Pozew o odszkodowanie – wygrana sprawa z ubezpieczycielem… walkowerem

Wojciech Drapała        30 września 2015        8 komentarzy

Parę dni temu uzyskałem korzystny wyrok dla mojego klienta w sprawie z pozwu o odszkodowanie z OC sprawcy. Sprawa zakończyła się całkowitą wygraną „walkowerem”.

Dlaczego tak uważam?

Ponieważ w sprawie zapadł wyrok zaoczny. Ubezpieczyciel nie podjął obrony przeciwko żądaniu pozwu. Prawidłowo wezwany i zawiadomiony nie złożył odpowiedzi na pozew ani nie stawił się jego pełnomocnik na rozprawie. Sąd nie miał wyboru, miał obowiązek wydać wyrok zaoczny. Oznaczało to, że sąd nie rozpoznawał sprawy merytorycznie i zasądził całość żądania, nie przeprowadzając postępowania dowodowego.

I tu pytanie zasadnicze i skłaniające do refleksji: dlaczego zakład ubezpieczeń nie podjął walki w tej sprawie?

To pytanie na rozprawie nurtowało również Panią sędzię, który nie kryła swojego zdziwienia działaniem (czy raczej zaniechaniem) zakładu ubezpieczeń.

Odpowiedziałem Pani sędzi, że taka sytuacja mnie nie dziwi, bo stanowisko mojego klienta jest na tyle dobrze uzasadnione, że sprawę wygram, a w takiej sytuacji zakładowi ubezpieczeń nie opłaca się prowadzić dalej postępowania, bo pociągnie to za sobą dodatkowe koszty, które go obciążą jako stronę przegrywającą.

Choć moja odpowiedź zabrzmiała dosyć buńczucznie, a sędzia prawdopodobnie uznała ją za wyraz taktyki procesowej, to naprawdę tak myślałem: każdą sprawę do sądu kieruję po to, żeby wygrać. Stanowisko klienta było świetnie uzasadnione, a w dodatku podparte prywatną ekspertyzą.

Ale Pani sędzi moja odpowiedź nie wystarczała i stwierdziła, że to prawie niemożliwe, bo „przecież ubezpieczyciele zawsze walczą do końca”, „nie oddają tak spraw” czy coś takiego – jest to prawda, ale zdarzają się wyjątki.

Po czym zapytała:

„A czy Panu mecenasowi przytrafiła się może już kiedyś taka sytuacja?”

Sięgnąłem pamięcią wstecz.

„Rzeczywiście miałem już raz taką samą sytuację, skończyło się tym, że pozwany zakład ubezpieczeń nie odwoływał się i parę dni po wyroku zaocznym zapłacił całą zasądzoną kwotę” – odpowiedziałem.

Oczywiście moja odpowiedź nie wystarczyła, a może i nawet została uznana za blef procesowy (niesłusznie, bo to była prawda).

I wtedy Pani sędzia zaczęła drążyć kwestię, czy na pewno strona pozwana została prawidłowo oznaczona i czy prawidłowo wskazano jej adres dla doręczeń.

Przyznaję, że rzeczywiście to wymagało pogłębionej refleksji, bo polisę wystawił oddział zagranicznego ubezpieczyciela. „Wtajemniczeni” wiedzą, że jeszcze do niedawna budziło duże kontrowersje, kogo w takiej sytuacji pozywać (oddział w Polsce czy podmiot zagraniczny) i na jaki adres (czy adres polskiego oddziału czy adres zagraniczny).

Po krótkiej wymianie zdań doszliśmy do zgodnej konstatacji, że zakład został prawidłowo pozwany.

Pani sędzia jeszcze raz zajrzała w akta sprawy, już teraz spokojna i szczęśliwa, że wyczerpała wszelkie wątpliwości, święcie przekonana, że podejmuje właściwe rozstrzygnięcie, stwierdziła, że nie pozostaje nic innego jak wydać wyrok zaoczny, ponieważ pozew o odszkodowanie zawierał prawidłowe oznaczenie strony.

PS.

Kilka dni po doręczeniu wyroku klient otrzymał zasądzone odszkodowanie. Choć był to mecz oddany walkowerem, to ubezpieczyciel podjął w mojej ocenie słuszną – z jego punktu widzenia – decyzję.  Jestem pewien, że zakład ubezpieczeń, gdyby podjął aktywną obronę, to przegrałby sprawę (a wówczas poniósłby dodatkowe koszty za opinię biegłego, zastępstwa procesowego itp.). I chyba z tego samego założenia on wychodził.

PPS.

Mam autentyczne uznanie dla Pani sędzi: za wnikliwość, za nie poddanie się rutynie, za otwartą i szczerą wymianę myśli z pełnomocnikiem (na salach sądowych to się zdarza za rzadko ) i za drążenie szczegółów, które budzą jakiś wewnętrzny niepokój prawnika.

Więcej o odszkodowaniu komunikacyjnym:

{ 8 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Natalia Klima-Piotrowska Wrzesień 30, 2015 o 15:18

Gratuluję wygranej. Nieważne, że walkowerem. Przecież gdyby nie przekonał Pan zakładu ubezpieczeń, że ma Pan rację, zapewne byłby sprzeciw.
A co do Pani Sędzi – na szczęście wielu jest takich, którzy potrafią i chcą rozmawiać z pełnomocnikami nie udając przy tym omnipotencji.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Wojciech Drapała Wrzesień 30, 2015 o 19:01

Dziękuję 🙂

Odpowiedz

Jakub Wrzesień 30, 2015 o 19:23

Wydawać by się mogło, że ubezpieczyciel „poszedł po rozum do głowy”.
Z mojej praktyki wynika, że dość często można spotkać się z sytuacją gdy ubezpieczyciel zaraz po otrzymaniu odpisu pozwu zawiera ugodę – oczywiście na warunkach zaprezentowanych w pozwie, zaoszczędzając jedynie na połowie opłaty sądowej od pozwu. Najśmieszniejsze jest to, że taki pozew zawsze poprzedzam odpowiednim wezwaniem do zapłaty, ale wtedy nikt nie chce podjąć rozmowy. Dlatego z przyjemnością zawieram ugody doliczając koszty zastępstwa procesowego.

Oby częściej takich walkowerów! Wyrok zaoczny – satysfakcja gwarantowana. Gratulacje!

Odpowiedz

Wojciech Drapała Październik 1, 2015 o 15:35

Dziękuję. Ja również mam podobne doświadczenia. A z czego to wynika? Prawdopodobnie dlatego, że wielu poszkodowanych oraz ich adwokatów i radców prawnych poprzestaje na samym wezwaniu do wypłaty odszkodowania pod rygorem wniesienia pozwu. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Odpowiedz

Kamil Październik 1, 2015 o 13:35

A czy nie lepiej dla ubezpieczyciela było by uznać powództwo?

Odpowiedz

Wojciech Drapała Październik 1, 2015 o 15:25

Z finansowego punktu widzenia – oczywiście tak.

Odpowiedz

Jakub Październik 1, 2015 o 13:59

W przypadku uznania powództwa nie zaoszczędzą na połowie opłaty sądowej od pozwu.

Odpowiedz

Jakub Październik 1, 2015 o 15:47

W takich przypadkach trzeba iść bezwzględnie za ciosem! W wielkim skrócie wezwanie + pozew = wygrana. Oczywiście sprawa musi być prowadzona przez profesjonalistę!

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: