieszających postępowanie cywilne, jednak każde usprawnienie ma swoje granice.

Na przykład te granice wyznaczają przepisy procedury cywilnej (czasami bardziej lub mniej sztywne). W tym konkretnym przypadku raczej sztywne: procedura cywilna nie przewiduje przesłuchania strony na piśmie.

W odróżnieniu np. od zeznań świadka, które od lipca 2019 r. są dopuszczalne w drodze pisemnej. Jednak Kodeks milczy na temat odpowiedniego stosowania tych przepisów do przesłuchania stron. Jakieś „analogiczne” stosowanie tych przepisów też w grę nie wchodzi.

I wcale się nie dziwię, że Kodeks nie przewiduje przesłuchania strony na piśmie, ponieważ jest to „przesłuchanie”, a nie jakaś swobodna i nie zobowiązująca wypowiedź.

Zdziwiłem się też, sąd nie zdecydował o przesłuchaniu w drodze rozprawy zdalnej (wideokonferencji), ponieważ jest to prawnie możliwe.

Zawsze staram się iść sędziom na rękę, jak i nie utrudniać życia pełnomocnikom drugiej strony, nie torpedować postępowania, nie tworzyć zbyt opasłych pism, nie gadać przewlekle i nie na temat.

Po prostu działać w duchu sprawności postępowania i z nastawieniem na rozwiązanie problemu. I dlatego czasem można (a niekiedy nawet trzeba) przymknąć oko na przepisy procedury.

Tym razem musiałem jednak zaoponować!

Najważniejszy argument przeciwko tej czynności był następujący: w sprawie, o której mówię, spieramy się o kwestie istotnie wpływające na odpowiedzialność za wypadek.

Bardzo duże znaczenie ma jak wypadek przebiegał, jakie czynności wykonały uczestnicy wypadku, jak się zachowały…

Ważna jest wiarygodność przesłuchiwanych, co i jak powiedzą, jak szczegółowo odpowiedzą na poszczególne pytania i czy sąd będzie mógł im dać wiarę. Dlatego istotne znaczenia ma spontaniczność ich wypowiedzi.

A myślę, że tę spontaniczność może zapewnić wyłącznie przesłuchanie na rozprawie 🙂

Chciałbym Ci opowiedzieć o ciekawiej sprawie mojego Klienta.

Początkowo otrzymał zaniżone odszkodowanie z OC sprawcy i zaniżone zadośćuczynienie. Dzięki przeprowadzeniu sprawy przed sądem otrzymał wyższe odszkodowanie i o wiele wyższe zadośćuczynienie.

Jest to sprawa zakończona w tym roku.

Wpis szczególnie zainteresuje osoby, które w wypadku doznały uszczerbku na zdrowiu.

Potrącenie rowerzysty

W styczniu 2016 roku Poszkodowany został potrącony przez samochód, gdy jechał rowerem do pracy.

Poszkodowanego przewieziono karetką do szpitala. Stwierdzono u niego stłuczenie głowy, złamanie kości skroniowej, uraz mózgu, złamanie obojczyka. Po wypadku stracił przytomność i odzyskał ją dopiero dwa tygodnie później.

Przez ponad półtora miesiąca przebywał na oddziale urazowo-ortopedycznym. Obojczyk zaopatrzono ortezą. Poszkodowany korzystał z konsultacji neurologa i neurochirurga. W szpitalu zażywał leki przeciwbólowe, przeciwobrzękowe, uspokajające.

W czasie pobytu w szpitalu Poszkodowany miał ataki lęków, był zdezorientowany, nie kontrolował swojego zachowania. Przebywał w cewniku i pampersach. Przez pierwsze dwa tygodnie był całkowicie niesamodzielny.

Następnie przez ponad półtora miesiąca przebywał na oddziale rehabilitacji neurologicznej. U Poszkodowanego rozpoznano afazję czuciowo-ruchową. Z Poszkodowanym kontakt był znacznie utrudniony z uwagi na zaburzenia mowy spowodowanej afazją.

Wobec tego zastosowano u Poszkodowanego ćwiczenia oddechowe, koordynacji ruchowej i ćwiczenia manualne oraz terapię neurologopedczyną. Uzyskano poprawę sprawności, chód bez zaburzeń równowagi, poprawę pamięci i komunikacji słownej.

Po wyjściu ze szpitala poruszał się o własnych siłach, ale przez około 3 miesiące większość czasu spędzał w łóżku. Zażywał leki przeciwbólowe, ponieważ nadal bolała go noga, obojczyk i głowa.

Przez pół roku musiał korzystać z pomocy rodziny. Początkowo miał trudności z mówieniem i rozumieniem innych. Nie potrafił nazywać rzeczy. Po wypisaniu ze szpitala Poszkodowany dostał zalecenie kontynuacji terapii neurologopedycznej, kontroli w poradni neurologicznej i rodzinnej.

Życie Poszkodowanego przed i po wypadku

W dniu wypadku Poszkodowany miał 63 lata. Przed wypadkiem był osobą aktywną, do pracy dojeżdżał rowerem, potrafił pokonać w jedną stronę 50 km. Był z zawodu pracownikiem remontowo-budowlanym.

Oprócz stałej pracy w przedsiębiorstwie budowlanym, podejmował się dorywczych prac na rzecz sąsiadów i innych osób. Uzyskiwał w ten sposób dodatkowy dochód. Regularnie uczęszczał do kościoła, a raz w tygodniu prowadził spotkania modlitewne.

Po wypadku zrezygnował z tych wszystkich aktywności. Wycofał się z życia towarzyskiego. Unika kontaktu z rodziną i znajomymi. Na rowerze jeździ bardzo rzadko i na małych odległościach, ponieważ zaczął mieć problemy z orientacją w terenie.

Po wypadku ma problemy w swobodnym wysławianiu się, rozumieniu tekstu czytanego i tego co mówią inni, dlatego zrezygnował z prowadzenia spotkań modlitewnych.

Na etapie postępowania likwidacyjnego ubezpieczyciel przyjął 24% uszczerbku na zdrowiu Poszkodowanego i wypłacił zadośćuczynienie w wysokości 30.700 zł.

Poza tym Poszkodowany otrzymał odszkodowanie za poniesione koszty leczenia, rentę na zwiększone potrzeby i rentę za utracony zarobek.

Zaniżone zadośćuczynienie i odszkodowanie z OC sprawcy 

zaniżone odszkodowanie z OC sprawcy

Po przyjrzeniu się sprawie uznaliśmy, że Poszkodowanemu wypłacono zaniżone odszkodowanie z OC sprawcy, jak i zaniżone zadośćuczynienie.

W naszej ocenie adekwatne zadośćuczynienie za krzywdę powinno opiewać na kwotę 100.000 zł. Nasze szacunki oparliśmy na własnym doświadczeniu i znanej nam praktyce orzeczniczej sądów.

W związku z tym rekomendowaliśmy Klientowi drogę sądową i w jego imieniu założyliśmy sprawę sądową o uzupełniające zadośćuczynienie (69.300 zł) i odszkodowanie wraz z odsetkami.

Pozwany kwestionował żądanie Poszkodowanego, w tym również żądanie zapłaty odsetek, twierdząc że należą się ewentualnie od wyrokowania.

Sąd: „procentowa wysokość uszczerbku to tylko jeden z aspektów krzywdy”

W sprawie przeprowadzono szczegółowe postępowanie dowodowe. W ramach niego złożyliśmy wniosek m.in. o opinię biegłego neurologa i opinię biegłego otolaryngologa. Sąd dopuścił obie opinie.

Pierwsza z opinii stwierdziła 25% trwały uszczerbek na zdrowiu. Biegła przyznała, że Poszkodowany ma zaburzenia płynności mowy (niepełne rozumienie, nieprawidłowe budowanie wypowiedzi). Biegła stwierdziła afazję nieznacznego stopnia.

Stan zdrowia Poszkodowanego nie ulegnie istotnej zmianie (ani pogorszeniu, anie poprawie). Poszkodowany potrzebuje pomocy innych np. przy sprawach urzędowych. Powinien korzystać z leków poprawiających funkcjonowanie mózgu.

Z kolei biegły otolaryngolog stwierdził, że u Poszkodowanego nastąpiło pogorszenie słuchu w jednym uchu. Biegły przypisał temu 5% stałego uszczerbku na zdrowiu i wskazał, że ma on związek z wypadkiem.

Sąd ustalając wysokość zadośćuczynienia uwzględnił rodzaj i rozmiar uszkodzenia ciała, stopień cierpień oraz inne podnoszone przez nas następstwa w życiu zawodowym, rodzinnym i osobistym.

Warto nadmienić, że w trakcie postępowania pełnomocnik ubezpieczyciela zwrócił się do nas z zapytaniem o możliwość ugodowego zakończenia sporu. Wyraziliśmy wstępną wstępne zainteresowanie i rozpoczęliśmy negocjacje. Pełnomocnik zaproponował ostatecznie, że ubezpieczyciel zwróci znaczną część dochodzonej kwoty zadośćuczynienia, jednak bez odsetek i tylko częściowo pokrywając koszty postępowania.

Przedstawiliśmy Klientowi ocenę, że w drodze wyroku sądowego może liczyć na znacznie wyższą kwotę. Jak się później okazało nasze oceny się sprawdziły. Sąd przyznał Klientowi całość żądanego przez nas zadośćuczynienia (do łącznej kwoty 100.000 zł) i kilka tysięcy złotych odszkodowania. Ponadto Poszkodowanemu przyznano blisko 20.000 zł odsetek za opóźnienie i ponad 10.000 zł kosztów postępowania. Sprawa jest nieprawomocna.

Czy otrzymałeś zaniżone odszkodowanie z OC sprawcy?

Znaczna część spraw, które trafiają do naszej kancelarii to sprawy, w których poszkodowanemu wypłacono zaniżone odszkodowanie lub zaniżone zadośćuczynienie.

Dużą liczbę poszkodowanych niezadowolonych z decyzji zakładów ubezpieczeń potwierdzają również statystyki Rzecznika Finansowego. Wynika z nich, że w 2020 r. do zakładów ubezpieczeń wpłynęło 194.608 reklamacji na decyzje ubezpieczeniowe.

Jak pokazuje omawiana sprawa (i wiele innych przypadków), droga sądowa umożliwia otrzymanie satysfakcjonujących świadczeń.

Wobec tego często rekomendujemy Klientom wystąpienie na drogę sądową.

W maju na blogu informowałem o projektowanych zmianach w postępowaniu cywilnym – Będzie zła zmiana w postępowaniu cywilnym(?)

Nim się obejrzeliśmy, a projektowane przepisy stały się obowiązującym prawem, zdążyliśmy poczuć smak zmian, jak i wielu odmiennych praktyk i interpretacji sądowych.

Dla przypomnienia:

Od 3 lipca 2021 roku do postępowania cywilnego wprowadzono m.in. :

  • rozpoznawanie spraw w trybie zdalnym (jako zasada, od której są pewne wyjątki),
  • jednoosobowe składy sądowe (z małym wyjątkiem dla spraw upadłościowych i naprawczych),
  • elektroniczne doręczenia sądu do pełnomocników stron,

W poprzednim wpisie podałem, że zmiany oceniam raczej krytycznie. Właściwie to podtrzymuję swoją opinię (z wyjątkiem rozpraw zdalnych). Niemniej jednak, zdążyłem poczynić kilka obserwacji, o których postanowiłem napisać.

(1)

Rozprawy zdalne są dużym udogodnieniem dla stron i świadków. Dzięki temu świadkowie i strony nie muszą marnować czasu na dojazdy, starać się o zwolnienie z pracy na czas rozprawy, itp. Z mojej perspektywy jako pełnomocnika oznacza to mniej czasu poświęconego na rozprawy sądowe. Tutaj w szczególności muszę napomknąć o tym, że czasem dojazd i powrót + rezerwa czasowa (żeby się nie spóźnić np. z powodu zakorkowanej komunikacji) często zajmowały więcej czasu niż sama rozprawa.

Sądzę również, że na dłuższą metę rozprawy zdalne będą zapobiegać negatywnemu zjawisku niestawiennictw sądowych ze strony świadków czy stron. To zjawisko w mojej ocenie wcale nie jest rzadkie, a potrafi istotnie przewlec sprawę.

Zauważyłem też, że wprowadzenie rozpraw zdalnych powoduje, że traci na znaczeniu instytucja właściwości miejscowej sądów (w wielu kategoriach spraw). Mówiąc w pewnym uproszczeniu: skoro możemy przeprowadzić rozprawę zdalną, łącząc się z dowolnego miejsca z całej Polski (i świata), to po co w naszym systemie rejonizacja sądów? Czy zostanie kiedyś zniesiona? Czy nasze sądownictwo pójdzie kiedyś w tym kierunku?

Oczywiście nie brak głosów krytycznych. Kilku kolegów po fachu, z którymi rozmawiałem, uważa, że właściwsze jest przesłuchiwanie stron i słuchanie świadków w warunkach sali sądowej. Nadaje to rozprawie większą rangę i stanowi czynnik psychologiczny zmuszający strony czy świadków do większej powagi.

Zgadzam się z tym. Pytanie tylko które „za” i „przeciw” są przeważające.

Osobnym tematem jest kwestia, czy i jak sądy będą respektować jawność rozpraw zdalnych. Temat ten tutaj pomijam.

(2)

Nowe przepisy wprowadziły rozpoznawanie spraw w składzie jednego sędziego w pierwszej i w drugiej instancji (z wyjątkiem dla spraw z Prawa upadłościowego i Prawo restrukturyzacyjnego).

Jestem przeciwnikiem takiego rozwiązania i stawiam sobie pytanie, czy nie wpłynie to na jakość merytoryczną orzecznictwa. Pocieszam się jedynie, że efektem ubocznym nowego rozwiązania może być poprawa szybkości rozpoznawania spraw.

Sądzę zresztą, że to był rzeczywisty cel, który przyświecał autorom zmian.

(3)

Przepisy wprowadziły zasadę doręczeń sądowych do pełnomocników za pośrednictwem Portalu Informacyjnego Sądów Powszechnych. Wyjaśnię tylko, że jest to portal, który agreguje pisma wydawane przez sąd prowadzący sprawę.

W projekcie przyjęto zasadę doręczeń pełnomocnikom za pomocą poczty e-mail. Na szczęście jednak odstąpiono od tego rozwiązania i na rzecz doręczeń za pomocą Portalu Informacyjnego, co sam w poprzednim wpisie podałem jako lepsze rozwiązanie.

O ile samo doręczenie za pomocą Portalu Informacyjnego jest właściwym kierunkiem, to sposób w jaki to uczyniono jest wadliwy. Regulacja jest bardzo ogólnikowa i niejednoznaczna. Wywołuje to skrajnie różne praktyki sądowe.

Wystarczy wskazać, że w sądach samej apelacji warszawskiej spotkałem się z kilkoma różnymi praktykami doręczeń: jeden sąd doręcza wszystkie pisma przez Portal, inny sąd doręcza przez Portal tylko wyroki i postanowienia, jeszcze inny sąd wstrzymał całkowicie doręczenia za pomocą Portalu. Sędziowie też nie zawsze wydają zarządzenia, które pozwalałyby pełnomocnikowi jednoznacznie stwierdzić, jakiego rodzaju doręczenie zastosowano. A tym samym nie zawsze wiadomo, czy po ukazaniu się pisma należy już liczyć termin sądowy.

Wobec wadliwości regulacji musimy zdać się na rozsądek sądów i upływ czasu, który wykształci jakąś praktykę.

Niestety przepisy nie dały analogicznej możliwości doręczeń za pośrednictwem Portalu Informacyjnego pełnomocnikom w stosunku do sądu i w stosunku do innych pełnomocników, choć sądzę, że jest to nieuniknione w pewnej perspektywie czasu.

Mam też nadzieję, że kolejnym krokiem będzie umieszczanie w Portalu innych pism jak np. opinii biegłych, notatek wewnętrznych, pism strony przeciwnej, zeznań pisemnych świadków itp., a zatem dalsza cyfryzacja postępowania cywilnego.

(4)

Oczywiście krytycznie oceniam możliwość przeprowadzenie posiedzenia niejawnego, „gdy nie można przeprowadzić posiedzenia zdalnego, a przeprowadzenie rozprawy lub posiedzenia jawnego nie jest konieczne”.

Uważam, że niemożliwość przeprowadzenia rozprawy zdalnej np. z powodów technicznych, nie powinna otwierać drogi do posiedzenia niejawnego, a sama przesłanka „konieczności” posiedzenia jawnego może być rozumiana zbyt niejednoznacznie.

Podsumowując, muszę stwierdzić, że jakkolwiek zmiany oficjalnie wprowadzono ze względu na pandemię COViD, to odnoszę wrażenie, że są poletkiem eksperymentalnym dla rozwiązań podyktowanych przewlekłością postępowań sądowych i mają na celu poprawienia statystyk szybkości rozpoznawania spraw.

Mam tylko nadzieję, że wyciągniemy wnioski z tych eksperymentów.

Analizując aktualne orzecznictwo sądowe w sprawach zarządców budynku, natknąłem się na ciekawe orzeczenia. Wynika z nich, że poszkodowany może ubiegać się o odszkodowanie od zarządcy nieruchomości za niewłaściwe oświetlenie terenu budynku. Oczywiście mówimy kiedy pomiędzy szkodą a czynem występuje związek przyczynowy.

Omawiane wyroki są interesujące z kilku przyczyn.

Przede wszystkim, pokazują różnorodność stanów faktycznych, z których wynika odpowiedzialność deliktowa. Po drugie, stanowią o zakresie i rygoryzmie obowiązków zarządcy nieruchomości.

Oświetlenie na korytarzu w urzędzie

W pierwszej ze spraw stan faktyczny był następujący:

W 2013 roku powódka udała się do urzędu w charakterze interesanta. Budynek urzędu składał się z dwóch części połączonych korytarzem. Ponieważ budynki były na różnych poziomach, ich korytarze łączyły trzy stopnie schodów. W trakcie poruszania się po korytarzu powódka potknęła się na stopniu schodów, upadła i doznała poważnego uszkodzenia ciała.

Powódka wystąpiła o odszkodowanie od zarządcy nieruchomości za poniesione wydatki na leczenie i rehabilitację oraz zadośćuczynienie za krzywdę.

W miejscu zdarzenia korytarz nie był oświetlony. Na korytarzu nie było okien, nie dochodziło światło naturalne, a oświetlenie elektryczne było wyłączone. Z tej przyczyny powódka nie dostrzegła tabliczek informacyjnych i taśm ostrzegawczych o stopniach, progach i innych nierównościach podłoża. Skutkowało to upadkiem i złamaniem kości udowej.

Urząd gminy wniósł o oddalenie powództwa. Podał, że budynek był oświetlony wewnątrz. W dodatku był oznakowany specjalnymi taśmami ostrzegawczymi koloru żółto-czarnego. Poza tym według niego stopnie schodów odróżniały się kolorem od pozostałej powierzchni korytarza. Tym samym w ocenie pozwanego urzędu budynek spełniał wymagania rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie.

Opinia biegłego

W postępowaniu cywilnym sąd skorzystał z opinii biegłego ds. bezpieczeństwa i higieny pracy.

Biegły potwierdził, że stopnie w korytarzu przejściowym oznakowano taśmą ostrzegawczą. Jednak jeden z nich oznakowano jedynie częściowo. Poza tym różnicy poziomów urząd nie oznaczył np. znakiem „uwaga stopnie”. Ponadto znak „kierunek do wyjścia drogi ewakuacyjnej schodami w dół w lewo”, powinien być widoczny już z korytarza. W korytarzu, gdzie występuje różnica poziomów (trzech stopni), średnia wartość natężenia oświetlenia była niezgodna z wymogami normy. Natomiast wyłącznik oświetlenia był niesprawny technicznie.

Wyrok sądu I instancji

Sąd uznał, że do zdarzenia doszło w okolicznościach podanych przez poszkodowaną powódkę. Uznał jej twierdzenia za wiarygodne, że na korytarzu którym się poruszała, światło się nie świeciło, a drzwi do pokojów były zamknięte. Zatem powódka nie miała możliwości rozeznać się co do ilości schodów i charakteru przeszkody i tym samym dostosowania sposobu poruszania się do zastanych warunków.

W konsekwencji za szkodę powódki odpowiada pozwana gmina. Wina wynikała z nieprawidłowo oznakowanego miejsca, niewłaściwego oznakowania taśmą schodów na całej ich długości i niezapewnienia sztucznego oświetlenia w momencie zdarzenia.

Wyrok sądu II instancji

Strona pozwana odwołała się od wyroku. Sąd apelacyjny uznał ustalenia faktyczne sądu I instancji za własne. Sąd ten stwierdził, że rozważania odnoszące się do sposobu oznakowania schodów są nieistotne, ponieważ wystarczające było ustalenie, że szkodę wywołało niezapewnienie właściwego oświetlenia.

Wedle sądu brak było stałego oświetlenia korytarza łączącego znajdujące się na dwóch różnych poziomach części budynku. Stwarzało to zagrożenie dla bezpieczeństwa korzystających, zwłaszcza że różnicę między budynkami niwelowały schody.

Sąd zwrócił przy tym uwagę na obowiązek zarządcy zapewnienia bezpieczeństwa użytkownikom budynku. Obowiązki te wynikają z rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Ponadto z ustawy o gospodarce nieruchomościami.

Obowiązek zapewnienia stałego oświetlenia

Uważam, że szczególnie interesujące są dalsze spostrzeżenia i uwagi sądu:

W ocenie sądu nie miało zasadniczego znaczenia, że światło w momencie szkody paliło się. Właściciel budynku miał obowiązek zapewnić stałe należyte oświetleni korytarza.

Z uwagi na postęp techniczny, oświetlenie korytarzy i klatek schodowych budynków użyteczności publicznych tylko przy pomocy oświetlenia zapalanego ręcznie włącznikiem nie spełnia wymogów. Tego rodzaju mechanizm nie zapewnia oświetlenia w sposób stały, ponieważ z różnych przyczyn może nie zostać włączone/pozostać wyłączone, nawet w godzinach pracy i eksploatacji danego pomieszczenia czy korytarza.

Wskazywana forma oświetlenia obniża komfort użytkowania budynku (np. wymaga stałego dbania przez pracowników, aby światło się paliło). Przede wszystkim stwarza ona zagrożenie dla bezpieczeństwa użytkowania budynku.

Fakt, że bezpośrednio upadek spowodowała czynność powódki (schodzenie po schodach), nie wyklucza związku przyczynowego pomiędzy zaniechaniem pozwanej a tym zdarzeniem. Wypadek powódki uznać należało za normalne następstwo zaniechania pozwanego. Z drugiej strony tego rodzaju następstwo nie występujące często i nie w każdym przypadku osoby poruszającej się po schodach. Jednak nienależyte oświetlenie każdego korytarza, czy klatki schodowej, po których przemieszczają się ludzie, a tym bardziej jego brak, ogólnie zwiększa ryzyko zaistnienia wypadku.

Tym samym sąd przyznał powódce zadośćuczynienie i odszkodowanie od zarządcy nieruchomości (urzędu gminy).

(jeżeli chcesz się więcej dowiedzieć o wysokości zadośćuczynienia za wypadki, zajrzyj do tego wpisu)

Zachęcam Cię również do zapoznania się z moim wpisem dotyczącym odszkodowania od zarządcy drogi.

Oświetlenie wejścia do klatki schodowej

W innej sprawie sąd zawarł podobny pogląd.

Powódka wracała do swojego mieszkania późnym wieczorem (ok. 23). Blok, w którym mieszkała, administrowała spółdzielnia. Powódka wchodząc do klatki schodowej, wpadła jedną nogą w 35-centymetrowy otwór, na którym nie było metalowej kratki. W konsekwencji doznała urazu stawu skokowego i kolanowego.

Powódka podniosła, że oświetlenie klatki i osiedla w dniu szkody było niesprawne. Brak właściwego oświetlenia uniemożliwiał dostrzeżenia braku kratki zabezpieczającej otwór. Powódka wskazała, że zarówno nie działała latarnia przed budynkiem, jak i nie był sprawny włącznik oświetlenia przy wejściu do klatki.

Pozwana spółdzielnia podnosiła, że  wbrew twierdzeniu powódki oświetlenie było sprawne. Poza tym nikt przed szkodą powódki nie zgłaszał niesprawności któregokolwiek ze źródeł światła.

Stanowiska sądów

Sądy obu instancji uznały, że powódka nie wykazała, że oświetlenie nie działało ani że spółdzielnia wiedziała o niesprawności oświetlenia. A tylko tego rodzaju czyn mógł być zawinionym zaniechaniem. Tym samy oddalono żądanie o odszkodowanie od zarządcy nieruchomości (spółdzielni).

W rezultacie oba sądy uznały, że przyczyną szkody był brak kratki przed drzwiami wejściowymi i brak staranności powódki. Ten brak staranności polegał na nieupewnieniu się, czy ta kratka znajduje się na miejscu. Należy przy tym dodać, że kratkę wcześniej kilkukrotnie kradziono. Dlatego według sądu powódka powinna była zdawać sobie sprawę, że może jej nie być.

Oświetlenie włączane ręcznie jest niewystarczające

Powódka złożyła skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Sąd ten uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. SN zwrócił uwagę, że sądy rozpoznające sprawę skupiły się jedynie na kwestii czy istniejące oświetlenie było sprawne. Natomiast nie analizowały – a powinny to uczynić – czy oświetlenie było należyte.

Dalej SN wskazał, że szczegółowe przepisy określające wymogi techniczne oświetlenia budynków wprowadzono po wybudowaniu bloku, w którym mieszkała powódka.

Jednak w ocenie SN nie oznacza to, że na pozwanej spółdzielni nie spoczywał obowiązek zapewnienia należytego oświetlenia dojścia i wejścia do budynku. Tego rodzaju obowiązek stanowi realizację obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa użytkownikom budynku, a ten z kolei wynika z ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych i ustawy o gospodarce nieruchomościami. W ocenie SN nie budzi to wątpliwości, że zapewnienie bezpieczeństwa wymaga należytego oświetlenia budynku.

Następnie SN przedstawił pogląd zbieżny z już wcześniej przytaczanym wyrokiem. Według niego z uwagi na postęp techniczny nie można przyjmować, że zapewnienie oświetlenia dojścia czy wejścia do budynku poprzez włącznik ręczny zamieszczony wewnątrz klatki budynku jest wystarczające. Sąd szczegółowo omówił niedoskonałość takiego rozwiązania. M. in. wskazał, że nie ma gwarancji że oświetlenie działa w każdej potrzebnej chwili. Natomiast wejście do klatki jest miejscem gdzie znajdują się progi, wycieraczki czy elementy metalowe. Elementy te zwiększają ryzyko potknięcie się lub poślizgnięcia.

Z tych przyczyn SN uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Jednocześnie nakazał zbadanie, czy brak doświetlenia wejścia do klatki nie stanowi samoistnej przesłanki jego odpowiedzialności.

Orzeczenia sądów (w pierwszej sprawie i orzeczenie SN) uważam za prawidłowe i oceniam je korzystanie. Uwidaczniają ewolucję zapatrywań sądów stosownie do postępu technicznego. Płynie z nich wniosek, że sądy coraz baczniej zwracają uwagę na takie dobra jak bezpieczeństwo, zdrowie i życie ludzi. Według mnie jest to właściwa tendencja.

Odszkodowanie od zarządcy drogi

Wojciech Drapała02 lipca 2021Komentarze (0)

Sprawy o odszkodowanie od zarządcy drogi należą do kategorii wypadków, które zostały wywołane nie z winy kierowcy, lecz z zaniedbania podmiotu zarządzającego drogą.

Oprócz typowych spraw jak odszkodowanie za dziurę w drodze z powodu uszkodzonego zawieszenia pojazdu, odpowiedzialność zarządcy drogi może obejmować również poważne obrażenia ciała i szkody śmiertelne.

Temat postanowiłem omówić na kanwie kilku ciekawych stanów faktycznych z wyroków sądowych.

Jedna z nich to wypadek z powodu znajdującej się na jezdni plamy oleju. Kolejna to wypadek wskutek zderzenia pojazdu z kłodą drewna znajdującą się na jezdni.

Następny to zdarzenie śmiertelne z powodu zderzenia pojazdów na oblodzonej drodze. Ostatni stan faktyczny odnosi się do nieprawidłowego oznakowania drogi i nieprawidłowego ukształtowania jezdni.

Orzecznictwo zdążyło wykształcić pewne poglądy odnoszące się do obowiązków i zaniedbań zarządców drogi. Będą one opisane w dalszej części.

Plama oleju na jezdni

Poszkodowany wytoczył pozew o zadośćuczynienie za krzywdę i odszkodowanie od zarządcy drogi (GDDKiA) za szkodę i krzywdę spowodowaną wypadkiem drogowym.

Stan faktyczny sprawy:

Na drodze krajowej będącej pod zarządem pozwanego, doszło do czołowego zderzenia samochodu typu bus kierowanego przez powoda z samochodem ciężarowym.

Zderzenie nastąpiło, gdy powód przed wykonaniem skrętu w prawo podjął próbę hamowania i zjechał na lewy pas jezdni.

W miejscu manewru, na całej szerokości jezdni, na odległości 150 m znajdował się rozlany olej opałowy.

W wyniku padającego deszczu i mokrej nawierzchni plama ta nie była widoczna. Plama nie była też oznakowana.

Sąd okręgowy oddalił żądanie powoda. Powód zaskarżył wyrok, ale jego apelacja również została oddalona.

W uzasadnieniu sąd apelacyjny podał, że powód nie wykazał, że wyłączną przyczyną wypadku był znajdujący się na jezdni olej, powodujący małą przyczepność.

Odszkodowanie od zarządcy drogiW ocenie sądu przyczynami bądź współprzyczynami wypadku mogły być nieprawidłowe manewry powoda. Mógł być nią również stan techniczny samochodu (znaczne obniżenie ciśnienia w tylnym kole) jak i niesprzyjające warunki atmosferyczne (deszcz).

Poza tym powód nie wykazał, że pozwany ponosi winę za stan drogi. Pozwany nie wiedział bowiem o rozlaniu oleju na jezdni, a dopiero uzyskanie wiedzy o tym fakcie obligowało go do podjęcia odpowiednich działań.

Według Sądu Apelacyjnego brak było podstaw do przyjęcia związku przyczynowego między szkodą powoda a nienależytym wykonaniem czynności powierzonych pozwanemu.

Powód zaskarżył wyrok skargę kasacyjną.

Sąd Najwyższy wskazał, ze według ustaleń stanowiących podstawę wydania zaskarżonego wyroku, plama oleju na jezdni była przynajmniej współprzyczyną wypadku.

Dalej SN słusznie zwrócił uwagę, że wbrew zaskarżonemu wyrokowi odpowiedzialność GDDKiA zachodzi również, gdy mała przyczepność jezdni na skutek rozlania na niej oleju nie była wyłączną przyczyną wypadku.

Wystąpienie innych okoliczności, które także przyczyniły się do zaistnienia wypadku, za które GDDKiA nie odpowiada, nie wyłącza jego odpowiedzialności.

Jeżeli zaś współprzyczyną wypadku było nieprawidłowe zachowanie się powoda jako kierowcy, może ono uzasadniać przyczynienie się powoda do powstania szkody.

SN uznał, że nie można zgodzić się z poglądem wyrażonym w zaskarżonym wyroku, iż pozwany nie ponosi winy za szkodę doznaną przez powoda, albowiem nie wiedział o rozlaniu oleju na jezdni, a dopiero uzyskanie wiedzy o tym fakcie obligowało go do podjęcia odpowiednich działań.

Obowiązki zarządcy według SN

W rezultacie Sąd stwierdził, że:

Do obowiązków pracowników odpowiedniej jednostki organizacyjnej Skarbu Państwa, sprawującej obowiązki zarządcy drogi krajowej należało utrzymanie i ochrona drogi.

Pracownicy mieli obowiązek usunięcia plamy oleju z jezdni. Przed dokonaniem tego powinni byli zamknąć drogi dla ruchu oraz wyznaczyć objazd. Wynikało to z faktu, że rozlany olej na jezdni stwarzał bezpośrednie zagrożenie bezpieczeństwa osób i mienia.

Podjęcie odpowiednich działań zmierzających do realizacji tego obowiązku oczywiście możliwe było dopiero od chwili powzięcia wiadomości o rozlaniu oleju. Jednakże nie oznacza to, iż obowiązek ten konkretyzował się dopiero po zawiadomieniu przez osoby trzecie o istniejącym zagrożeniu.

Dalej SN wyraził pogląd, który następnie było często podzielany przez inne sądy:

Jej praca powinna być tak zorganizowana, żeby miała ona możliwość odpowiednio szybkiego stwierdzenia wystąpienia na drodze zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu i podjęcia działań zmierzających do usunięcia tego zagrożenia.

Zatem w sprawie wymagało rozważenia, czy praca zarządcy była zorganizowana we właściwy sposób.

W związku z tym SN uchylił wyrok. Tym samym obalił podnoszony często argument, że odszkodowanie od zarządcy drogi jest należne, jeżeli zarządca wiedział o istnieniu okoliczności wywołującej niebezpieczeństwo.

W pełni podzielam pogląd wyrażony w wyroku.

Kłoda drewna na jezdni i uszkodzenie pojazdu (2)

W innej sprawie o odszkodowanie od zarządcy drogi SN podzielił pogląd, że zarządca drogi powinien zorganizować system odpowiednio szybkiego reagowania na niebezpieczeństwo na drogach.

Z drugiej strony, SN uznał też, że zarządca nie odpowiada za wszelkie zagrożenia występujące na drogach.

W stanie faktycznym powodowie wystąpili o odszkodowanie od zarządcy drogi za szkodę w postaci poniesionych kosztów naprawy samochodu. Pojazd uległ uszkodzeniu w godzinach wieczornych wskutek zderzenia z drewnianą kłodą leżącą na drodze będącej w zarządzie pozwanego.

Sąd pierwszej instancji uwzględnił powództwo, jednak sąd drugiej instancji uwzględnił apelację pozwanego i powództwo oddalił. Sąd uznał, że w zachowaniu pozwanego nie było cech zawinionego zaniechania.

Wynika to z faktu, że pozwany między g. 7:00 a 15:00, przeprowadził kontrolę stanu nawierzchni drogi. Kontrola nie wykazała jakichkolwiek zagrożeń.

Sąd drugiej instancji za niesłuszny uznał  pogląd sądu rejonowego, że pozwany powinien całodobowo kontrolować stan nawierzchni zarządzanych przez niego dróg, gdyż wykonywanie takiej kontroli jest praktycznie niemożliwe.

Ponadto i tak nie wyeliminuje kolizji, których źródłem są przedmioty wypadłe z przejeżdżających drogą pojazdów.

Ograniczenie odpowiedzialności zarządcy

Powodowie zaskarżyli wyrok do SN.

W uzasadnieniu kasacji powodowie, powołując się na ustawę o drogach publicznych podnieśli, że pozwany powinien wypracować taką organizację i sposób swoich działań, które zapewniają bezpieczeństwo użytkownikom drogi o statusie wojewódzkim.

W ocenie skarżących zarządca nie zapewnił bezpieczeństwa, a ograniczenie się jedynie do dokonywania sprawdzenia nawierzchni jezdni w godzinach dziennych było niewystarczające.

Sąd podzielił pogląd z cytowanego na wstępie wyroku SN (o konieczności właściwej organizacji pracy).

W ocenie SN wystąpienie na drodze zdarzenia stwarzającego zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu nie zawsze jest wynikiem, a zarazem normalnym następstwem, zawinionego zaniechania podjęcia niezbędnych i możliwych w konkretnych okolicznościach działań przez odpowiedzialnych pracowników zarządcy drogi publicznej.

Trafnie według SN przyjął sąd odwoławczy, że w ustalonym w sprawie stanie faktycznym nie została wykazana wina pracowników zarządcy drogi, bowiem nie sposób nałożyć na zarządcę drogi obowiązku permanentnego, ciągłego kontrolowania stanu każdego bez wyjątku odcinka drogi publicznej, przyjmując nadto irracjonalne założenie, że nawet taki sposób wykonywania obowiązku stwarza realną możliwość zapobieżenia skutkom zdarzeń i to mającym nawet charakter losowy.

Oblodzenie jezdni i wypadek śmiertelny (3)

W kolejnej omawianej tutaj sprawie o odszkodowanie od zarządcy drogi doszło do wypadku śmiertelnego.

Z powództwem o zadośćuczynienie i odszkodowanie od zarządcy drogi (GDDKiA) wystąpili żona zmarłego i jego dzieci. Sąd okręgowy przyznał powodom po 100.00 zł zadośćuczynienia i po 15.000 zł odszkodowania.

Do wypadku doszło w wyniku zderzenia dwóch pojazdów. W miejscu zdarzenia obowiązywało ograniczenie prędkości do 60 km/h. Każdy z nich w momencie zderzenia poruszał się z prędkością początkową 73 km/h.

Jeden z samochodów był w trakcie wykonywania manewru hamowania. Przyczyną zderzenia była utrata stateczności drugiego pojazdu, który na skutek nagłego oblodzenia jezdni wpadł w poślizg i zjechał na przeciwległy pas ruchu.

Istotne jest, że poruszanie się przez kierowcę drugiego samochodu z dopuszczalną prędkością 60 km/h również mogło doprowadzić do utraty panowania nad autem. Kierujący pierwszym pojazdem nawet przy poruszaniu się z prędkością wynoszącą 60 km/h nie miał możliwości wyhamowania i uniknięcia zderzenia.

Przyczyną wypadku było miejscowe oblodzenie jezdni, które wystąpiło w dobrych warunkach pogodowych. Oblodzenie wynikało z sączenia się wód gruntowych z sąsiedniej nieruchomości. W miejscu zdarzenia dochodziło do ciągłego nacieku wód powierzchniowych, które przy ujemnej temperaturze zamarzały na niej.

Zjazdy na drodze nie były wykonane zgodnie ze sztuką budowlaną i normami technicznymi. Zjazd, obok którego doszło do poślizgu, zbudowano bez spadków poboczy, które powinny zapewnić swobodny odpływ wody do rowu.

Poza tym, zjazdy wykonano bez zainstalowania krat ściekowych. Doprowadziło to do spływu wód powierzchniowych z okolicznych działek bezpośrednio na jezdnię. Po wypadku wadliwie zbudowane zjazdy przebudowano.

Właściwy drogomistrz za niedopełnienie swoich obowiązków w zakresie kontroli zjazdów indywidualnych został prawomocnym wyrokiem skazany za przestępstwo z art. 231 § 1 KK.

Odpowiedzialność GDDKiA jako zarządcy drogi wynikała z ustawy o drogach publicznych. Sąd uznał, że zarządca drogi nie może uwolnić się od odpowiedzialności tylko z tego względu, że nie wiedział o nastąpieniu zdarzenia stwarzającego niebezpieczeństwo dla użytkowników drogi (taka była linia obrony pozwanych).

Zarządca drogi ma obowiązek zorganizować pracę w sposób właściwy. Ma ona umożliwiać szybkie wykrywanie i usuwanie niebezpieczeństw mogących zagrozić bezpieczeństwu użytkowników drogi.

W sprawie obowiązki polegające na cyklicznym objeżdżaniu dróg w celu zbierania danych o stanie tych dróg, wykonywaniu prac interwencyjnych związanych z likwidacją zagrożeń na drodze, zbieraniu i przekazywaniu informacji o stanie dróg oraz prowadzeniu dokumentacji administracyjnej zostały powierzone drogomistrzowi.

Stan zagrożenia ani nie został właściwe zdiagnozowany, ani też nie zasygnalizowano przełożonym ewentualnego zagrożenia.

Odbywało się to mimo wypływania wody z wadliwie wykonanych zjazdów i zamarzaniu jej w okresie zimowym. A to właśnie zimą doszło do przedmiotowego wypadku,

Wyrok został zaskarżony. Sąd apelacyjny utrzymał wyrok w mocy.

Sąd uznał, że:

Do obowiązków pracowników podmiotu sprawującego obowiązki zarządcy, należało utrzymanie i ochrona drogi. Pracownicy ci mieli więc obowiązek usunięcia zamarzniętej powierzchni, która była śliska, albo posypanie jej piaskiem.

Przed dokonaniem tego powinni zamknąć drogę dla ruchu oraz wyznaczyć objazd. Zamarznięta kałuża wody na jezdni stwarzała bezpośrednie zagrożenie bezpieczeństwa osób i mienia.

Podjęcie odpowiednich działań zmierzających do realizacji tego obowiązku oczywiście możliwe było dopiero od chwili powzięcia wiadomości o jej istnieniu.

Sąd powtórzył pogląd, że zarządca powinien właściwie zorganizować swoją pracę i nie czekać z interwencją na zawiadomienie od osoby trzeciej.

Złe oznakowanie zakrętu i duża liczba wcześniejszych wypadków (4)

W kolejnej omawianej sprawie o odszkodowanie od zarządcy drogi Powód wystąpił o zasądzenia kwoty 250.000 zł tytułem zadośćuczynienia.

Stan faktyczny przedstawiał się następująco:

  • wypadek miał miejsce w listopadzie, ok. godz. 18.40, powód, miał 16 lat, poruszał się motocyklem,
  • po minięciu łuku jezdni powód, „ściął” zakręt, nie opanował motocykla i na prostym odcinku drogi wjechał na krawężnik. Motocykl wjechał na pobocze i uderzył w leżący tam pozostawiony betonowy fragment latarni z wystającymi śrubami. W wyniku tego motocykl przewrócił się i przesunął,
  • na łuku drogi w lewo oświetlenie uliczne było wyłączone,
  • na odcinku drogi obowiązywało ograniczenie prędkości do 40 km/h, prędkość powoda przy pokonywaniu łuku drogi wynosiła 70 km/h,
  • przed łukiem drogi był znak B-33 (ograniczenie prędkości do 40 km/h), ustawiony był dużo wcześniej jeszcze przed skrzyżowaniem, a znak A-2 (niebezpieczny zakręt w lewo) ustawiono niezgodnie z przepisami w odległości 41 m od początku łuku drogowego, podczas gdy powinien być umieszczony w odległości 50 – 100 m.
  • niewłaściwe umiejscowienie znaku A-2 powodowało, że informacja o niebezpiecznym zakręcie w lewo i zachowaniu szczególnej ostrożności znajdowała się na łuku. Tymczasem powinna się pojawić już na jego początku.
  • łuk drogi był oznakowany podwójną linią ciągłą. Nie było na nim żadnych elementów infrastruktury drogowej, wspomagających kierowcę w czasie pokonywania niebezpiecznego zakrętu drogi. W szczególności nie było dodatkowego oznakowania, ostrzeżenia, świateł ostrzegawczych. Nie było również dodatkowych tablic i urządzeń bezpieczeństwa i ruchu drogowego, tablic prowadzących ciągłych lub pojedynczych czy „kocich oczek”.
  • ponadto w miejscu zdarzenia droga miała nieprawidłowe parametry geometryczne (niewłaściwe wyprofilowanie jezdni),
  • w tym samym miejscu w latach 2011 – 2015 r. doszło do 14 zdarzeń drogowych, po wypadku powoda zainstalowano stalowo-metalową barierę ze światłami odblaskowymi oddzielająca jezdnię od pobocza drogi,
  • w dniu wypadku powód zdał egzamin na prawo jazdy. Zaś dokument uprawniający do kierowania pojazdem został odebrany kilkanaście dni po wypadku,
  • powód doznał wielomiejscowych obrażeń. Skutkowały one m.in. niedowładem lewej kończyny górnej i dolnej, obniżonymi funkcjami zapamiętywania. Całkowity uszczerbek na zdrowiu powoda wynosi 75 %. Powód został zaliczony do znacznego stopnia niepełnosprawności.
  • powód przekroczył dopuszczalną na tym odcinku prędkość.

Pozwany zarządca drogi żądał oddalenia powództwa. W jego ocenie wypadek spowodował powód swoją nadmierną prędkością oraz brakiem kwalifikacji do prowadzenia tego rodzaju pojazdów mechanicznych.

Sąd zasądził od pozwanego na rzecz powoda zadośćuczynienie w wysokości 60.000 zł. W pozostałym zakresie oddalił powództwo.

Opinie biegłych

Bazując na opinii biegłego ds. inżynierii i bezpieczeństwa ruchu drogowego sąd uznał odpowiedzialność zarządcy drogi (niedostateczne oświetlenie drogi, niewystarczający przekaz informacji o niebezpiecznym miejscu, brak urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego do prowadzenia pojazdu w miejscu niebezpiecznym, nieczytelny przekaz otoczenia drogi, parametry geometryczne jezdni.

Sąd stwierdził, że oznakowanie tak źle wyprofilowanego miejsca jedynie znakiem podwójnej linii ciągłej oraz zbyt późno ustawionym znakiem ostrzegającym przed niebezpiecznym zakrętem w lewo i za wcześnie ustawionym znakiem ograniczenia prędkości do 40 km/h było niewystarczające.

Sąd oparł się również na opinii biegłego ds. ruchu drogowego i techniki motoryzacyjnej (druga opinia). Na jej podstawie stwierdził, że powód poruszał się z nadmierną prędkością. Prędkość ta znacznie przekraczała dopuszczalną 40 km/h i prędkość graniczną dla tego odcinka wynoszącą 70 km/h.

Z opinii tej wynikało, że gdyby powód poruszał się z prędkością nie przekraczającą 70 km/h to pokonałby zakręt. Według opinii to właśnie nadmierna prędkość powoda była wyłączną przyczyną wypadku.

Sąd wziął pod uwagę wnioski obu opinii. Oznaczało to, że zarządca drogi dopuścił się zaniedbań w należytym utrzymaniu bezpieczeństwa na drodze. Z kolei te zaniedbania pozostają w bezpośrednim związku przyczynowym ze zdarzeniem.

Sąd uznał jednak, że powód przyczynił się do wypadku. Tak należało przyjąć, ponieważ poruszał się z nadmierną prędkością, nieprawidłowo i ryzykownie.

Wyrok zaskarżono do sądu apelacyjnego, sąd utrzymał wyrok w mocy.

Sąd uznał, że w miejscu zdarzenia wystąpiła znaczna liczba wypadków drogowych. W ocenie sądu rodzi to silne domniemanie, że tego przyczyną jest niewłaściwe oznakowanie miejsca niebezpiecznego.

Natomiast z uwagi na naruszenia zasad ruchu drogowego przez powoda, sąd uznał, że ustalenie przyczynienia na poziomie 50% jest właściwe.

Z przedstawionych wyroków jasno wynika, że zarządca drogi musi zadbać o właściwą organizację własnej pracy i bieżący monitoring stanu dróg. Z drugiej strony nie można też oczekiwać od zarządcy drogi, aby jego służby obserwowały stan drogi w sposób permanentny.

Zarządca drogi musi zatem zadbać o bezpieczeństwo na drodze, jednak obowiązek ten nie ma charakteru bezwzględnego i jest ograniczony stosownie do obiektywnych czynników.

Poza tym, należy zauważyć, że zaniedbania zarządcy drogi mogą przybierać zróżnicowany charakter, co wymaga analizy całokształtu okoliczności konkretnego stanu faktycznego.

Jeżeli zainteresował Cię artykuł „Odszkodowanie od zarządcy drogi”, to może Cię zainteresować: Wygrana naszej kancelarii w sporze z ubezpieczycielem zarządcy drogi .